Kulturalni ulubieńcy marca (do góry nogami)

Marzec okazał się miesiącem dużych zmian, kawy pitej w pośpiechu i szybkich uciech kulturalnych. Nie miałam czasu na większe podróże, nie wychylałam nosa poza Katowice. Jak się okazuje, nie trzeba daleko wyjeżdżać, by zachwycać się codziennością. Przypadkowo mijane miejsca, serial znaleziony naprędce do kolacji, wyczytany w sieci artykuł – incydentalne, niespodziewane zachwyty są najlepszymi zachwytami.

MIEJSCE: Koszutka, Katowice

źródło: Ra2nski

Pisząc do Kultury, czuję czasem, że bardziej niż promotorką kultury jestem naczelną orędowniczką Katowic, próbując wszędzie wpleść to, co najlepsze w tym miejscu. Jest mi tu dobrze. Podzielam energię mieszkańców, którzy chcą zmian, z radością obserwuję efekty tych starań i rosnące zainteresowanie miastem gości z zewnątrz. Katowice przestały być górniczym, traktowanym przez pryzmat stereotypów miejscem, a stały się modne i pożądane. Warszawiacy chcą zrobić sobie zdjęcie w Muzeum Śląskim, posłuchać koncertu w NOSPRze i kupić śląski gadżet w Geszefcie. Koszutka nie jest popularnym miejscem na turystycznym (jeśli taki w ogóle istnieje) szlaku Katowic. Osiedle, w którym dominuje architektura socrealistyczna przez wiele lat uchodziło za nudne i zdominowane przez emerytów. Ale w ostatnich latach do osiedla położonego w bliskim sąsiedztwie Spodka zaczęło przenosić się życie społeczne i kulturalne. To tutaj znajduje się jedno z katowickich kin studyjnych – Kosmos, prężnie działa Geszeft – miejsce, w którym napijecie się kawy i posłuchacie o architekturze i designie Śląska, w Lokal Bakery zjecie najlepsze croissanty, a w kultowym Kafeju wypijecie pyszną kawę z widokiem na tętniące życiem miasto. Koszutka jest na tyle niewielkim osiedlem, że warto zwiedzać je bez mapy i celu. Możecie natknąć się na schowaną między blokami modernistyczną willę, street art lub zaczarowany ogród.

CZYTADŁO: Katozeszyt

źródło: Geszeft

Przy okazji weekendowego włóczenia się po słonecznej Koszutce warto wpaść do wspomnianego już Geszeftu. Geszeft to po śląsku sklep, w tym konkretnym znajdziecie nagromadzenie produktów wychodzących z ręki polskich projektantów (w tym porcelanę Bogdana Kosaka, węglową biżuterię bro.Katu, plecaki z modernistyczną architekturą Cudów Krowskich i wiele innych), pięknych albumów o architekturze, magazynów mamiących barwnymi zdjęciami i stylowym layoutem. Warto zatrzymać się tam na dłużej i porozmawiać z właścicielami, którzy najlepiej czują miasto. Katozeszyt to owoc ich działalności promującej dziedzictwo Katowic. Ciężko nazwać ten twór magazynem, to bardziej broszura opisująca ikony katowickiej architektury. Cykl wydawniczy ma na celu przybliżenie historii miejsc, które wpisały się w krajobraz miasta. Katozeszyt przyciąga stroną wizualną – minimalistycznym rozkładem z zacięciem retro. Treść występuje w trzech językach: polskim, angielskim i niemieckim. Pomysłodawcy zakładają wydanie jeszcze pięciu numerów poświęconych katowickim perełkom. Zacieram ręce z niecierpliwości. Jesteśmy świadkami ważnych przemian w postrzeganiu architektury i naszego otoczenia. To, co jeszcze niedawno jawiło się jako koszmar dawnej epoki, dziś coraz bardziej zyskuje na wartości. Katowice nie mają kompleksów na punkcie swoich socrealistycznych koszmarków i założę się, że nie zamieniłyby ich na gotyckie kościoły i wymuskane kamienice. Katozeszyt potwierdza zresztą, że cenimy naszą piękną-brzydką architekturę.

KSIĄŻKA: Mleko i miód

źródło: Pinterest

Kiedy przeczytałam tekst Justyny o tomiku poezji Rupi Kaur, wiedziałam, że musi czym prędzej trafić w moje ręce. Do poezji współczesnej podchodzę jak do jeża, jednak fakt, że to liryki bardzo kobiece – od kobiety dla kobiet, przemówił za tym, by zainwestować w tą śliczną, instagramową książeczkę. Gdzieś wyczytałam, że poezja Kaur to poezja hashtagów, trudno się z tym nie zgodzić. To zdecydowanie język naszych czasów – lakoniczne sformułowania, prosty przekaz. To wiersze bardzo popkulturowe, naznaczone znamionami naszych czasów, niemniej niezwykle szczere i ważne. Nie podzielam powszechnych zachwytów nad tym zbiorem i będę daleka od nazywania autorki objawieniem literatury, jednak wiersze Rupi Kaur były mi bliskie przez cały miesiąc, a część z nich zostanie ze mną na dłużej.

FILM/TV: Chef’s Table (Netflix)

źródło: Tumblr

Prawdziwe znaczenie słów Netflix and chill zrozumiałam dopiero, gdy natrafiłam na dokumentalną serię Chef’s Table. Kiedy dowiedziałam się, że twórcy niezwykle pięknego wizualnie i fantastycznego narracyjnie filmu Jiro śni o sushi zaangażowali się w projekt serialu o najlepszych szefach na świecie, wiedziałam, że to będzie coś niezwykłego. Szczerze, Chef’s Table okazało się być dla mnie większym odkryciem niż Stranger Things. Nie sądziłam, że seria wciągnie mnie do tego stopnia. Zasługą sukcesu jest wybór bohaterów pochodzących z różnych zakątków świata, wyznających odmienne filozofie, które przekładają się na ich wyczyny w kuchni. Zanim przystąpiłam do oglądania nasłuchałam się wiele o produkcji zarówno od osób, które kuchnia fascynuje jak i od zupełnych laików. Niezmiennie efekt był taki sam – Chef’s Table zachwyca. Spójrzcie tylko na trailer!

 

ZAJAWKA: Polski design

źródło: Pinterest

Słyszeliście kiedyś o fotelu RM58 Romana Modzelewskiego, 366 Państwa Chierowskich, Muszelce Teresy Kruszewskiej, jamniku i regale Teofila Hałasa? Domyślam się, że nazwy te brzmią tyle zabawnie, co enigmatycznie. Zapewniam, że nawet jeśli nie brzmią znajomo, widzieliście je na zdjęciach ciotek z PRL-u albo na… śmietnikach. Wyżej wymienione produkty to ikony polskiego wzornictwa, które niegdyś masowo wypełniały blokowe mieszkania i modernistyczne wille. Tak się złożyło, że kilka linijek wyżej opowiadałam o zmianach, jakie poczyniło społeczeństwo w postrzeganiu spuścizny PRL-u. Rzecz tyczy się zarówno architektury, jak i nawet w większym stopniu, designu, który był w owych latach rozpoznawalny i charakterystyczny także poza granicami kraju. Za wieloma  z tych przedmiotów kryją się fantastyczne historie. Regał o zmiennych wysokościach świetnego designera i wizjonera Teofila Hałasa nie był produkowany na szeroką skalę, doczekał się natomiast reedycji w ostatnich latach, co dopiero zapewniło produktowi powszechne uznanie. Miejcie oczy dookoła głowy, ponieważ wiele z tych cacek z powodu nieświadomości właścicieli ląduje na śmietniku.

Kasia Siewko

Zakochana w Katowicach i brzydkiej architekturze. Zapytana o ulubioną poetkę od wielu lat odpowiada- Poświatowska.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany