Dramat sumień – o filmie „Klient” Asghara Farhadiego

Nie interesują mnie wielkie czyny i zgrabne historie z początkiem i końcem. (…) Chciałbym, aby widz miał wrażenie, że ktoś postawił kamerę i złapał kawałek codzienności ludzi, którzy nie robią niczego spektakularnego. Co nie znaczy, że nie zadaję ważnych pytań.

– Asghar Farhadi dla Wysokich Obcaców, 8 kwietnia (nr 14)

Wielokrotnie nagradzany podczas Berlinale, tegoroczny laureat Oscara, Asghar Farhadi, to pochodzący z Iranu, mistrz portretowania ludzkich napięć i wirtuoz społecznego realizmu. Jego filmy, oszczędne w formie, skupiają niczym w soczewce kryzysy i emocje, tylko o najwyższych rejestrach.

Mainstreamowi twórcy zdążyli nas przyzwyczaić do wygodnej pozycji widza, w której hipoteza oraz odpowiedź są podane, niemal natychmiast, na ekranie. U Farhadiego sprawy mają się zupełnie inaczej, bo jako reżyser zmusza nas – odbiorców do ustosunkowania się do przedstawionej, niełatwej historii. Jego filmy są moralnie uwierające i jednocześnie – wzbudzają skojarzenie z antyczną tragedią – widz jest postawiony, wraz z bohaterami, przed wyborem równorzędnych racji.

„Klient”, źródło; Indiewire.com

Najnowszy film Farhadiego, Klient, rozpoczyna się, dosłownie, trzęsieniem ziemi, by później emocje mogły już tylko rosnąć. Małżeństwo aktorów – Rana i Emad – wprowadzają się do wynajmowanego mieszkania. Nie wiedzą jednak, że poprzednią lokatorką była prostytutka, a echa jej obecności odbiją się na ich małżeńskim życiorysie. Gdy w wyniku niefortunnej pomyłki, Rana zostanie skrzywdzona, jej mąż poprowadzi śledztwo na własną rękę.

Klient rozgrywa się przede wszystkim w warstwie błyskotliwych dialogów, utkanych na podstawie społecznych hierarchii współczesnego Iranu. Historia pochłania, bo dzieje się tu i teraz, a to wszystko za sprawą zdjęć, które do złudzenia przypominają nagrania dokumentalne. To film o bezradności, stawiający ważną tezę o roli zemsty i przemocy, które można usprawiedliwić poczuciem moralnej wyższości. Kto powinien wymierzać karę za popełnione winy oraz jak role społeczne, zwłaszcza na Wschodzie, wpływają na motywacje bohaterów?…

Obserwujemy zachowanie męża, który pragnie pomścić zhańbioną żonę, jednak z każdą minutą filmu, coraz bardziej nurtujące staje się pytanie – czy celem Emada jest ocalenie dobrego imienia ukochanej żony, czy bardziej jest to próba odratowania męskiej dumy? Czy próbując zemścić się, nie staje się równocześnie katem?

W produkcji nie pada wprost słowo prostytutka i nie wiemy dokładnie, na czym polegał wypadek, który stanowi clou problemu. W moim odczuciu niedopowiedzenia, wynikające z różnic kulturowych, tworzą wyjątkową atmosferę filmu, który musiał być realizowany nie tylko zgodnie z panującymi w Iranie obyczajami, ale również pozostał w zgodzie z obowiązującą cenzurą.

Źródło: Kinomuranow.pl

Sięganie do głębin ludzkich emocji i podstawowych instynktów to źródło sukcesów Frahadiego. Wielokrotne nominacje i nagrody są dowodem na to, że z pozoru egzotyczna codzienność Bliskiego Wschodu okazuje się wyjątkowo podobna do tej znanej z rodzimego podwórka. Historia Rany i Emada mogła przecież zdarzyć się i tutaj, w Polsce.

I choć możemy próbować uciekać od odpowiedzi na moralne hipotezy, które stawia reżyser, to wewnętrzny niepokój i pytanie: Jak ja zachowałbym się na miejscu bohaterów? – zostaje w umysłach jeszcze długo po tym jak ostatni widzowie opuszczą salę kinową.

Każdy bohater ma swoją prawdę. Tych prawd się nie wartościuje. Uświadomienie tego widowni to mój cel. Jedna prawda nigdy nie będzie ważniejsza od drugiej, a druga od trzeciej. To jak z określeniem „obiektywna prawda”. Istnieje w ogóle coś takiego? Przecież każda prawda jest „subiektywna”.

– Asghar Farhadi w rozmowie z Michałem Walkiewiczem dla Filmweb.pl, luty 2011

 

Zosia Wierzcholska

Kino ją wzrusza, a pisanie o nim – porządkuje emocje. Myśli, że znajomość całej listy dialogowej z Titanica czyni ją prawdziwym filmoznawcą. W życiu, jak i w filmie, szuka prawdy, dlatego tak bardzo fascynuje ją kino dokumentalne. Kiedy nie nuci piosenek z musicali, marzy o życiu w zatłoczonym Tokio.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany