„Trzynaście powodów”: samobójstwo – takie wstrętne słowo

Adrian: Jak to bywa w przypadku serwisu Netflix – zadziałała kampania viralowa, która rozpętała w Internecie prawdziwie, serialowe szaleństwo. Projekt zbudowany na świeżych nazwiskach. Za sterami produkcji rzemieślnicy, dzięki którym kiełkowała we mnie nadzieja, że wyjdzie z tego coś dobrze skomponowanego, z pięknymi zdjęciami, muzyką i przede wszystkim świetnie rozpisanymi postaciami. Problem pojawił się wtedy, gdy doczytałem do ostatniej strony pierwowzór Trzynastu powodów – autorstwa poczytnej na całym świecie Jey Asher. Skondensowanie tak wielu problemów istotnych dla natury licealisty (nastolatka) – może okazać się ciężkostrawne dla odbiorcy serialu, który w wyniku badań stacji Netflix oscylował między średnią wieku 18-24 i 34-45 lat.

Thirteen Reasons Why dzięki zamkniętej historii, materiale bazowym – twórcy bezpiecznie rozpletli nici fabularne – dostarcza nam dramatyczną historię środowiska, w którym każdy z nas żył. Nie wiem jak Ty Justyna, ale ja zostałem kupiony już pierwszym odcinkiem – moje wszystkie obawy zostały skreślane sceną za sceną, aż w końcu głos z kaset rozbrzmiał w moim serialowym sercu na dobre. Opowieść Hannah Baker w szczery sposób nakreśla charakterystykę tego, co dzieje się na całym świecie częściej, niż którykolwiek dorosły jest w stanie przed sobą przyznać…

 

Źródło: Giphy

Justyna: Po sukcesach wszystkich poprzednich oryginalnych produkcji Netflixa, takich jak The Black Mirror, The OA, Stranger Things czy Narcos, wiem, że muszę być z propozycjami tej stacji na bieżąco. Kiedy na FilmWebie pokazały się pierwsze, bardzo pozytywne oceny Thirteen Reasons Why, wiedziałam, że czas najwyższy na obejrzeć ten serial. Na początku obawiałam się, że będzie to typowa high school drama, która może sprawiać problem widzowi, który czasy liceum ma już za sobą, a do tego polskie realia różnią się nieco od amerykańskich. Po obejrzeniu wszystkich generacji  Skinsów i połowy Skam, byłam zaciekawiona – co odpowie Ameryka?

Kiedy oglądałam Thirteen Reasons Why, nie wiedziałam jeszcze o istnieniu książki, ponieważ chciałam uniknąć spoilerów, co było dość trudne dwa tygodnie po premierze na platformie. Na początku nie zdawałam sobie sprawy, jak abstrakcyjnym i zarazem przerażającym pomysłem jest skrzętne nagrywanie wszystkich powodów, dla który postanawia się popełnić samobójstwo. Przez pierwsze dwa lub trzy odcinki nie docierało to do mnie. Byłam przekonana, że to rodzaj żartu, który będzie miał za zadanie jedynie pouczyć niesforne dzieciaki. Niestety, z upływem czasu, wszystkie powody stają się coraz bardziej poważne, ukazując przy tym piekło dorastania.

Adrian: Najważniejszą wartością tej produkcji jest fakt, że wszystkie niepokojące problemy, z którymi zmierzamy się podczas seansu Trzynastu powodów są niesamowicie uniwersalne i od wielu lat tak samo żywe. Nie wynaleziono lekarstwa na ludzkie zło, niewłaściwe wychowanie czy też na coś, co dotyka każdego z nas – nadwrażliwość.

Hannah Baker jest i mną, i Tobą – każdym z nas w wieku licealnym. Razem przechadzaliśmy się korytarzami szkół, poznawaliśmy nowe osoby, zawiązywaliśmy pierwsze przyjaźnie. Po raz pierwszy również byliśmy ranieni, wykorzystywani i musieliśmy się skonfrontować z – nierzadko brutalnym – światem dorosłych. Ta uniwersalność historii wydobyła ze świata przedstawionego coś prostego a zarazem zapomnianego przez pędzący do przodu świat. Emocje.

Każdy odcinek opowiada historię innej osoby, która w życiu Hannah odegrała istotną rolę. Te postaci były kolejnymi cegiełkami w budowaniu finału, który towarzyszył nam w cieniach i spojrzeniach wszystkich bohaterów stworzonych przez Baker kaset.

 

Źródło: 21BiS

 

 

 

 

 

 

Justyna: Jeśli mam być szczera, od początku serialu nie potrafiłam utożsamić się z Hannah, choć bardzo tego chciałam. Myślę, że to już nie ten wiek, albo inny poziom wrażliwości, kompletnie odmienny stosunek do rówieśników i szkoły. Pierwsze odcinki oglądałam z rozrywkowym zaciekawieniem, podobała mi się ścieżka dźwiękowa, kadry, bohaterowie, potem jednak każdy kolejny odcinek sprawiał swojego rodzaju ból. Dziecinne żarty zaczęły się zamieniać w rany i przestępstwa. A to wszystko po to, aby ostatnie trzy epizody oglądać z niemalże zasłoniętymi oczami. Naprawdę, nie spodziewałam się w tym serialu tak mocnych scen, które poruszą mnie tak bardzo. Emocji jest tu bardzo wiele, tyle, że momentami zapierają dech. Jednak z drugiej strony nie jest to branie widowni na litość.

To, o czym wspomniałeś, czyli fragmentaryczność, podoba mi się w tym serialu najbardziej. To właśnie ona idealnie pokazuje studium depresji oraz ich istotę – złożoność. Nikt nie rodzi się smutnym człowiekiem czy samobójcą, to wszystko przychodzi w procesie. Ma swój początek i koniec. Każda osoba, interakcja, zdarzenie, każdy pojedynczy dzień ma wpływ na to, kim będziemy w przyszłości, jak potoczą się nasze losy. Niewinny żart przeistacza się w lawinę, a przesuwanie granicy często może zaprowadzić nas na skraj przepaści.

Adrian: Nie wiem jak odnieść się do coraz głośniejszych informacji o tym, że Netflix planuje właśnie drugi sezon produkcji o Hannah Baker. Co takiego zostało do powiedzenia – a co nie zmieni tak dobrego odbioru serialu? Zobaczymy – bo co pewne, niedługo dostaniemy pierwsze oficjalne informacje na temat nowego przedsięwzięcia i dopiero wtedy będziemy mogli albo się niepokoić, albo wyczekiwać z nadzieją coś dobrego.

Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany