Lepiej spłonąć niż się wypalić – rocznica śmierci Kurta Cobaina

Był geniuszem. ~ Paul McCartney.

Kurt Cobain był jednym z najlepszych w naszych czasach. ~ Madonna.

On naprawdę, naprawdę mnie inspirował. Był taki świetny. Wspaniały. Jeden z najlepszych, ale bardziej niż najlepszych. Kurt był jednym z absolutnie najlepszych dla mnie kiedykolwiek. ~ Neil Young.

Ten dzieciak ma serce. ~ Bob Dylan

Z Kurtem Cobainem czułeś, że porozumiewasz się z prawdziwą osobą, to nie do wyobrażenia kim on był – nie porozumiewałeś się z ikoną czy wyprodukowaną postacią. ~ Lars Ulrich, perkusista Metallica.

Tak o smutnym chłopaku z gitarą we flanelowej koszuli wypowiadały się obecne ikony światowej muzyki. Jaki był naprawdę Kurt Cobain i dlaczego został jedną z najbardziej charakterystycznych postaci w historii rocka? Potrzebujemy i musimy zadawać sobie te pytania, bo chociaż Cobain przez lata utożsamiany był jako symbol buntu, nawet jeśli sam nie do końca dobrze czuł się w tej roli, to teraz niektórym może się wydawać, że Nirvana to marka ubrań z uśmiechniętą, żółtą buźką. Nie możemy pozwolić, aby nastolatkowie stali się jedynie biernymi obserwatorami rzeczywistości, podatnymi na wszelkie wpływy i manipulacje. Powinni podążać za swoim wewnętrznym głosem tak, jak robił to Cobain.

Kurt Cobain popełnił samobójstwo 5 kwietnia 1994 roku. Ja urodziłam się dopiero dwa lata później. Zdumiewa mnie to, bo teoretycznie jakby minęliśmy się w czasie, a jednak jego osoba miała na mnie ogromny wpływ. Muzyk pozostawił po sobie nie byle jaką spuściznę – twórczość, ducha i pewną niezłomność, która inspirowała kolejne pokolenia młodych ludzi. Cobain buntował się, głośno wyrażał swoje niezadowolenie z obłudy rzeczywistości, kontestował ją, łamiąc wszelkie reguły społeczne. Walczył przeciwko homofobii, seksizmowi czy rasizmowi. Twierdził, że gwałt jest najohydniejszą zbrodnią, a zdarza się co kilka minut. Podkreślał, że wielokrotnie wstydzi się, że jest człowiekiem. Przez takie wypowiedzi artysta był uważany za postać bardzo kontrowersyjną, ale co nie spowodowało wcale, że przestał mówić to, co myślał.

Rock to wolność. Jednak coś, co dawało Cobainowi to uczucie, z którym nic nie może się równać, wkrótce przyczyniło się do zamknięcia go w złotej klatce. Artysta nie mógł poradzić sobie z rosnącą popularnością. Pragnął jedynie grać muzykę w garażu, pozostawać w podziemiu, a tymczasem zamiast po prostu tworzyć, choćby nawet dla kilku tysięcy fanów, muzykowi przyszło zmierzyć się z wielką, komercyjno-marketingową machiną, która wydrylowała go równie mocno, co uzależnienie od narkotyków, toksyczne relacje i depresja. W dzieciństwie wykryto u niego ADHD, przez co musiał zażywać Ritalin – środek, który uzależnia podobnie jak kokaina. Dodatkowo jego rodzice rozwiedli się, traktując małego Kurta jak niepotrzebny balast i przerzucając go sobie nawzajem. Odrzucony przez rówieśników (nie pojmował, dlaczego inni chłopcy w jego wieku nie interesują się sztuką), spędzający większość czasu na paleniu trawki i piciu piwa, postanowił, że zostanie muzykiem. Jego przygoda mogła zakończyć się happy endem, ale Cobain był już za bardzo zniszczony od środka, a kolejne rany miały dopiero nadejść.

Żeby dobrze poznać twórczość Nirvany, trzeba sięgnąć po zespoły, które inspirowały Cobaina. We wczesnych latach jego przygody z muzyką były to na pewno bandy KISS, Black Sabbath czy The Clash, ale bodaj największy wpływ miała formacja Pixies. Brudne i zgrzytliwe gitarowe granie Black Francisa i spółki nie tylko dla Cobaina okazało się przełomem. Tak narodził się grunge, który był nie tylko muzyką, ale przede wszystkim sprzeciwem, manifestem.

W 1991 roku Metallica wydała swój legendarny już Czarny Album, a U2 świetnie przyjęty Achtung Baby. Jednak światowe listy przebojów podbił wtedy drugi krążek tria z Seattle. Nevermind okazało się płytą przełomową nie tylko dla Cobaina, zespołu czy chociaż rocka alternatywnego, ale dla muzyki w ogóle. Singiel Smells Like Teen Spirit stał się hymnem Generacji X. Płyta była szczelnie wypełniona samymi perełkami, chociaż moim faworytem pozostaje Come As You Are. Chociaż ilość moich przesłuchań tego kawałka można liczyć już w milionach, to za każdym razem intro wywołuje u mnie dreszcze.

Z każdego dźwięku, który możemy usłyszeć na płytach Bleach, Nevermind, In Utero czy nagraniach koncertów, z MTV Unplugged na czele, dosłownie wyrywa się ból, samotność i poczucie odrzucenia. Cobain śpiewał tak, jakby wołał o pomoc, która nie nadeszła. Pokój, miłość, empatia – to ostatnie słowa listu pożegnalnego twórcy. Ten nadwrażliwy człowiek o pięknej, aczkolwiek poharatanej duszy, pozostawił nam najprostszą, ale bardzo wymowną receptę na szczęście.

Karolina Kozłowska

Muzyka daje jej wolność, a ulubione kawałki są jak najlepsi przyjaciele. Będąc na koncercie czuje, że znajduje się we właściwym miejscu i czasie.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany