Z prostotą o sprawach trudnych. Miesiąc z poezją Jana Twardowskiego

Przede wszystkim ksiądz, dopiero potem – poeta. Jan Twardowski urodził się 1 czerwca, w Dzień Dziecka. Może to właśnie data urodzin jest wytłumaczeniem lekkości jego pióra. Pisał prosto z serca – mówiąc wprost o uczuciach, jak dziecko. W swoich wierszach wielokrotnie poruszał tematy religijne, robił to jednak w subtelny sposób, trafiając tym samym do wszystkich, zarówno osób wierzących, jak i ateistów. Nie bał się stawiać trudnych pytań, szukał zawsze prostych odpowiedzi. Jego wiersze to drogowskazy, wskazówki jak żyć, aby nie zagubić siebie w tym dziwnym świecie.

Iga Herłazińska: Wydaje mi się – choć mogę się mylić, bo pamięć mam zawodną – że Twardowski zapoczątkował moją fascynację poezją. Tomik jego wierszy dostałam od Mamy jeszcze w podstawówce, podczas pobytu w szpitalu. Czytałam wiersze o miłości, o wierze, o nadziei, o drugim człowieku, zachwycając się prostotą tej poezji. Nie trzeba jej szczególnie interpretować, nie trzeba snuć domysłów. Wystarczy usiąść, otworzyć przypadkowe strony i chłonąć słowa poety. A ja tęsknię do prostoty w wierszach. Twardowski jest więc moją kwintesencją poezji idealnej.

Justyna Kowalska: Mój pierwszy moment z poezją Twardowskiego to też czasy szkoły podstawowej. Polonistka bardzo często jako pracę domową zadawała nam wybranie jednego wiersza konkretnego poety. Dzięki niej pokochałam poezję, nauczyłam się ją czytać: wieczorem, do poduszki, w podróży… Od tego czasu właściwie zawsze towarzyszy mi jakiś tomik. Dzięki niej poznałam też poezję Twardowskiego. Trafiłam na wiersz Dziękuję, który urzekł mnie dokładnie z tego samego powodu, co Ciebie. Prostota to również coś co kocham w poezji najmocniej, a poezja Twardowskiego to właśnie prostota w czystej postaci.

IH: Lubię taki wiersz Twardowskiego – Bliscy i oddaleni. Smutny, wzruszający, przez pierwsze trzy zwrotki – wyciskający łzy. I ostatnie wersy, dające nadzieję: można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie/nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem. Taki właśnie był poeta. Nie bał się dotknąć najczulszych strun czytelnika, ale jednocześnie nigdy nie pozostawiał go bez światła nadziei. Pisał o rzeczach trudnych, o śmierci i o samotności, jednak przypominał zawsze, że światem rządzi miłość, której nic nie jest w stanie zniszczyć, z którą nic nie jest w stanie wygrać. Nie płacz w liście/nie pisz, że los Ciebie kopnął/nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia/Kiedy Bóg drzwi zamyka – to otwiera okno.

JK: Przytoczony przez Ciebie fragment poznałam najpierw jako piosenkę. Koncert MTV Kayah Unplugged i piękny duet z Anną Marią Jopek. Do tej pory często w tak zwane czarne dni przypominam sobie te słowa, albo po prostu włączam nagranie. Zawsze zastanawiało mnie jak to jest, że w chwilach zwątpienia największe ukojenie przynoszą wiersze melancholijne. Twardowski ma w sobie tej melancholii bardzo dużo. Urzeka mnie to, że mimo ewidentnego zwrotu do Boga, każdy, niezależnie od stosunku do wiary katolickiej, może znaleźć w tych wierszach coś dla siebie. Ja znajduję w nich prawdę o człowieku i spokój, którego tak bardzo brakuje we współczesnym chaotycznym świecie.

IH: Twardowski nie tylko pięknie pisał o ludziach i Bogu, ale także o naszych braciach mniejszych, odwołując się wielokrotnie do postawy św. Franciszka. Jest taki piękny wiersz Mrówko, ważko, biedronko, który kończy się słowami: a życie nasze jednakowo/niespokojne i malutkie. Tak jak wspomniałaś – współczesny świat to chaos. Agresja, nienawiść, manifest siły. A tymczasem Twardowski nawołuje w swojej poezji do szacunku do wszystkich istot żywych, do dostrzegania każdego cierpienia. Czytam te wiersze z ogromną czułością. Wiele z nich znam na pamięć. I mam takie marzenie, żeby każdy młody człowiek sięgnął po twórczość Twardowskiego. Bo znajdzie tam wszystko – i zrozumienie, i miłość, i akceptację, i radość. A do tego, w bonusie, szereg wskazówek, schowanych za humorem, będących odpowiedzią na arcytrudne pytanie: jak żyć, żeby być dobrym człowiekiem?

JK: Ja sama, jako młody człowiek, znalazłam w poezji Twardowskiego wiele lat temu cytat, który po dziś dzień prowadzi mnie przez życie. Kilka słów, które mimo tego, że wraz z upływem czasu zmieniły dla mnie znaczenie, nadal uderzają prosto w serce. Zapomnij, że jesteś, gdy mówisz, że kochasz.

Iga Herłazińska

Mogłaby zamieszkać w teatrze. Wszystko ją tam ciekawi i zachwyca. Lubi się włóczyć, podróżować. Banalnie - kocha żyć. Kocha też kawę z mlekiem, wiersze Osieckiej i stare filmy.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany