„Strażnicy z Galaktyki vol. 2” – fajerwerki w dobrze wyreżyserowanej akcji

Po 1975 roku, blockbuster stał się osobnym gatunkiem filmowym. Reprezentując przede wszystkim wakacyjne hity – wysokobudżetowe obrazy, wypuszczane przez duże wytwórnie producenckie, wykalkulowane na niebotyczny zysk z światowych box officów. Przed 1975 rokiem, mianem blockbusterów określano filmy takie jak na przykład Przeminęło z wiatrem, Quo vadis, Dziesięcioro przykazań czy Ben-Hura, opierając się wyłącznie na wysokich dochodach ze sprzedaży biletów.

Blockbuster to również pewne zjawisko we współczesnej kinematografii, określające box office bomb, czyli niespodziewany sukces danego produktu, mogący przewyższać założenia analityków lub zwiększający zyski do budżetu w wartościach większych niż sto procent przychodu.

Strażnicy Galaktyki w 2014 roku zarobili niemal osiemset milionów dolarów na całym świecie. Przy budżecie stu siedemdziesięciu milionów dolarów, nowe przygody outsiderów wszechświata okazały się przyszłością kina komiksowego oraz samego studia Marvel, które powołało do życia kolejną kurę znoszącą złote jajka.

Źródło: Giphy

W tamtym momencie na twórcach skupiły się spojrzenia wszystkich gików, fanów komiksowego kina superbohaterskiego, którzy w Strażnikach z Galaktyki upatrzyli sobie nadzieję i odtrutkę po męczących, odcinkowych Avengersach. James Gunn stworzył bowiem historię z dobrze napisanymi bohaterami, atmosferą kina nowej przygody, masą niewybrednych dowcipów, odniesień do popkultury lat 80. oraz sztandarowych hymnów ubiegłych epok na ścieżce dźwiękowej.

Strażnicy z Galaktyki vol. 2 otworzyli sezon letni w kinach na całym świecie. Piątego maja, w większości kin na globie, opowieść o Star Lordzie zaczęła zdobywać nową rzeszę fanów, podbijając rekordy finansowe swojego starszego poprzednika. Historia Petera Quilla odnajdującego swojego ojca – Ego, który tylko na kartach własnych wspomnień jest pomnikiem idealnego, amerykańskiego mężczyzny. Poznając prawdę o swoim dzieciństwie, odkrywając kolejne tajemnice swojej tożsamości, stawia czoła zagrożeniom wszechświata, udoskonalając tym samym relacje między drużyną przyjaciół.

Idąc na Strażników… wsiadasz do kolejki pędzącej ku wspaniałej przygodzie. James Gunn nie zgubił w historii lekkości, świeżości i radości płynącej z przyglądania się płynnie przenikającej się akcji. Środek ciężkości opowieści został zrzucony na garb emocjonalnej podróży w głąb relacji między bohaterami, którzy docierają się, poznają i zaczynają nawiązywać trwalsze, realne, rodzinne więzi. Zanim Star-Lord, Gamorra, Drax, Rocket i Groot stali się rozpoznawalnymi postaciami, w komiksowym uniwersum była zupełnie inna grupa bohaterów nazywająca się Strażnikami Galaktyki. W drugiej części kosmicznej odysei mieliśmy okazję ich poznać. Jedną z nich jest Stakar grany przez Sylvestre’a Stallone’a znany w komiksach jako Starhawk. Oprócz niego pojawili się też Charlie-27, Martinex i Aleta, którzy uczestniczyli w jednej z ważniejszych i emocjonujących scen w filmie.

Źródło: Giphy

Strażnicy z Galaktyki vol 2. są ciekawie sfotografowani. Zdjęcia mają głęboki i ciepły odcień. Kolory są nasycone, przez co masz wrażenie większej realności pewnych zdarzeń, które obserwujemy na ekranie. Warto zwrócić również uwagę na poziom animacji: Baby Groot czy Rocket wyglądają idealnie. Widać każdy detal sylwetki, charakterystyczne ruchy czy mimika twarzy zostały odwzorowane na najwyższym poziomie.

Nie zapominajmy jednak, że Strażnicy… to przede wszystkim kino komiksowe, nacechowane pędzącą akcją. Widz nie ma prawa się znudzić: jest zmuszony łączyć szybko kolejne wątki, kibicować bohaterom w galaktycznych potyczkach. W tle goni prawdziwa szalona akcja, która idealnie wyostrza charakterystyczne cechy marvelowskiego kina: im szybciej, więcej – tym lepiej. Film, który na świecie wywołał falę miłości do małego, uroczego Groota, zapisał się na kartach historii z jeszcze jednego powodu – niesamowitego soundtracku. Druga część bogata jest w takie kultowe kawałki jak: Wham Bam Shang-A-Lang zespołu Silver czy Mr. Blue Sky Electric Light Orchestra.

Strażnicy z Galaktyki vol.2 to sprytnie zmontowany teledysk, który przynosi widzowi radość z oglądania fajerwerków dobrze wyreżyserowanej akcji.

***

Ciekawostka: Śledząc filmy spod bandery komisowego imperium Marvela możemy zauważyć jedną charakterystyczną postać, która pojawia się niemal w każdym obrazie. Jest nią Stan Lee, czyli legendarny już twórca tego wydawnictwa. Nie inaczej było w przypadku Strażników Galaktyki (1 i 2).

Adrian Nowacki

Lubi filmy oglądać i o nich pisać.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany