Trzy razy lato : pochwała zwyczajności, Absolwent i DMA’s

Urodzona 21 czerwca, w pierwszy dzień lata, co roku odliczam dni do najkrótszych ciepłych nocy i najwcześniejszych jutrzenek. Latem wszystko odczuwa się intensywniej: smaczniej, wolniej, piękniej. Jest to przede wszystkim czas dla mnie, na celebrowanie, zarówno faktu, iż nie mam już nastu lat, jak i doświadczeń kulturalnych – upragniony oddech, możliwość nadrobienia zaległości spowodowanych czerwcowymi egzaminami.

Lato zaczynam od odłożonej na nieokreślone potem lektury Zwykłego Życia, mojego ulubionego kwartalnika. Jeśli jeszcze nie wpadł Wam w ręce, to śpieszę z wyjaśnieniem – jest to gazeta w tonie slow life, celebrująca zwyczajność, chwaląca, jak w tytule, prostotę życia. Redakcja skupia uwagę na polskim rzemiośle i sztuce, portretach oddanych swej pasji osób, zajmujących się niecodziennymi zawodami, w sposób czuły i, daleki od współczesnego, pędu ku zyskowi. W dodatku gazeta pachnie podręcznikowym papierem i farbą drukarską. Czy muszę jeszcze coś dodawać?

Zwykle życie, źródło: Printcontrol.pl

Film, do którego wracam każdego lata to Absolwent Mike’a Nicholsa. Zobaczyłam go po raz pierwszy po napisaniu matury, kiedy tak jak Benjamin, grany przez ukochanego Dustina Hoffmana, kompletnie nie wiedziałam co zamierzam robić z własnym życiem. Opowieść o wygórowanych oczekiwaniach, niepewności i egzystencjalnym dryfowaniu, ułożyła kilka drobnych spraw w mojej głowie. Choć minęło równe pięćdziesiąt lat od premiery Absolwenta, obraz wciąż zachwyca, zarówno atmosferą zbliżającej się rewolucji obyczajowej w USA, warstwą wizualną, jak i czarem amerykańskich przedmieść połowy ubiegłego wieku. Tego lata obejrzę go po raz trzeci, by już jako spokojniejsza i dojrzalsza niż po napisaniu matury osoba, odkryć ten film na nowo.

Czym było by lato bez odpowiedniej playlisty? Na przekór radiowym wakacyjnym przebojom, przed którymi trudno się schować, udało mi się odnaleźć coś nowego w muzycznym świecie. Mam to szczęście, że wyjątkowe piosenki same mnie znajdują i tak też stało się z zespołem DMA’s. Brzmienie tych trzech, nostalgicznych chłopaków z Sydney przywodzi na myśl brytyjskie indie (wczesne Arctic Monkeys) z przeważającymi wpływami Oasis. Ich piosenki spodobają się każdemu, kto tęskni za chropowatym brzmieniem lat 90. i stylówką dresa z polskich blokowisk. Sprawne, trochę pseudo-poetyckie teksty wpadają w ucho, a melancholijne melodie staną się na pewno soundtrackiem moich nadchodzących wakacyjnych wypraw.

Zosia Wierzcholska

Kino ją wzrusza, a pisanie o nim – porządkuje emocje. Myśli, że znajomość całej listy dialogowej z Titanica czyni ją prawdziwym filmoznawcą. W życiu, jak i w filmie, szuka prawdy, dlatego tak bardzo fascynuje ją kino dokumentalne. Kiedy nie nuci piosenek z musicali, marzy o życiu w zatłoczonym Tokio.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany