Muzyczne podsumowanie czerwca

Subiektywny przegląd nowości płytowych, które ukazały się w czerwcu.

Royal Blood – How Did We Get So Dark

Royal Blood udała się sztuka, której nieliczni są w stanie sprostać – zadebiutowali z hukiem na światowym rynku muzycznym. Po znakomicie przyjętym pierwszym krążku, wszyscy z niecierpliwością oczekiwali jego następcy, jednak Mike Kerr i Ben Thatcher nie śpieszyli się, każąc czekać swoim fanom całe trzy lata. Jednak cierpliwość opłaciła się. How Did We Get So Dark jest na nadal utrzymane w tak charakterystycznym dla grupy stylu – brzmienie jest wyraziste i aż ciężkie od wypełniającej go rockowej energii. Słuchanie tego krążka można porównać do jazdy na rollercoasterze – jest szybko, intensywnie, mamy kilka momentów, gdy zatrzymujemy się na samym szczycie, jak chociażby singlowe I Only Lie When I Love You czy Look Like you Now, jednak cała podróż mija zbyt szybko i zaraz po zakończeniu chcemy wsiąść do tej pędzącej kolejki raz jeszcze.

 

Cigarettes After Sex – Cigarettes After Sex

Gdyby ktoś mi zadał pytanie, jaki artysta tworzy najbardziej zmysłowe i intymne utwory, bez wahania odpowiedziałabym – Cigarettes After Sex. Gdy panowie wypuścili 9 lat temu pierwszy singiel Nothing’s Gonna Hurt You Baby, a później kilka utworów z EPki zatytułowanej po prostu I, wszyscy oszaleli na punkcie tych łagodnych dźwięków oraz kojącego i trzeba przyznać, androgenicznego głosu Grega Gonzaleza. Trudno mówić o tym zespole w kategoriach debiutantów, bo na przestrzeni czasu udało im się wypracować swój własny, niepowtarzalny styl, przez co nie można pomylić ich z nikim innym. Cały najnowszy album utrzymany jest w tym eterycznym klimacie, a wszystkie pozycje tworzą spójną całość, jakby opowieść, którą wciąż chce się poznawać na nowo.

 

Lorde – Melodrama

Przyznam szczerze, że nie byłam wielką fanką Lorde, gdy w wieku zaledwie 17 lat wydała swój debiut Pure Heroin. Chociaż w sławnym Royals czarowała głosem, to kupiła mnie dopiero teraz – singlem Green Light z drugiego krążka Melodrama. Wokalistka na jakiś czas zniknęła ze scen i mediów, nazbierała doświadczeń, a jednym z nich było zakończenie długoletniego związku, które to wydarzenie chyba najbardziej rzutuje na wydźwięk płyty. Cały album absolutnie i całkowicie absorbuje uwagę słuchacza. Każda pojedyncza nuta jest tutaj szalenie istotna i potrzebna. Nowozelandka ambitny pop łączy przede wszystkim z electro, ale pojawiają się też elementy soulu czy R&B. Ballady, jak chociażby Liability czy Writer In The Dark przeplata dyskotekowymi hitami. Różnorodnie brzmi także jej głos – od delikatnych szeptów po pełne młodzieńczej werwy wokalizy.

 

Imagine Dragons – Evolve

Imagine Dragons nie zwalniają tempa i właśnie wydali trzeci już album w ciągu ostatnich pięciu lat. Formacja konsekwentnie podąża wyznaczoną sobie wcześniej drogą. Chociaż wydaje się, że podjęcie ryzyka i poeksperymentowanie wyszłoby im na dobre, jednak tytułowej ewolucji brak. Zespół stawia na stadionowe przebojowe z chwytliwymi refrenami do śpiewania razem z fanami. Niby nic w tym złego, ale przez nadmierne używanie produkcyjnych chwytów całość momentami brzmi trochę zbyt grzecznie. Na pewno bronią się otwierający album I Don’t Know Why, rozkręcający się z czasem I’ll Make It Up To You i singlowy Thunder z dubstepowymi wstawkami.

 

London Grammar – Truth Is A Beautiful Thing

London Grammar należą do tych twórców, którzy po prostu zachwycają, a ich muzyka wywołuje ciarki na całym ciele. Główna zasługa w tym wyjątkowego wokalu Hannah Reid – rzadko spotyka się tak niski, głęboki głos u kobiety; z jednej strony potężny, ale również powściągliwy w odpowiednich momentach. To wszystko odnajdziemy również na drugim albumie grupy Truth Is A Beautiful Thing, który czaruje głównie subtelnymi melodiami, ale melancholia bywa przełamywana szybszym tempem czy głośniejszą gitarą. Wszystkie te utwory mają ogromny ładunek emocjonalny i jestem w stanie uwierzyć w każdy dźwięk i słowo płynące z głośników. Chyba o taką prawdę chodziło London Grammar.

Karolina Kozłowska

Muzyka daje jej wolność, a ulubione kawałki są jak najlepsi przyjaciele. Będąc na koncercie czuje, że znajduje się we właściwym miejscu i czasie.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany