„Wielkie kłamstewka” – za zasłoną perfekcji

Natalia: Pierwszy raz odkąd jestem na studiach naprawdę żałowałam, że nie posiadam w moim mieszkaniu telewizora, przez co nie mogę regularnie oglądać najnowszego miniserialu HBO – Wielkie kłamstewka w reżyserii Jean-Marc Valee. Jak nigdy, z wielką niecierpliwością, wręcz odliczałam dni aż w Internecie pojawi się kolejny odcinek. Zostałam kupiona na samym wstępie, kiedy przy pierwszym odcinku zobaczyłam czołówkę z utworem Michaela Kiwanuka – Cold Little Heart. Wielkie kłamstewka to serial opowiadający historię czterech matek –  Madeline Mackenzie (Reese Witherspoon), Celeste Wright (Nicole Kidman), Jane Chapman (Shailene Woodley) oraz Renata Klein (Laura Dern). Matek żyjących o bardzo wysokim standardzie, których dzieci zaczynają dopiero edukację w szkole. Ich harmonijne życie zostaje zakłócone, kiedy w miasteczku dochodzi do zabójstwa. Jednak widz nie dostaje od samego początku informacji kto został zabity. Na tę odpowiedź uzyskuje odpowiedź dopiero w ostatnim, siódmym odcinku. Poprzednie odcinki są wspomnieniami z kilku dni sprzed popełnienia zbrodni. Muszę przyznać, że nigdy nie spotkałam się z taką koncepcją serialu. Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii, jak wrażenia?

Adrian: A wiesz Natalia, że ja również nie posiadam telewizora w swoim mieszkaniu odkąd wyjechałem z rodzinnej wsi na studia do Wrocławia? Okazuje się, że ostatni raz musiałem przetrwać pasma reklamowe pięć lat temu. Powracając do domu, zazwyczaj mam ze sobą laptop, który w tym momencie jest głównym narzędziem i motorem mojej pracy.

Przechodząc do Wielkich kłamstewek – muszę przyznać, że jestem miłośnikiem produkcji HBO. Wataha, Pakt, Seks w wielkim mieście, Gra o tron, Detektyw – to tylko wierzchołek mojej serialowej góry lodowej. Przyklaskuję stacji przede wszystkim dlatego, że nie boją się pokazywać bolesnej, naturalistycznej prawdy, która zawstydza i dotyka najmocniej.

Tak też jest z Big Little Lies. Miniserial składający się z siedmiu odcinków to bazujący na powieści Liane Moriarty, precyzyjnie zaplanowany spektakl wspaniałości. Wszystko jest na swoim miejscu i współgra idealnie. Aktorstwo – wymienione przez Ciebie czołowe nazwiska ze świata Hollywood pokazały dlaczego mają na swoich kontach tak wiele filmowych nagród. Zdjęcia, pięknie sfilmowane pomieszczenia, krajobrazy wybrzeża idealnie wkomponowały się w szorstką opowieść o nieidealnym życiu kilku kobiet. I przyznam, że cała historia wywarła na mnie bardzo dobre wrażenia, dostarczyła mi wszystkich możliwych emocji, a możliwość zaglądania do wspomnień wyprzedzających całą finałową sytuację napędzały moje wyczekiwanie i zniecierpliwienie odnośnie kolejnego odcinka.

Karolina: Możemy przybić sobie piątkę, bo chociaż mam telewizor w mieszkaniu, to stoi od długiego czasu niepodłączony, a ja oglądam filmy i seriale w Internecie. Dzięki temu mogę wybierać, co i kiedy chcę oglądać, abstrahując już od tego, że większość proponowanych przez telewizję pozycji jest na zatrważająco niskim poziomie. Wyjątkiem właśnie wydaje się HBO, które raz po raz przygotowuje zachwycające produkcje. Wszystkie, które wspomniał Adrian, ale przede wszystkim pierwszy sezon Detektywa zdecydowanie należy do moich ukochanych. Dzięki wysokiemu budżetowi są dopracowane, ale też wyróżnia je specyficzny klimat. Twórcy głęboko zaglądają w złożoną naturę człowieka i chociaż osadzają akcje w różnych miejscach, w przypadku Big Little Lies jest to małe miasteczko w słonecznej Kalifornii, to poruszane przez nich różne aspekty miłości, przyjaźni i pracy oraz dotyczące ich problemy mają charakter uniwersalny. Zdecydowanie w przypadku wszystkich postaci gra aktorska jest utrzymana na wysokim poziomie. Słynne nazwiska na pewno miały działać trochę jak wabik na widzów, ale zagwarantowały również wysoką jakość. Bardzo podoba mi się bohaterka, którą gra Reese Witherspoon. Widocznie role przebojowych, energicznych i twardo dążących do celu kobiet idealnie do niej pasują. Wszyscy zwracają uwagę na panie, ale myślę, że również drugoplanowe role męskie zasługują na chwilę uwagi. Moim zdaniem świetnie spisał się Alexander Skarsgård, którego Perry znęca się nad swoją żoną, a jednocześnie jest dobrym ojcem, który wprost szaleje za swoimi chłopcami. Jednak nie zdaje sobie sprawy, jaki wpływ może mieć jego zachowanie na synów, a także inne osoby z jego otoczenia. Ukazuje to złożoność tej postaci. Trudno jednoznacznie ocenić, czy pan Wright jest po prostu złym człowiekiem, czy zagubioną osobą, która codziennie musi toczyć wewnętrzną walkę z dręczącymi ją demonami.

Źródło: Giphy.com

Natalia: Muszę Wam się przyznać, że cały wątek między Celeste a Perrym zdecydowanie należy do moich ulubionych. W ogóle sama gra Nicole Kidman zachwyciła mnie, naprawdę byłam oczarowana. Jej kruchość oraz piękno w tym serialu sprawiły, że nie mogłam oderwać od niej oczu. Długo czekałam na tak dobrą grę Kidman. Alexander Skarsgård – faktycznie, w niezwykły sposób zagrała postać znęcającego się nad własną żoną mężczyzny. Mimo tak trudnego tematu, jakim jest przemoc, aktorzy tak niesamowicie operują własnymi emocjami, że – przynajmniej w moim przypadku – nie sposób oderwać od nich wzroku. W ogóle sceny na terapii, odbywającej się w ramach naprawy związku Celeste i Perry’ego uważam za fenomenalne. Jeśli chodzi o role męskie, moim faworytem jest postać Jeffrey’ego Nordlinga, grana przez Gordona Kleina. To mąż Renaty, który w każdym odcinku stara się uspokoić  swoją poddenerwowaną żonę, wygłasza piękne przemowy, które mogłyby rozczulić niejedną kobietę. Jednak zawsze w tych wypowiedziach powie o jedno słowo za dużo. Zachwycona jestem również grą tych wszystkich małych dzieci. Małej Chloe (Darby Camp), czy Ziggiego (Iain Armitage), których kwestie niejednokrotnie rozbawiły mnie do łez.

Źródło: Giphy.com

Adrian: Dla mnie pierwsze skrzypce serialu odgrywają się między postaciami Nicole Kidman a Reese Witherspoon. Ich postaci są wielowymiarowe, złożone z tak wielu emocji, sukcesów i porażek, że każdy widz potrafi się utożsamić z wydarzeniami, które wypełniają ich życie. Obie aktorki odgrywają tutaj najważniejsze role w tegorocznej telewizji. Już teraz możemy obstawiać, która z nich będzie walczyć o Złotego Globa czy nagrodę Emmy.

Warto zaznaczyć również, że serial wypełniony jest piękną muzyką. To w końcu dzięki Big Little Lies poznałem taką artystkę jak Martha Wainwright. Pamiętacie dziewczyny kawałek Bloody Mother Fucking Asshole? Coś wspaniałego!

Karolina: Pamiętam doskonale, jest zniewalający i taki przejmujący! Dokładnie tak, jak cały soundtrack, który idealnie wpasowuje się w klimat Wielkich kłamstewek, przepiękną scenerię i emocjonalne rozgrywki. Podobnie jak Natalia uwielbiam kawałek z czołówki Cold Little Heart, który w połączeniu z zachwycającymi obrazami oceanu i bohaterek jadących autami (często pojawiają się takie ujęcia) tworzy cudny efekt. W serialu został zastosowany ciekawy zabieg, bowiem pokazywane są sceny, w których to bohaterowie wybierają utwory lecące w tle. W swoich Iphone’ach uruchamiają najczęściej sprzęt grający w całym domu, a mistrzynią w dobieraniu właściwej ścieżki dźwiękowej jest przeurocza Chloe. Do moich faworytów należą również White Rabbit Jefferson Airplane, The Wind PJ Harvey czy Dreams Fleetwood Mac. Wszystkich utworów można posłuchać w serwisie Spotify:

Ideą Big Little Lies było pokazanie, że z pozoru idealne życie wcale nie musi takie być. Ludzie kreują się przed innymi na szczęśliwych i spełnionych, a tak naprawdę każdego z nich trapią różne problemy. Można by pomyśleć, jakie problemy mogą mieć obrzydliwie bogate, piękne, wykształcone i zaradne kobiety? Jednak każda z nich dźwiga ze sobą pewien bagaż doświadczeń. Pieniądze pomagają w życiu, potrafią je znacznie ułatwić, a niekiedy nawet uratować, jednak jak widać nie stanowią odpowiedzi na wszystkie pytania.

Źródło: Giphy.com

Natalia: Jeżeli już jesteśmy przy muzyce, ja także muszę przyznać, że idealnie wpisała się do fabuły. Do moich faworytów należą w szczególności utwór Janis Joplin Call on Me, a także Death in Vegas – Hands Around My Throat. To tak jak słusznie w swojej recenzji zaznaczył Michał Oleszczyk – reżyser nieustannie myśli, w jaki sposób usprawiedliwić obecność muzyki w danej scenie. I to jest właśnie to, o czym wspomniałaś wcześniej, Karolina, dzieci, które przenoszą odsłuchiwanie muzyki ze słuchawek na głośnik w samochodzie. Poza idealnie dobraną muzyką, w mojej opinii należałoby także wspomnieć o idealnym montażu. Co chwilę są jakieś wtrącenia –  głównie zwróciłam uwagę na wspomnienia bohaterek czy przerywniki – zeznania mieszkańców miasteczka, czy też osób, które znajdowały się na balu, na którym doszło do tragedii. Moim zdaniem, coś genialnego.
Otóż to! Na pozór każda z bohaterek ma idealne życie – przepiękny dom, dzieci, ukochanego mężczyznę, a także bardzo dobrze płatną pracę. W rzeczywistości każda z nich zmaga się z problemami – Madeline nie potrafi dogadać się ze swoją starszą córką, nie potrafi po upływie czasu znieść innej kobiety u boku byłego męża, a na dodatek zdradza swojego  obecnego partnera – Eda. Celeste, matka bliźniaków, która na co dzień musi znosić despotyczne zachowania swojego męża, nie potrafi od niego odejść, po części obwiniając o całą sytuację siebie. Renata, której córka Amabella jest prześladowana przez jednego z uczniów z klasy. I w końcu Jane, samotna matka, wychowująca syna Ziggiego, który został oskarżony o znęcanie się nad Amabellą.

Miniserial stawia przed widzem pewnego rodzaju zadania – im dalszy odcinek, tym więcej informacji i przypuszczeń. Poprzez trwanie serialu pojawiają się cztery (o ile się nie mylę) pytania, na które odpowiedź chciałby uzyskać każdy i to jak najszybciej. Po pierwsze, kto został zamordowany? Po drugie, kto zamordował i jak do tego doszło? Następne, czy to faktycznie Zigi znęca się nad Amabellą, czy to jednak sprawka kogoś innego? No i ostatnie, kto jest biologicznym ojcem Ziggiego? I tutaj pojawia się moje pytanie do Was! Czy przed ukończeniem siódmego odcinka, udało się Wam udzielić poprawnej odpowiedzi, na któreś z tych pytań? Ja ze swojej strony powiem tylko, że praktycznie do końca odcinka nie mogłam wskazać osoby, która zginęła. Po drugim odcinku zaczęłam obstawiać, na szczęście się pomyliłam. Nie byłam w stanie wskazać osoby odpowiedzialnej za morderstwo, za to udało mi się domyślić, kim jest biologiczny ojciec Ziggiego. I czy to faktycznie chłopiec dokucza Amabelli.

Karolina: Przyznam, że ja przy tego typu historiach, szczególnie kryminalnych, nigdy nie bawię się w obstawianie, kto mógł być ofiarą, a kto mordercą. Cierpliwie oglądam dalej i czekam na dalszy rozwój wypadków. Szczerze mówiąc, to nie spodziewałam się takiego obrotu spraw i rozwiązania zagadki. Pochwalę się, że w pewnym momencie pomyślałam, kto może być faktycznym prześladowcą Amabelli i rzeczywiście trafiłam, natomiast na pozostałe pytania nie udało mi się odpowiedzieć.

Adrian: Idea Wielkich Kłamstewek dla mnie zamyka się w idealnym świecie, który tak na dobrą sprawę ucieka od perfekcyjności z tego względu, że jego bohaterki to pełnokrwiste kobiety, które toczą własne bitwy. Cierpią, czują żal, są zmuszane do trudnych wyborów i to właśnie one – cele, które muszą obrać po wygranej czy przegranej walce – określają ich przyszłość.

Wielkie kłamstewka to kolejny serial HBO, który będę odświeżał raz na jakiś czas. Dla czystej przyjemności i satysfakcji. Ujrzeć siedmioodcinkowy film, który nie nudzi ani przez minutę – to majstersztyk sam w sobie.

Źródło: Giphy.com
Natalia Rieske

Zacznij chodzić do teatru. ☺️?

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany