Trzy razy wiosna: koktajle owocowe, hippisowska muzyka i „Kolor wiosny jest zielony” Haliny Poświatowskiej

Wiosna. To jedno z najpiękniejszych słów, jakie istnieje. To pora roku, na którą czekam nie tylko ja, ale wszyscy dookoła. Nie możemy się doczekać zmiany czasu na letni, kiedy słońce w końcu zacznie zachodzić po godzinie dziewiętnastej, kiedy dzień stanie się zdecydowanie dłuższy i cieplejszy. Kiedy dookoła nas rozkwitną kwiaty, z każdej strony będziemy otoczeni przez zieleń i wszystko obudzi się do życia – rośliny, zwierzęta, a przede wszystkim – ludzie. Na ich twarzach w końcu pojawi się uśmiech, chęć do życia, do pracy, do rozmowy z drugim człowiekiem.

Uwielbiam obserwować ten proces, widzę na własnym przykładzie, jak pozytywnie wpływają na mnie zmiany atmosferyczne. Jestem do wszystkiego chętna, robię wszystko od razu, nie odkładam nic na później. Z uśmiechem na twarzy, pozytywnym myśleniem, słońcem na dworze i kwitnącymi kwiatami można wszystko. Wiosna to pora roku, z którą w szczególny sposób jestem związana. Każdy zapach deszczu, kwitnącego bzu, czy trawy, to dla mnie wachlarz emocji. Chodzę wtedy zazwyczaj pieszo – nie ma mowy o jeżdżeniu tramwajem – chyba, że za oknem ulewa. Obcowanie z naturą to uczucie, na które czekam cały rok. Moja wiosna to trzy rzeczy, które już od wielu lat następują w tej samej kolejności – koktajle owocowe, hippisowska muzyka lat 60., a także wiersz Haliny Poświatowskiej *** (kolor wiosny jest zielony).

Wiosna to przede wszystkim owoce – piękne, dojrzałe i soczyste. Nie ma dnia, w którym nie sprawiłabym sobie tej przyjemności i nie kupiłabym chociaż jednego jabłka… Nie wyobrażam sobie wiosennych  poranków, w których – zamiast kawy – nie zrobiłabym sobie koktajlu owocowego. To on dodaje mi energii, a dzień od razu staje się bardziej optymistyczny. Najchętniej miksuje ze sobą moje ukochane truskawki, maliny, jagody, banany czy mango. Świeże owoce nigdy nie smakują tak idealnie, jak w te kwietniowo-majowe poranki. Poza owocowymi koktajlami, w wiosenne miesiące nie opuszcza mnie muzyka – moja ukochana – muzyka lat 60. Do dziś wiosna nie istnieje dla mnie, jeśli nie powłóczę się po lesie, a w słuchawkach nie leci Piece of my heart Janis Joplin. Przypominają mi się wtedy moje czasy gimnazjalne, kiedy to poznawałam wszystkie zespoły tamtego okresu, bez których aktualnie nie wyobrażam sobie jednego dnia. Mam na myśli między innymi  – Janis Joplin, The Doors, Jimiego Hendrixa, The Beatles, Jefferson Airplane czy Breakoutu. W ciepłe majowe dni chodziłam ze znajomymi na po lesie, zazwyczaj bez żadnych trampek, boso. Sprawiało to nam niewyobrażalną przyjemność, czuliśmy się wolni, pełni życia, szczęśliwi. Zrywaliśmy kwiaty, z których pletliśmy wianki, a nad jezioro zabieraliśmy gitarę i śpiewaliśmy utwór Marka Jackowskiego Oprócz błękitnego nieba, nic mi dzisiaj nie potrzeba.


***

miałam tylko nieco wiosny w palcach

wiatru we włosach

uśmiech

rozsypany cienkim dreszczem

po wodzie

byłam biedna

 

więc Krezus

przyszedł ubrany w fiolet

i sypnął złotem

z przepastnych otchłani nieba

 

milion gwiazd

zatańczyło

pod bzowym pniem

wzięłam gwiazdy

do zielonej sukienki

przyszpiliłam żeby świeciły

 

noc była ciepła i miękka

więc kiedy mnie ujrzałeś

ubraną w noc

stanąłeś

olśniony tym bogactwem

powiedziałeś głucho

kocham cię

powiedziałeś –

kupiłam miłość

za milion gwiazd

nieba

To utwór Haliny Poświatowskiej *** (kolor wiosny jest zielony), do którego nieustannie powracam.  Poetka swoją twórczością zawsze dawała mi bardzo dużo wewnętrznego ciepła, jej słowa są niczym rady od najlepszego przyjaciela, dlatego właśnie rozpoczęcie tej pięknej pory roku od przeczytania tego utworu, uważam za moją małą tradycję.

Natalia Rieske

Zacznij chodzić do teatru. ☺️?

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany