Pocztówka ze świata: najpiękniejszy pchli targ w Lizbonie

Wspominałam już niejednokrotnie o moim zamiłowaniu do długich spacerów i odkrywaniu miejsc, które na pierwszy rzut oka wydają się zwyczajne. Tak było i tym razem. Po chwilowym załamaniu pogody, Lizbonę znów odwiedziło słońce i wysokie temperatury. Wraz z przyjaciółką postanowiłyśmy wykorzystać ten fakt, tym bardziej, że kilka dni później miałyśmy zacząć pracę, co wiązało się z brakiem wolnych weekendów.

Kiedyś jedna ze współlokatorek powiedziała nam o ogromnym flea market znajdującym się w Alfamie, najstarszej i według wielu najpiękniejszej dzielnicy Lizbony. Od kiedy zamieszkałyśmy w stolicy Portugalii, bardzo chciałam go odwiedzić. Feira da ladra – czyli w wolnym tłumaczeniu Targ Złodziejek – to jeden z największych i najstarszych pchlich targów w mieście. Nazwa ta po raz pierwszy zanotowana została jeszcze w XVII wieku, lecz niektóre źródła podają, że jego początki sięgają aż XII wieku.

Żeby dotrzeć na Feira da ladra najlepiej dojechać na koniec niebieskiej linii metra – stacja
nazywa się Santa Apolónia. My przeszłyśmy się stamtąd pieszo; chociaż Alfama jest dzielnicą położoną na wzgórzu, a co za tym idzie – każda z ulic jest wyjątkowo stroma, jest to tak urocza i kolorowa okolica, że spacer po niej to sama przyjemność. Po wdrapaniu się na górę pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy to Panteão Nacional – przepiękny budynek, który w każdą pierwszą niedzielę miesiąca można zwiedzić za darmo. Kilka metrów wyżej rozciąga się on – jeden z najbardziej kolorowych targów, jakie miałam okazję odwiedzić!

Nie od dziś wiadomo, że na flea marketach można kupić wszystko.  Jednak to wszystko, które rozpostarło się przed moimi oczami, przerosło najśmielsze oczekiwania. Ceramika, wanny, magnesy, breloczki, wszelka elektronika: począwszy od ładowarek, poprzez radia i selfie sticki, skończywszy na starych i niewątpliwie używanych pilotach do telewizorów. Biżuteria, książki (nie tylko po portugalsku, a do tego niektóre tylko za pół euro!), płyty CD, jak i winylowe (włączając to stoiska sprzedające tylko i wyłącznie płyty z fado). Ubrania (nowe i stare), znaczki pocztowe, monety, okulary, dziwne szklane ryby, zabawki, antyki… Jestem niemal pewna, że gdy pomyślicie o dowolnej rzeczy, okaże się, że można ją kupić na Feira da ladra. Nie sprzedaje się tu chyba tylko zwierząt.

Same też zresztą nie wyszłyśmy z pustymi rękoma. Od dłuższego czasu chcieliśmy kupić do mieszkania blender. Ustaliliśmy, że gdy ktoś z nas trafi przypadkiem na tani sprzęt, kupi go dla nas wszystkich. Przechadzając się po stoiskach Feira da ladra trafiłyśmy – jakże by inaczej – i na blender. Wyglądał co prawda nieco jak z innej epoki, jednak kosztował tylko 5 euro, a pan sprzedawca był bardzo przekonujący. O dziwo, okazało się, że do tego nawet działa! (blender oczywiście, nie pan sprzedawca). Kulminacja mojej fascynacji tym miejscem osiągnęła apogeum w chwili, gdy – łącząc fakty – zorientowałam się dokąd zmierzał mijający nas wcześniej pan z kontrabasem.

Jestem absolutnie zachwycona Feira da ladra. Możecie mi wierzyć, że zdjęcia nie są w stanie w pełni oddać tego gwaru i kolorowej różnorodności. Dodatkowo fakt, że targ odbywa się właśnie w Alfamie dodaje mu mnóstwo uroku. Jeśli będziecie kiedyś w Lizbonie, koniecznie zajrzyjcie w to miejsce. Przeniesiecie się na chwilę lata wstecz i poczujecie ducha stolicy Portugalii sprzed lat. Na pewno nie pożałujecie!

Magda Futyma

Trochę przeraża ją bezczynność. Autostopowiczka, fanka gór i długich poranków.

1 Komentarz
  1. Od kilku lat marzy mi się podróż do Portugalii! Jestem przekonana o tym jak tam jest cudownie, a twoje wpisy tylko mnie w tym przekonaniu utwierdzają hahaha ?
    Targ wygląda przecudownie! A jak dobrze musiało się słuchać muzyki na żywo.
    Świetnie się czytało i oglądało haha 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany