Pocztówka ze świata: portret Portugalczyka

Ludzie lubią stereotypy. Lubimy stereotypy i kierujemy się nimi w życiu częściej, niż mogłoby się wydawać. Jeśli Włoch, to na pewno dużo krzyczy i gestykuluje podczas rozmowy (chyba każdy kojarzy popularne ostatnio w Internecie memy How Italians). Skandynawowie muszą być zdystansowani i zimnokrwiści, Francuzi trochę zadufani w sobie i patrzący z góry, a Rosjanie cały czas chodzą pijani. Tak samo zresztą jak Polacy – którzy oprócz tego, że do obiadu piją wódkę, którą popijają wódką, to jeszcze kradną i non stop przeklinają. Słyszeliście to kiedyś? Jestem pewna, że tak.

Wielką frajdę sprawia mi konfrontacja stereotypów, odnoszących się do poszczególnych narodowości z poznawaniem ich przedstawicieli i sprawdzaniem, ile jest w tych schematach prawdy. Swego czasu ten temat zaintrygował mnie na tyle, że z pomocą obcokrajowców z autostopowej grupy na niebieskim portalu społecznościowym napisałam tekst pt. Polska w jednym zdaniu – o tym jak my, Polacy, jesteśmy postrzegani przez inne nacje. Przyznam, że byłam bardzo mile zaskoczona; tym bardziej, że większość z wypowiedzi nijak nie odnosiła się do obrazu stereotypowego Polaka.

Wyjeżdżając do Portugalii nie do końca wiedziałam czego mogę się tu spodziewać. Nie wiedziałam o kraju zbyt wiele, podobnie jak o jego mieszkańcach. Nastawiałam się tylko na jedno – wieczny czas na wszystko. Jest to jeden ze stereotypów, w który mieszkańcy południowej części Europy wpisują się w stu procentach. Nikt się tu nie spieszy ani nie stresuje, nie przywiązuje się tak ogromnej wagi do punktualności, jednym słowem nie ma przysłowiowej spiny.

Na samym początku obaliłam jednak mit mówiący, że Portugalczycy nie znają angielskiego. Śmiem twierdzić, że w tym języku mówi znacznie większy procent społeczeństwa niż w Polsce! Niejednokrotnie starsze osoby, zapytane o coś na ulicy, zaskakiwały mnie swoim poziomem angielskiego, którego pozazdrościć mógłby im niejeden polski maturzysta.

Jest jednak rzecz, która oczarowała mnie w Portugalczykach najbardziej. To ogromny dystans – do świata, do siebie, do wyrażanych przez innych opinii. Nie spotkałam się z takim stopniem zdystansowania nigdzie indziej, a uważam, że jak do tej pory zwiedziłam wcale niemało. Dam przykład: w pracy mamy bardzo zróżnicowaną ekipę. Wśród nas, oprócz Portugalczyków, są cztery ciemnoskóre osoby, gej o afrykańskim pochodzeniu, dziewczyna z Bangladeszu, my – dwie Polki – oraz pracownicy kuchni, którzy (wszyscy!) pochodzą z Chin lub Nepalu. Pierwszy szok przeżyłam już w pierwszym tygodniu pracy. Kolega poprosił, abym mu w czymś pomogła, ja nie do końca zrozumiałam co ma na myśli, więc popatrzyłam na niego wzrokiem żądającym wyjaśnienia, na co usłyszałam: Nie patrz na mnie takim wzrokiem! Mamy już dzisiaj na zmianie dwóch czarnych, którzy mi się dziwnie przyglądają, to wystarczy. Obaj czarni parsknęli tylko śmiechem.

Inna sytuacja: skończyła się pora lunchu, więc w restauracji było akurat dosyć pusto; zajęty był jeden czy dwa stoliki. Staliśmy z kolegą – Portugalczykiem w kącie sali, kiedy usłyszeliśmy dzwonek z kuchni, że jedzenie jest gotowe. Już chciałam po nie iść, jednak szybszy był inny kolega – ciemnoskóry. Portugalczyk powiedział do mnie wtedy (wystarczająco głośno, żeby ten drugi mógł go usłyszeć): Zostań, nie spiesz się. Ja tam lubię patrzeć jak czarni dla mnie pracują.

Takich sytuacji jest na pęczki. Oczywiście, ciemnoskórzy nie pozostają dłużni swoim portugalskim kolegom. Jednak w żadnej z tych wypowiedzi nie ma nigdy ani grama złośliwości; przeważnie po tego typu hasłach atakujący podchodzi do ofiary i przytula ją, klepie po plecach lub chociaż upewnia się, czy wie, że to tylko głupie żarty. Nikt nigdy na nikogo się nie obraził. Ba! Ofiary najczęściej same przejmują pałeczkę i kontynuują szydzenie z siebie samych.

Kolega gej również jest świetnym celem żartów, jednak najlepsze są te, które robi z siebie sam. Kiedyś przy jednym stoliku gościliśmy męsko-męską parę; obaj bardzo sympatyczni i kulturalni, po skończonym obiedzie siedzieli trzymając się za ręce. Kolega spojrzał na nich z udawanym grymasem na twarzy, po czym odwrócił się do mnie, mówiąc: Ehh… Nienawidzę gejów! I zaczął śmiać się sam z siebie.

Wszechobecny dystans zaskakuje mnie każdego dnia. Niemniej bardzo się cieszę, że taka postawa wobec świata jest zaraźliwa; mówię to nie tylko na swoim przykładzie. Ze wszystkich moich współlokatorów to Włoszka śmieje się najbardziej z memów How Italians, a dwójka Węgrów z tego, że ich język jest niemożliwy do zrozumienia przez kogokolwiek.

Wniosek jest prosty: wiecie już co zrobić, kiedy następnym razem Wasz znajomy okaże się nietolerancyjny lub przewrażliwiony na swoim punkcie? Wyślijcie go do Portugalii. Tutejsi mieszkańcy szybko nauczą go śmiać się z samego siebie i traktować wszystkich równo.

 

Magda Futyma

Trochę przeraża ją bezczynność. Autostopowiczka, fanka gór i długich poranków.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany