Czerwone sukienki i Bóg – „Opowieść podręcznej”

Dystopie przeżywają swój renesans. Fantazje na temat czarnej przyszłości rozbudzają fascynacje, ale przede wszystkim przerażenie. Klasyka dystopijnych wizji jak Nowy, wspaniały świat Aldousa Huxley’a, czy Rok 1984 George Orwella, choć aktualne, pozostały w historii XX wieku. Z kolei współczesne produkcje wypalają nam w marzeniach brudne odciski. Zaraz obok modnych, populistycznych ideologii, które głoszą lifestylowe portale (hygge, slow life, poranna joga ku ukojeniu nerwów) pojawiają się niepokojące sygnały zapowiadające jutro, w którym nawet freelancer przestanie być niezależny. Nikomu chyba nie trzeba przypominać o Black mirror… Ten anthology series w sześciu godzinnych opowieściach (wybaczcie, ale kolejne sześć netflixowych w tym momencie zignoruję milczeniem…) ostrzega przed skutkami silnego przywiązania do technologii, które nieuchronnie zmierza ku maksymalnemu zmechanizowaniu społeczeństwa. Tam nie ma miejsca na miłość i autonomię jednostki. Nawet Igrzyska śmierci, po które sięgają nastolatki, kiedy wyrosną już ze Stowarzyszenia wędrujących dżinsów sieją w dojrzewających umysłach pierwsze zwątpienia w prawidłowość kierunku rozwoju rzeczywistości.

W odpowiedzi na rządy Donalda Trumpa, na prawicowo-radykalne rządy świata, a może po prostu na fali kolejnego emancypacyjnego zrywu kobiet XXI wieku, Hulu wypuścił absolutny hit telewizyjny. Chodzi oczywiście o Opowieść podręcznej. Serial, na podstawie powieści Margaret Atwood wydanej w latach 80., to utrzymana w konwencji socjologicznej fantastyki naukowej antyutopia, która za swój główny punkt zaczepienia obrała patriarchalny fantazmat porządkujący świat silną hierarchizacją społeczeństwa. Nie chodzi tutaj tylko o wymowę feministyczną. Problem serialu jest znaczenie szerszy, a przerażanie wizją twórców wzrasta z odcinka na odcinek…

Źródło: Arstechnica.com

Zamiast Stanów Zjednoczonych – nowo-powstała Republika Gileadzka. Zamiast szczęśliwych rodzin – upolitycznione twory, które udają dom. W tym świecie nie ma negocjacji. Bóg to prowidencjalistyczna Opatrzność rządząca światem, mężczyźni to jego eleganccy powiernicy w czarnych garniturach, a kobiety są pięknymi analfabetkami lub przyrządami do rozrodu. Nie podoba się? Lepiej się nie odzywaj – za to można zawisnąć na murze, tworząc dramatyczną makietę średniowiecznej rzeczywistości. Narratorką i jednocześnie przewodniczką po tym świecie jest Freda. Oczywiście, nie jest to jej prawdziwe imię. Właściwie ani imię, ani tożsamość, ani głos nie są jej w ogóle potrzebne. Freda, która jest podręczną rodziny Waterfordów (której fundamentem jest oczywiście komendant o imieniu Fred) zamieszkuje niewielki pokój w przytłaczającej ogromem willi. Jej dni upływają na prostych czynnościach – codziennie wybiera się na zakupy z inną podręczną, snuje się po mieszkaniu, uczestniczy w spotkaniach przypominających o jej boskim powołaniu. Powołanie jest szczytne – urodzić dziecko bezpłodnym kobietom. Czas porządkują comiesięczne ceremonie. Podręczna kładzie się między nogami pani, która przytrzymuje jej nadgarstki silnym chwytem. W tym czasie komendant, przeczytawszy wcześniej fragment z Biblii, spółkuje z podręczną, która tym samym stanowi pewne cielesne przedłużenie pomiędzy panią a komendantem. Za te zadziwiające pozycje seksualne i resztę powalającej rzeczywistości odpowiedzialna jest organizacja o silnym zabarwieniu fanatyzmu religijnego – Bank Myśli Synów Jakuba. W odpowiedzi na katastrofę ekologiczną i kobiecą bezpłodność, mężczyźni odpowiedzialni za organizacje przekonstruowali społeczeństwo, tworząc misterną, sztywną konstrukcje, która organicznie pracuje na to, by świat lepiej funkcjonował. I faktycznie, jest lepiej. Pomarańcze są w kolorze złotego słońca, bezpłodne pary mają piękne niewinne dzieci w ramionach. Oczywiście równolegle do tych dobrych zmian rozwija się opowieść o upadku wolności i powrocie do niewolnictwa.

Źródło: Comingsoon.net

Głównym problemem serialu staje się błędna interpretacja Biblii i fanatyzm religijny. Wiara staje się dla każdego oczywistością, odgórnym nakazem. Centrum tej boskiej rzeczywistości stanowi biblijna postać Racheli (z hebrajskiego – owieczka) i Jakuba. Rachela, która była bezpłodna pozwoliła zbliżyć się Jakubowi do swojej siostry, Lei oraz niewolnicy, Bilhy, która urodziła mu dwóch synów. Mając za patronów bohaterów biblijnych, postaci Opowieści podręcznej bez wątpliwości radzą sobie z problemem bezpłodności właściwie w identyczny sposób. Całe społeczeństwo wita się słowami Chwalmy Pana, kobiety zunifikowane są identycznymi kostiumami, mężczyźni to tradycyjne autorytety, a ich żony to Ewy stworzone na podobieństwo Pana. Jednak same filary wiary są daleko w tyle. Miłość, szacunek, tolerancja, czy szerzenie pomocy są przedefiniowane w taki sposób, że jest w nich tyle szczerości i uczuć co w robocie kuchennym. Mam wrażenie, że wszystkie ceremonie wypełnione obecnością Boga są pustymi sygnałami, które zakrywają pychę i okrutną dumę ludzi. Fanatyzm jest murem obronnym przed smutną prawdą. Ludzie stali się szalonymi homo creatus, którzy postanowili żyć na własnych zasadach.

Upolityczniony Bóg, opresja płodnych kobiet, handel czarnymi niewolnikami z XIX wieku to filary fantastycznie wykreowanej przez Margaret Atwood historii. Jednak twórcy serialu radzą sobie równie dobrze. Oszczędność kolorów daje efekt surowej przestrzeni. Z jej szarości mocną czerwienią wyróżniają się sukienki podręcznych. W rozświetlonych przestrzeniach ogromnych domów wirują zielonych kostiumów bezpłodnych i uprzywilejowanych kobiet. Świat zastany i retrospekcje różnią się wizualnie, ale z drugiej strony w jednej z retrospektywnych scen, kiedy główna bohaterka pije kawę ze swoim mężem, na tyłach kawiarni bawią się dziewczynki w czerwonych sukienkach. To zapowiedź przyszłej masakry. Zarówno kamera, jak i fabuła nie śpieszą się z opowiedzeniem historii. Powoli i precyzyjnie snuje się opowieść, która nie pozwala na znużenie, nieustannie trzymając widza w stanie podskórnego, delikatnego napięcia. To właśnie to napięcie, które jest najbardziej niepokojące. Nie tyle wybuch, co powolne duszenie się. Twórcom trzeba również oddać niezwykle trafny wybór aktorki odgrywającej główną rolę. Elizabeth Moss (znana również z serialu Mad men oraz Top of the Lake) potrafi być jednocześnie pokorna, seksowna, zbuntowana i nieracjonalna. Niekonwencjonalna rzeczywistość szarżuje jej emocjami, a Moss prowadzi historię, będąc narratorką pełną wrażliwości i wielowymiarowości.

Źródło: Tor.com

Opowieść podręcznej to pierwszy serial, podczas którego zrozumiałam jak zaraźliwy jest binge-watching. Kompulsywne oglądanie Opowieści było doświadczeniem silnym i zmieniającym mój nastrój co odcinek. Choć w świecie komendantów mnóstwo jest szczelin, w których miejsce jest na perwersje, skradziony pocałunek, czy list od przyjaciółki, są to tylko momenty, które przytłoczone opresywnością obdarowują nas oddechem jedynie na chwilę. Serial nie jest przerażający tak jak przerażające są opowieści naszych babć pamiętających jeszcze II wojnę światową. Opowieść podręcznej przeraża, bo w dobie wprowadzania niewielkich zmian w Konstytucji, sytuacji kultury, czy podejścia do kobiet prawicowych rządów czuję się ostrzeżona. Zastanówmy się czy nie powinniśmy obudzić się już wczoraj.

Tak do tego dopuściliśmy. Nie zbudziliśmy się, gdy dorzynali kongres. Gdy straszyli terrorystami i zawiesili konstytucję, nadal spaliśmy. Mówili, że to tymczasowe. Nic nie zmienia się nagle. W stopniowo podgrzewanej wannie ugotowalibyśmy się na śmierć.

Obrazek wyróżniający pochodzi ze strony: Theconversation.com

Julia Smoleń

Kiedy nie ma czasu, żeby pójść do kina czuje się zaniepokojona. Chciałaby spotkać Jima Jarmuscha i wypić z nim kawę. Życie ma zaplanowane na najbliższe pięć lat.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany