Elvis żyje!

Jego nazwisko zna każdy. Podobnie jak każdy potrafi zanucić choć jedną śpiewaną przez niego piosenkę. Jailhouse rock, Always on my mind, My way… Elvis Presley to po prostu legenda, prekursor nowej muzyki, król rock and rolla. Odszedł dokładnie 40 lat temu, mając zaledwie 42 lata. Przez długi czas temat jego śmierci nie przestawał intrygować zarówno dziennikarzy, jak i fanów. Niektórzy po dziś dzień wierzą, że Elvis żyje.

Rock and roll – jeśli go lubicie, jeśli go czujecie, musicie mu się poddać. To właśnie przydarzyło się mnie. I nic na to nie poradzę.

E. Presley

John Lennon powiedział, że przed Elvisem nie było niczego. Bob Dylan za najważniejsze wydarzenie w swojej karierze uznał moment, gdy Elvis nagrał jedną z jego piosenek. Mick Jagger wielokrotnie podkreślał, że nikt, ale to nikt, nie może się z nim [Elvisem] równać ani teraz, ani w przyszłości. Paul McCartney natomiast z całą szczerością wyznał, że w Liverpoolu, wszyscy chcieli być Elvisem Presleyem. Kim był mężczyzna, którym zachwycał się cały muzyczny świat?

Elvis Presley urodził się 8 stycznia 1935 roku w mieście Tupelo w stanie Missisipi. Miejsce urodzenia znacząco wpłynęło na muzyczny gust Presleya. Jego inspiracją początkowo były pieśni kościelne (na południu USA największą wartością była religia, tuż za nią – patriotyzm i godziwa praca) i tradycja kowbojska. Później dorastający Elvis przeprowadził się do Memphis, gdzie zachłysnął się jazzem i bluesem. Tam przyszły król rock and rolla zrozumiał, że muzyka istnieje ponad podziałami i pomaga zapomnieć o wszelkich podziałach (także rasowych, w końcu na ulicy Beal Street czarne brzmienia mieszały się z białymi). W 1954 studiu wytwórni muzycznej Sun 19-letni Elvis nagrał piosenkę Crudupa – That’s All Right, Mama. Tuż po puszczeniu jej w audycji radiowej, rozdzwoniły się telefony od zachwyconych słuchaczy, dopytujących kto jest wykonawcą singla. I tak zaczęła się muzyczna – zawrotna! – kariera chłopaka z wybrylantowanymi włosami.

Dziś trudno uwierzyć, że Presley był nieśmiałym, zahukanym chłopcem, którego początki sceniczne znacznie różniły się od ekspresyjnego show, z jakim jest utożsamiany. Prawdą jest jednak, że wpajany od dziecka konserwatyzm początkowo przeszkadzał artyście w wyrażaniu siebie na scenie. Ten nieśmiały okres nie trwał jednak długo, w młodym Elvisie wrzała bowiem pełna zmysłowości krew. Przyglądając się czarnym piosenkarzom, zapożyczył od nich dynamiczny sposób poruszania się. Dziewczyny piszczały pod sceną, a wokalista szalał, wykonując przepełnione erotyką ruchy. Ameryka patrzyła na to wszystko jednocześnie z przerażeniem i fascynacją.

Trzeba pamiętać o przyświecającej Presleyowi idei, jaką było jednoczenie ludzi poprzez muzykę. Tym bardziej momentami wręcz agresywne zachowanie jego przeciwników, szokowało artystę. Ze smutkiem przyglądał się reakcjom pastorów, którzy nawoływali do zaprzestania słuchania muzyki prezentowanej przez Elvisa. Nie rozumiał, dlaczego wytyka mu się gorszenie młodzież.

Czasami czuję się bardzo samotny. Bywają takie dni, gdy czuję się samotny nawet w tłumie.

E. Presley

Mając 23 lata, Presley rozpoczął służbę wojskową. Zaszczepiony przez rodziców patriotyzm oraz wpływ pułkownika Parkera, który uważał, że artysta powinien dawać przykład swoim praworządnym zachowaniem doprowadził go do Friendberg, małego miasteczka w zachodniej części Niemiec. Podczas prawie pięcioletniej służby, wiele zmieniło się w życiu piosenkarza. Stracił matkę, ale poznał miłość swojego życia – Priscillę Beaulieu. Po powrocie do Ameryki zmienił swój wizerunek i zdefiniował na nowo swoją muzykę. Wydając płytę Something For Everybody, zaznaczył, że chce śpiewać dla każdego, bez względu na wiek. Seksowne ruchy ustąpiły miejsca zadumie, a sceniczny mikrofon na kilka lat odszedł w zapomnienie, przegrywając z produkcjami filmowymi.

Na ekranie Presley wcielał się zazwyczaj w role szarmanckich dżentelmenów, rozkochujących w sobie urocze damy. Muzykę rockandrollową arysta zamienił na komercyjne brzmienia i miłosne ballady, będące soundtrackiem do filmów, w których występował. Pojawiały się jednak perełki, przywracające pamięć o dawnym Presley’u – chociażby utwór In the Ghetto. Wszyscy – prawdopodobnie łącznie z samym Elvisem – mieli jednak świadomość, że złote czasy króla minęły bezpowrotnie.

Rozczarowanie artystyczne połączone z problemami w życiu prywatnym doprowadziły Presley’a do ostatecznej klęski. Po odejściu Priscilli, rockandrollowy król stracił energię, przytył i zaczął zażywać silne leki. Fani, stojący pod sceną coraz częściej byli świadkami niedyspozycji artysty. Elvis coraz więcej czasu spędzał w samotności, wpatrując się w ekran telewizor i próbując uciec od własnych słabości. Niestety, 16 sierpnia 1977 roku został znaleziony martwy w swojej posiadłości Graceland. Jako oficjalny powód jego śmierci podano arytmię serca, jednak sekcja zwłok wykazała obecność w organizmie kokainy i barbituranów.

Wielu miłośników muzyki i osobowości Presley’a nie pogodziło się z jego odejściem. Powtarzane wielokrotnie hasło Elvis żyje! odnosi się nie tylko do nieśmiertelności, jaką artysta został naznaczony dzięki swojej muzyce, ale także do teorii spiskowych dotyczących śmierci króla rock and rolla. Trochę ponad rok temu w sieci zaczęło krążyć nagranie, mające być dowodem na to, że Elvis wciąż żyje.

Jedno jest pewne – choć Presley zapłacił wielką cenę za swój sukces, pamięć o nim pozostanie wiecznie żywa. Stworzył on bowiem muzykę, która zwyczajnie się nie starzeje i zachwyca kolejne pokolenia. Ja sama przez całe gimnazjum słuchałam głównie jego płyt, a nad łóżkiem powiesiłam portet dwudziestokilkuletniego Elvisa.

Elvis krąży w naszych myślach i w naszych emocjach przez cały czas…

D. Lynch

Iga Herłazińska

Mogłaby zamieszkać w teatrze. Wszystko ją tam ciekawi i zachwyca. Lubi się włóczyć, podróżować. Banalnie - kocha żyć. Kocha też kawę z mlekiem, wiersze Osieckiej i stare filmy.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany