Wolność kocham i rozumiem – stopem po przygodę

Podróżuję autostopem od kiedy skończyłam szesnaście lat. Początkowo były to krótkie dystanse – głównie powroty  z przyjaciółmi z Bieszczad do rodzinnego miasta, często ze względu na rzadko jeżdżące na tej trasie autobusy. Jednak szybko złapałam bakcyla i szczerze pokochałam ten sposób podróżowania. Zaczęłam wybierać coraz dalsze trasy, początkowo na terenie Polski, później również zagranicą. Każdorazowo złapana okazja dodawała mi niesamowitej energii.

Nie zliczę nawet ile razy – od kierowców i nie tylko od nich – słyszałam pytanie, czy aby na pewno nie wolę iść jak normalny człowiek na autobus lub pociąg. Nierzadko wywiązywała się z tego dłuższa dyskusja – nie wszyscy potrafili zrozumieć, że wybieram ten środek transportu nie tylko ze względu na oszczędność (choć muszę przyznać, że jest to również duży argument, bo gdybym chciała decydować się za każdym razem na pociągi lub autobusy, nie było by mnie stać nawet na połowę podróży, które odbyłam w ciągu ostatnich kilku lat). Być może zabrzmi to trochę absurdalnie, ale autostop nauczył mnie wielu rzeczy. To nie tylko tania metoda podróżowania – potwierdzi to każdy, kto choć raz w życiu miał okazję stanąć przy drodze z wyciągniętym kciukiem. Na czym więc tak naprawdę polega fenomen autostopowych podróży?

Autostop to nauka cierpliwości

Jest to najprostszy argument, który przychodzi mi do głowy. Kiedy znajomi, którzy nigdy wcześniej nie podróżowali stopem, pytają mnie o rady, na samym początku podkreślam: nie spodziewaj się, że staniesz przy drodze, wyciągniesz kciuk i pięć minut później będziesz już jechać tak zwanym złotym strzałem prosto do docelowego miejsca. Co tu dużo mówić – bywa różnie. Często wiele zależy od kraju, w którym próbuje się łapać okazję, jednak i te, które określane są jako proste i przyjemne do autostopowania, potrafią negatywnie zaskoczyć. Autostop to loteria. Raz zatrzyma się trzeci mijający nas samochód, a innym razem stoi się przez dwie godziny pośrodku niczego. Taka uroda tego sportu. Kiedy zaczyna się go uprawiać, człowiek bardzo szybko się irytuje. Jednak z każdym kolejnym wyjazdem jest lepiej – zaczyna się postrzegać pojęcie czasu w nieco innych kategoriach i bardziej go doceniać. Stojąc bezskutecznie trzecią godzinę przy drodze, nie przeklina się tak bardzo jak kiedyś, bo doświadczenie zdążyło pokazać, że nerwy wcale tu nie pomogą. Trzeba być cierpliwym i wykazać się pokorą. Kto czeka, ten na pewno w końcu się doczeka.

Autostop to zaradność

A co jak nikogo nie złapię? A co jeśli zastanie mnie noc? Co mam wtedy zrobić? Nie chcę teraz zgrywać cwaniaka tylko dlatego, że wiem jak reagować na takie sytuacje. Kiedy zaczynałam, podobne zmartwienia niemalże spędzały mi sen z powiek. Jednak podróżniczej zaradności szybko nauczył mnie mój przyjaciel – autostop. Przede wszystkim udowodnił, że sytuacje pokroju utknięcia gdzieś na cały dzień, zdarzają się rzadko. Po prostu wystarczy uwierzyć, że będzie dobrze, a wtedy można mieć pewność, że na pewno wszystko dobrze się ułoży. A jeśli nie, to wciąż nie koniec świata! Czasami wystarczy przenieść się w inne, dogodniejsze do łapania stopa miejsce, Innym razem zagadać do pracownika stacji benzynowej, by dostać pozwolenie na rozbicie namiotu za budynkiem i jeszcze dostać ciepłą herbatę. Można też zapukać do pobliskiego domu i zapytać o możliwość rozbicia namiotu w ogrodzie na jedną noc. I nagle okazuje się, że sytuacje bez wyjścia nie istnieją.

Autostop to ludzie

Każda, nawet dziesięciominutowa podwózka to okazja do poznania człowieka, okazja do porozmawiania z nieznajomym, z którym nagle zamknięci jesteśmy na kilku metrach kwadratowych. Daję słowo – zanim zaczęłam podróżować stopem, w życiu nie przyszłoby mi do głowy jak kolorowe umysły mogą mieć z pozoru zwyczajni ludzie.

Autostop to historie

Każdy z nas kryje ich w sobie tysiące. Niektóre z nich przychodzą nam do głowy w najmniej oczekiwanych momentach. Autostop nauczył mnie uważnie ich słuchać. Kierowcy, szczególnie ci podróżujący samotnie, często zabierają autostopowiczów po to, żeby móc porozmawiać. Jeszcze częściej okazuje się, że po kilku godzinach drogi bez kompana obok wszystkie myśli, które przez ten czas kłębiły się w ich głowach, potrzebują ujścia. Przyrzekam, że zdarzyło mi się słyszeć od nich opowieści tak nieprawdopodobne, że nie powstydziłby się ich żaden filmowy reżyser.

Autostop to elastyczność

W wakacje dwa lata temu wybrałyśmy się z koleżanką w podróż. Nie miałyśmy skonkretyzowanego celu, jednak chciałyśmy dotrzeć mniej więcej w okolice Lazurowego Wybrzeża. Pech (a może właśnie szczęście?) chciał, że do Francji tego lata nie dojechałyśmy – każdy ze spotkanych kierowców wybierał się w innym kierunku, więc postanowiłyśmy dać w końcu za wygraną i zmienić plany. Całkowicie przypadkiem dotarłyśmy do Włoch, gdzie spędziłyśmy niemal dwa tygodnie, jeżdżąc autostopem od miasta do miasta i poznając fantastycznych ludzi. I wiecie co? Gdyby nie to, że wykazałyśmy się elastycznością, nigdy nie poszłybyśmy na spotkanie couchsurferów w Rzymie i nie poznałybyśmy ludzi, z którymi przyjaźnimy się do dzisiaj.

Autostop to ufanie intuicji

Ale ty się tak nie boisz?– to drugie najczęściej zadawane przez ludzi pytanie. Czasami się boję. Ale nauczyłam się ufać intuicji – jeśli kierowca wydaje mi się dziwny, a w jego zachowaniu czy sposobie mówienia po prostu coś mi się nie podoba, grzecznie odmawiam i nie wsiadam. Nie ignoruję głosu intuicji, a w zamian ona jeszcze nigdy mnie nie zawiodła.

Autostop to wolność

Pamiętacie jak w dzieciństwie nie mogliście doczekać się pierwszych dni wakacji? Po żmudnych dziesięciu miesiącach wstawania o świcie, każdy czekał na dni, w które nie trzeba będzie nastawiać budzika. Dni, które można było od początku do końca spędzić tak, jak się chciało, włączając w to nieplanowane wcześniej wyjścia na lody z ekipą z podwórka, czy rowerowe wyścigi polnymi ścieżkami.
Podróżując autostopem czuję się dokładnie tak, jak w pierwsze dni wakacji kilkanaście lat temu. Choć na początku nie mam pojęcia dokąd zaprowadzi mnie droga i gdzie skończę dzień, zawsze mam pewność, że będzie świetnie. Nie mam wpływu na to, kogo spotkam ani ile czasu będę musiała spędzić w przypadkowym – ale często jakże pięknym! – miejscu. Czas płynie inaczej. Nie można być niczego do końca pewnym – raz się uda, innym razem może być trudniej. Ale tak właśnie smakuje dla mnie wolność. A smak ten kocham co najmniej tak bardzo, jak pierwsze lody w pierwszy dzień wakacji.

Magda Futyma

Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany