Nowa jakość odczuwania – o „The Square”

Zeszłorocznym laureatem Złotej Palmy był orędownik angielskiego kina społecznego – Ken Loach i jego Ja, Daniel Blake. Surowy, w realistyczny sposób odwzorowywał brytyjskie realia – opowiadał o walce szarego człowieka z systemem. Kino misyjne. Może się wydawać, że tegoroczny canneński zwycięzca jest jego absolutnym przeciwieństwem. Nic bardziej mylnego.  The Square jest co prawda pamfletem na życie szwedzkiej elity, zajmującej się sztuką współczesną, ale co najistotniejsze – obnaża nastroje zachodniego społeczeństwa, tak celnie, jak nikt nigdy wcześniej. Zacznijmy jednak od początku, bo nowe dzieło Rubena Östlunda doświadcza się warstwami.

Źródło: Blogs.studyinsweden.se

Tytułowy kwadrat to instalacja, która ma być symbolicznym miejscem tolerancji, szacunku i niesienia pomocy (ta figura jest głęboko zakorzeniona w kulturze zachodu, jako symbol wysokorozwiniętej cywilizacji – tu oczywiste nawiązanie do Skandynawii). Główny bohater filmu to zamożny dyrektor muzeum – Christian, który w życiu osiągnął już wszystko. Pracownik centrum sztuki próbuje wypromować koncepcję instalacji – kwadratu – dlatego zatrudnia do tego celu specjalistów od PR-u, przez których, jego życie zaczynie wymykać się spod kontroli…

Z zewnątrz The Square to krytyka współczesnej burżuazji, zajmującej się sztuką, której nikt nie rozumie. To szyderstwo z branży marketingu i social mediów. To też obserwacja zjawiska, jakim jest sztuka współczesna, która stara się wychodzić do odbiorcy, próbuje nawiązać dialog z przestrzenią publiczną. Co zabawne, samej instalacji nie zobaczymy zbyt wiele, za to motyw kwadratu będzie nam towarzyszył przez prawie trzy godziny seansu.

Źródło: Ars.pl

Östlund ukazuje świat w czasie, niemal rzeczywistym, tworząc długie sekwencje montażowe, często pozbawione puent. Obserwację współczesnego świata zakłócają zaskakujące elementy, zakrzywiające rzeczywistość, takie jak widok szympansa w sypialni. To nieustanne wybijanie z rytmu, tworzy dziwną, irytującą atmosferę, jakby zamierzone narracyjne błądzenie miało wytrącić widza z równowagi, by w końcu przejrzał na oczy. Zauważył, że coś w tym naszym świecie jest nie tak.

Film to obnażenie społecznych kontrastów, ale też obserwacja ludzkich zachowań w sytuacji ekstremalnej – kradzieży, ale też naruszania strefy komfortu. Östlund pyta, gdzie leży granica sztuki, o ile taka w ogóle istnieje. Jak głęboko musimy zejść do pierwotnych instynktów, by uświadomić sobie, jak pogubieni jesteśmy ? Kiedy i dlaczego tracimy ufność i naiwność dziecka?

Źródło: Europe1.fr

W tym filmie uderza nieustanny krzyk, wołanie o pomoc, na które nikt nie reaguje, a powtarzający się motyw osoby bezdomnej, wzmaga poczucie dyskomfortu. Ile razy sami odmówiliśmy komuś pomocy? To wszystko składa się na krytykę współczesnego, zamożnego, zachodniego społeczeństwa, które tylko pozornie identyfikuje się z postawą otwartości i tolerancji, a wola niesienia pomocy jest tylko odruchem poprawiającym nam samopoczucie.

Östlundowi udało się osiągnąć to, co mogłoby wydawać się nieosiągalne – stworzył nowy rodzaj emocji w kinie, nowe kino społeczne. The Square nie ogląda się dla przyjemności, ale po to, by odkryć złamania i rysy w rzeczywistości, w której tkwimy.

The Square jest reklamowane, błędnie!, jako czarna komedia. Odradzam sugerowanie się sloganami dystrybutora. Szwedzki reżyser stworzył obraz interwencyjny, obserwujący. To nowa jakość odczuwania na ekranie. Idźcie i spróbujcie zrozumieć, co Östlund próbuje nam przekazać.

Źródło: Culturemeter.od.ua

The Square w kinach od 15 września.

Zosia Wierzcholska

Kino ją wzrusza, a pisanie o nim – porządkuje emocje. Myśli, że znajomość całej listy dialogowej z Titanica czyni ją prawdziwym filmoznawcą. W życiu, jak i w filmie, szuka prawdy, dlatego tak bardzo fascynuje ją kino dokumentalne. Kiedy nie nuci piosenek z musicali, marzy o życiu w zatłoczonym Tokio.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany