Pocztówka ze świata: chcę zepsuć te świecące prostokąty

Myślę, że większość osób – a już szczególnie tych, które miały kiedyś przyjemność mieszkać w Łodzi – kojarzy miejsce zwane OFF Piotrkowską. Pofabrycznym budynkom zostało podarowane drugie życie poprzez zaaranżowanie ich na różnego rodzaju miejsca: sklepy, pracownie projektantów, restauracje. OFF Piotrkowska jest przez niektórych uważana za nieco hipsterską dzielnicę, jednak moim zdaniem ma ogromny urok. Jest to przemiłe miejsce na spotkania ze znajomymi.

Ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że w Lizbonie znajduje się miejsce do złudzenia wręcz przypominające OFF Piotrkowską. Nazywa się LX Factory i jest nieco oddalone od ścisłego centrum miasta; najprościej dotrzeć tam z przystanku autobusowego Calvário lub stacji kolejowej Alcântara-Mar. Następnie trzeba skręcić w niepozornie wyglądającą bramę, by przenieść się do trochę innego wymiaru. Stare i niekiedy zwyczajnie brzydkie budynki z cegły ozdobione są kolorowymi graffiti, których w stolicy Portugalii nie brakuje. Przed nimi stoją kolorowe parasole, niskie stoliki zrobione ze starych palet, na ścianach można czasami znaleźć przyczepiony rower
lub deskorolkę. Wszystkiemu towarzyszy miły gwar.

Właśnie w tym miejscu znalazłyśmy pracę;  w jednej z sympatycznie wyglądających knajpek, która w rzeczywistości okazała się być całkiem dużą i bardzo popularną restauracją. Bardziej niż się spodziewałyśmy. Każdego dnia – niezależnie, czy jest to środek tygodnia czy weekend – przewijają się tu prawdziwe tłumy, a w porze obiadu oraz wieczorami ludzie stoją w kolejce przed drzwiami, czekając na wolny stolik. Istne szaleństwo!
Z powodu braku wcześniejszego doświadczenia w tego typu pracy, na początku byłyśmy trochę jak dzieci we mgle, jednak mniej więcej po tygodniu zrozumiałyśmy codzienną knajpianą rutynę. Było o tyle łatwo, że przeważnie nie dostawałyśmy trudnych zadań; zważywszy na fakt, że wciąż uczymy się języka, nie mogłyśmy przyjmować zamówień, bo nie wszyscy klienci mówili po angielsku. Zdecydowanie częściej nakrywałyśmy stoły i przynosiłyśmy jedzenie. I właśnie wtedy bardzo zaczęła irytować mnie jedna rzecz – wszechobecne telefony. Możecie sobie wyobrazić, jak denerwujące były – i do dzisiaj są – sytuacje, kiedy podchodziłam do stołu z naręczem pełnym talerzy i sztućców i chciałam położyć je przed klientami, ale nie miałam na to miejsca, bo miejsce przed ich nosami zajmowały telefony. Wierzcie lub nie, ale niekiedy zdarzało mi się stać przy niektórych przez dłuższą chwilę i po trzy razy prosić o przesunięcie komórki – bo byli zwyczajnie tak wtopieni w wirtualną rzeczywistość, że zupełnie nie zwracali uwagi na to, że ktoś coś do nich mówi. A co dopiero miały powiedzieć osoby, które siedziały z nimi przy jednym stole? To musi być strasznie przykre – umówić się z kimś na kawę, obiad czy drinka i zostać przesuniętym na dalszy plan, bo druga osoba najwidoczniej uważa, że Internet ma do zaoferowania więcej ciekawych historii. Bo z moich obserwacji wynika, że telefonowi maniacy bynajmniej nie sprawdzają w sieci żadnych istotnych informacji podczas obiadów z przyjaciółmi. Przeważnie przeglądają Facebooka lub dodają zdjęcia na Instagrama.

Muszę jednak przyznać, że równie mocno zasmucił mnie fakt, iż zauważyłam to telefonowe uzależnienie podczas wspólnych posiłków dopiero teraz. Co prawda, spotykając się z przyjaciółmi naprawdę staram się trzymać komórkę z dala od zasięgu wzroku; Internet przecież nie ucieknie, a czas spędzony na rozmowie jest zawsze o wiele bardziej wartościowy niż ten spędzony w mediach społecznościowych. Niemniej każdemu z nas zdarza się chyba chwila internetowej zawiechy podczas spotkań. Musiałam jednak zacząć pracować w restauracji by zauważyć jak przykro wygląda to z perspektywy osoby trzeciej.

Po pierwszym tygodniu pracy postanowiłam – czas z przyjaciółmi staram się poświęcać w stu procentach przyjaciołom. Powiadomienia na Facebooku, nieodebrane maile i nowe zdjęcia na Instagramie mogą poczekać. To nie one potrafią poprawić zły humor, rozśmieszyć do łez i wesprzeć w trudnych chwilach. To nie z nimi związane są najpiękniejsze wspomnienia.

Szanujmy swój czas. Doceniajmy się nawzajem! Drugi człowiek jest przecież o wiele większą skarbnicą historii, wiedzy i emocji niż cały Internet razem wzięty.

Magda Futyma

Trochę przeraża ją bezczynność. Autostopowiczka, fanka gór i długich poranków.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany