Jesteśmy buntownikami z wyboru – szczęście w nieszczęściu XXI wieku

Historii o dobrze funkcjonującym społeczeństwie jest mnóstwo. Utopia. Stworzenie realności, która idealnie odegra swoją rolę na filmowych kliszach, jest jednym z wielu marzeń dzisiejszego dwudziestoparolatka. W teraźniejszości obawiamy się tego, że nasze własne odpowiedzialności po prostu nas przerosną, a odpowiedzi, które zostaną z nas wyciągnięte, doprowadzą świat do miejsca, które lakonicznie nazywamy impasem. Żadna ze stron nie odpuści, bo nie będzie odpowiedniego rozwiązania, w które można by zainwestować – nie ponosząc żadnych drastycznych w skutkach konsekwencji.

Dlatego najwięcej z nas staje się jednostkami samowystarczalnymi, na których drodze stoją własna osobowość i ścieżka, którą obraliśmy aby dożyć spokojnej i szczęśliwej starości. Na wzór scenariuszy, które towarzyszyły nam na ekranach kin, gdy nasza podświadomość dopiero kształtowała w sobie chęć uzyskania finałowego bezpiecznego miejsca – mamy do wyboru: przeżycie buntu sztucznej inteligencji, która przejmie kontrolę nad człowiekiem i zajmie jego miejsce w łańcuchu pokarmowym… albo jesteśmy świadkiem narodzin pokolenia, które zrewolucjonizuje wszystko to co teraz jest oczywiste i niepodważalne.  Stworzy własne zasady i nową utopię, w której przyjdzie nam niedługo żyć.

Przeskok w myśleniu miał miejsce w późnych latach dziewięćdziesiątych. Na przełomie milenium – które miało okazać się właśnie tym wyczekanym końcem świata – człowiek wkroczył w erę telekomunikacyjnej i cyfrowej potęgi, która z dekady na dekadę rozwija swoje wpływowe sieci na kolejne ważne dla człowieka strefy. W ten sposób dostaliśmy możliwość poznania szerzej przeszłości i spojrzenia w naszą przyszłość posiadając już odpowiedzi na kilka bardzo ważnych pytań.

Kadr z filmu „Śmierć i dziewczyna”

Utożsamiając się z bohaterką filmu Romana Polańskiego Śmierć i dziewczyna – jestem świadomy tego, jakie grzechy zostały mi przekazane w prezencie przez formę wychowania, którym zostałem obdarzony przez moją rodzinę. Wkraczając w dorosłość, mając na plecach bagaż doświadczeń młodości, dysfunkcję współistnienia z drugim człowiekiem spotęgowaną alienacją na rzecz wirtualnego świata – zadaję sobie pytanie: czy postawić miedzy nami grubą kreskę?

Polański mając komfort pracy poza granicami Polski, opowiedział bezkompromisową historię kobiety, która w młodości była torturowana przez chilijski reżim. Reżyser manifestował poparcie dla Tadeusza Mazowieckiego, pierwszego premiera wolnej Polski, który wprowadził właśnie do polskiego języka pojęcie grubej kreski – odcięcie przeszłości w imię budowania lepszej przyszłości.  W ten sposób, polski świat polityki poznał zdanie szanowanego na świecie reprezentanta naszego kraju, w kwestii rozliczenia odpowiedzialnych za katastrofalny w skutkach system społeczny – czy w imię nowego jutra i budowania wspólnoty należy puścić w zapomnienie ich dawne winy.

Wracając do dzieła Romana Polańskiego – kobieta po latach dostaje szansę od losu i musi zdecydować o tym, czy wybaczyć swemu oprawcy, czy też zemścić się na nim – przeżywając tym samym psychiczne katharsis, o którym marzyła.  Oferta brzmi kusząco, zważywszy na to, że każda terapia psychiatryczna polega na tym, by wybaczyć: sobie, komuś, światu. Wtedy zazwyczaj następuje wyleczenie.

Kadr z filmu „Ucieczka z kina wolność”

Lekarstwem na bolączkę zniewolonego, uciśniętego poprzez nachodzące reformy społeczeństwa jest wolność. Przyglądając się kultowym bohaterom filmu Wojciecha Marczewskiego Ucieczka z kina Wolność mam wrażenie, że jesteśmy w tym samym miejscu. Reżyser w inteligentny i przenikliwy sposób scharakteryzował przejście z komunizmu w demokrację. Każda dekada, pokolenie ludzi ma przed sobą nowy system ustrojowy, nowy rząd, nowe zmiany do przyswojenia. Marczewski opowiada w swym filmie o wrodzonej potrzebie wolności. Jednocześnie pokazywał, że po latach komunizmu Polacy nie do końca wiedzą, co ta wolność oznacza. Czy ja, dwudziestokilkuletni chłopak wiem, czym teraz jest wolność? Cytując jednego z bohaterów filmu: Wolność… Myślą, że teraz będą mieli nowe żony i lepsze dzieci. Czy wkraczając w kolejne dziesięciolecie wyniosę coś z poprzedzających nas dekad przemian, nauczek i ważnych scenariuszy?

Dzień rozpoczynam od odczytania powiadomień, które nazbierały się przez noc na moim iPhonie. Kolejnym krokiem jest skontrolowanie pracowniczego maila – sprawdzenie wyników sprzedażowych, rozwiniecie kilku kwestii, które zalegały gdzieś odłożone na inny czas. Odpalam laptopa. Facebook. Instagram. Gmail. Kolejne powiadomienie na telefonie. Na zegarze wybija godzina ósma rano. Przez kolejne kilka godzin funkcjonuję podpięty do komputera kończąc nowy artykuł. Powiadomienia spływają na pulpicie moich mobilnych urządzeń jak szalone. Instagram. Facebook. Gmail. Zamykam laptopa, odkładam telefon na ziemię i w ten sposób mija następny dzień.

Rzeczywistość, która bywa czasem mniej realna, niż przedstawia nam to filmowa fikcja – zdaje się czerpać inspiracje garściami od ikonicznych bohaterów kina lat dziewięćdziesiątych. Tworząc zarys własnego scenariusza, nie zdaję sobie sprawy, że mam w sobie niedopowiedzenia rewolucyjnego buntu z obrazów Polańskiego i Marczewskiego. W ten sposób oryginalność zdaje się nie istnieć a strach przed samotnością – wyjściem z pułapki popełniania tych samych błędów przez każdego z nas.

 

Adrian Nowacki

Lubi filmy oglądać i o nich pisać.

1 Komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany