Barwy, żarty i długi, czyli biografia Zofii Stryjeńskiej

To właśnie o niej jest ta książka; o kobiecie, córce, siostrze, matce, żonie, kochance, malarce – o docenianej i krytykowanej, wielbionej i tępionej, ubóstwianej i zapomnianej –  ale zawsze o wielkiej artystce. Angelika Kuźniak w Stryjeńska. Diabli nadali pozwala nam wejść w świat z przeszłości i posłuchać opowieści jednej z najbardziej niezwykłych i najzdolniejszych malarek XX wieku.

Zofia Stryjeńska, kobieta o niezwykłym talencie, życiorysie i o niebywałej osobowości, nie pojawia się często w czołówce najlepszych polskich artystów, pomimo tego, że jej dzieła doceniane były zarówno w kraju, jak i w Europie. Jej historia jest równocześnie połączeniem dystyngowanego życia salonów dawnej Rzeczpospolitej, banalności codziennego życia i ciemności, jaką przyniósł Wielki Kryzys, a potem wojna. Stryjeńska. Diabli nadali to pozycja, która bez zbędnego patosu czy mistycyzmu przybliża postać nie tylko Zochy, ale i tamtych czasów – zarówno ich najjaśniejszych, jak i najciemniejszych stron.

Na szarej okładce widnieje Zofia. Krótkie, gęste, czarne włosy otaczają jej tak kobiecą twarz – twarz, która przez miesiące udawała mężczyznę, gdy Stryjeńska uczyła się malarstwa w Monachium. Wracając do samej oprawy książki – czy ośmielasz się, czytelniku, dotknąć okładki, nieświadom, że jest to klucz, który przeniesie Cię w czasie ponad sto lat wstecz?… Opuszki palców muskają kartkę papieru naznaczoną czarnymi znakami. I nagle jesteś w Krakowie, w obcym mieszkaniu, u obcej rodziny, niejakich Lubańskich. I to jest moment, w którym człowiek nieświadom, bądź znający tylko ze słyszenia nazwisko Zofii Stryjeńskiej dozna olśnienia. Będzie patrzył na miasta – Karków, Warszawę, Monachium, Genewę – oczyma osoby z krwi i kości, o niezwykłej naturze, o charakterze równocześnie ujmująco wrażliwym i zdumiewająco silnym. Cała śmietanka towarzyska ówczesnej Rzeczpospolitej przeplata się we tle wydarzeń, a drogi znanych i docenianych po dziś dzień Polaków krzyżują się z drogą Zofii – Zofii, która nie ma skrupułów, by siłą pokazać Karolowi Szymanowskiemu, gdzie jego miejsce.

Stryjeńska. Diabli nadali doskonale oddaje barwność i szarość przeplatające się w życiu Stryjeńskiej, malarki o wielkim talencie, uporze i ambicji. Dzięki przepełnieniu pierwszoosobową narracją przekaz ten emanuje swoiście zachęcającą aurą. Przytaczane fragmenty autorstwa Zochy, czerpane z jej pamiętników oraz korespondencji, czytelnik pochłania z fascynacją. Są bezpośrednie, nieraz zadziwiająco ostre, jednak im bliżej poznaje się Stryjeńską, tym jest się bardziej zaangażowanym i zaintrygowanym jej poczynaniami. Odczuwa się podziw, oburzenie, niedowierzanie czy, bardzo często, rozbawienie, gdy opisawszy swoją fatalną sytuację – najczęściej materialną –  Stryjeńska kwituje rozbrajającą puentą. Idealnie wpasowane w treść konteksty pozwalają zarówno lepiej zrozumieć opisywane sytuacje, jak i dodają wielu smaczków. Przywoływanie wypowiedzi znajomych czy rodziny Zofii ukazuje jej wieloaspektową naturę i równocześnie pozwala nakreślić pewien trzon jej charakteru, który nie ulegał zmianie – bycie przede wszystkim malarką.

Diabli nadali to także doskonała pozycja pod względem rozpowszechnienia i przybliżenia działalności artystycznej Stryjeńskiej. Zamieszczone w książce reprodukcje dzieł wraz z przytaczanymi najróżniejszymi opiniami ówczesnych krytyków i artystów międzywojennych umożliwiają dotknięcie nie tylko sławy Stryjeńskiej, ale także jej geniuszu malarskiego. Ta ognista mieszanka barw, którą wykorzystywała w swoich obrazach oraz niesamowity sposób przedstawiania umiłowanych słowiańskich tradycji są bardzo dobrze uwydatnione. Angelika Kuźniak w swojej nominowanej do Literackiej Nagrody Nike biografii pozwala nam przyjrzeć się kobiecie-artystce z różnych perspektyw, ale przede wszystkim pozwala nam wsłuchać się w jej własne słowa, pochodzące z listów, pamiętników, wspomnień. Stryjeńska zachwyca i wywołuje podziw, choćby za swą wielką odwagę czy niesamowite poczucie humoru. Jako malarka przypomina niemal boginię, jako kobieta jest niezwykle, ujmująco, ludzka. Lektura ta jest jak podróż z kompanką, z Zochą, dzięki której nie patrzy się już tak samo na jej twórczość i na nią.

Na zakończenie pozwolę sobie przytoczyć słowa z końca książki, a będące zapiskiem Stryjeńskiej na cztery lata przed śmiercią:

Co do mej spuścizny artystycznej, jest ona ogromna i gdzieś po ludziach na świecie całym zagubiona. Byłby wór złota i Chwała Narodu, gdyby się tym kto kiedy zajął. Zofia Stryjeńska. Amen.


Top Image pochodzi z archiwum rodziny Stryjeńskich (c)
Obrazek wyróżniający to fragment obrazu Zofii Stryjeńskiej Alegoria życia ludzkiego
(Gwasz, pł., 68×180, Muzeum Narodowe w Warszawie)
obie reprodukcje użyte za zgodą
@z.stryjenska (Facebook)

Natalia Stanusch

Studentka John Cabot University w Rzymie. Jej wieczny uśmiech to znak rozpoznawczy. Każda pora roku jest dla niej ulubioną. Uważa, że nuda to choroba, dlatego zawsze ma w głowie dziesiątki pomysłów. Kocha ludzi, rozmowy, tańczenie i śpiewanie. Wynajdywanie sobie nowych, nie raz niesztampowych wyzwań to jej hobby. Najpiękniejsze zwierzęta świata to dla niej mopsy. Bez muzyki nie potrafi żyć, tak jak bez muzeów, malarstwa, wycieczek w góry i teatru, po obu stronach sceny. Lubi czytać, chodzić na długie spacery, oglądać filmy, głośno się śmiać, pisać, podróżować, także palcem po mapie. Nie znosi szarości.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany