Pocztówka ze świata: vamos à praia!

Wielu osobom wydaje się, że Lizbona leży bezpośrednio nad Oceanem Atlantyckim. Nie jest to do końca prawdą – miasto położone jest przy ujściu Tagu, co nie jest bynajmniej jednoznaczne z tym, że od najbliższej plaży dzieli je dystans, który można pokonać pieszo.

Na początku pobytu w Portugalii starałyśmy się zwiedzić jak najwięcej. Padło między innymi właśnie na wybrzeże. Co prawda na pierwsze prawdziwe plażowanie wybrałyśmy się aż trzy tygodnie po przeprowadzce, jednak nie samą plażą człowiek żyje! Okazało się, że linia brzegowa w sąsiedztwie Lizbony ma do zaoferowania wiele innych ciekawych miejsc.

Pierwszy raz portugalski ocean zobaczyłyśmy w Cascais. Jest to niewielkie miasto położone około 30 kilometrów na zachód od Lizbony. Chciałyśmy tam pojechać głównie ze względu na Boca do inferno. To wyłaniająca się z oceanu formacja skalna o bardzo ciekawym kształcie; po portugalsku nazwa oznacza dosłownie usta piekieł. Z centrum miasta można tam dojść na piechotę, podziwiając w międzyczasie urocze, niewielkie plaże i klify. W pobliżu Cascais znajduje się też sławna, między innymi z filmów o Jamesie Bondzie, plaża Guincho.

Cascais

Portugalia może poszczycić się również najbardziej wysuniętym na zachód przylądkiem kontynentalnej części Europy. Miejsce to nazywa się Cabo da Roca i każdego dnia odwiedzane jest przez setki turystów. Jeszcze przed przylotem do Portugalii bardzo chciałam tam pojechać, jednak na miejscu byłam nieco rozczarowana. Widoki owszem – są całkiem ładne, jednak chętniej niż w stronę oceanu i klifów patrzyłam w tył – na zielone góry i wijące się pośród nich drogi.

Cabo de Roca

Trzeba przyznać, że transport w Lizbonie i jej okolicach jest bardzo dobrze zorganizowany. Podmiejskie pociągi kursują przynajmniej co dwadzieścia minut i da się nimi dojechać do większości miast i miasteczek w promieniu czterdziestu kilometrów. Właśnie w taki pociąg wsiadłyśmy pewnego dnia, by dotrzeć do miejscowości Carcavelos, znanej z pięknych plaż. Był do ostatni dzień kalendarzowej zimy, niebo od rana biło błękitem, a słońce prażyło jak szalone. Wszyscy ludzie, którzy wysiedli z nami z pociągu na stacji w Carcavelos kierowali się tylko w jednym kierunku.

Tego dnia po raz pierwszy miałam okazję zobaczyć liberalne nastawienie Portugalczyków wobec zwierząt. Przekonałam się, że na większość plaż można wejść z psami, a co więcej – o ile nie są agresywne, nie ma nakazu trzymania ich na smyczy. Możecie sobie wyobrazić sielankowy obraz – żar bijący z nieba, ludzi chłodzących się w zimnym jeszcze oceanie i dziesiątki szczęśliwych psów, bawiących się wspólnie piłką i ścigających się wzdłuż wybrzeża.

Costa de Caparica

Niewątpliwie jednym z najpopularniejszych wśród mieszkańców Lizbony miejsc do plażowania jest Costa da Caparica. By do niej dojechać, trzeba przekroczyć Most 25 kwietnia (Ponte 25 de Abril), co – zważając na fakt, że autobusy niezbyt lubią trzymać się tu swoich własnych rozkładów jazdy – bywa nie lada wyzwaniem. Warto jednak, będąc w Lizbonie, zarezerwować choć jeden dzień na odwiedzenie Costa da Caparica. Znajduje się tam aż 15-kilometrowy pas plaż! Zarówno większych i bardziej tłocznych, jak i całkiem małych, schowanych między skałami. Miejsce jest bardzo popularne wśród surferów, istnieje tu także możliwość wykupienia lekcji surfowania, włączając w to wypożyczenie całego potrzebnego sprzętu. A ceny takiej rozrywki wcale nie są aż tak zawrotne, jakby się mogło wydawać!

Magda Futyma

Trochę przeraża ją bezczynność. Autostopowiczka, fanka gór i długich poranków.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany