Lektura to bzdura, czyli przedmaturalna powtórka z języka polskiego

Hm… hm… A zatem dlaczego Słowacki wzbudza w nas zachwyt i miłość? (…) Hm, dlaczego? Dlatego, że Słowacki wielkim poetą był! (…) Wielkim poetą, zapamiętajcie sobie, bo ważne! Dlaczego kochamy? Bo był wielkim poetą. (…) Proszę zapisać sobie temat wypracowania domowego: Dlaczego w poezjach wielkiego poety, Juliusza Słowackiego, mieszka nieśmiertelne piękno, które zachwyt wzbudza? 
W tym miejscu jeden z uczniów zakręcił się nerwowo i zajęczał:
– Ale kiedy ja się wcale nie zachwycam! (…) Boże, ratuj, jak to mnie zachwyca, kiedy mnie nie zachwyca? (…)
NAUCZYCIEL:
Jak to nie zachwyca Gałkiewicza, jeśli tysiąc razy tłumaczyłem Gałkiewiczowi, że go zachwyca. (…)
GAŁKIEWICZ:
Ale słowo honoru, nikogo nie zachwyca. Jak może zachwycać, jeśli nikt nie czyta oprócz nas, którzy jesteśmy w wieku szkolnym, i to tylko dlatego, że nas zmuszają siłą…

Jestem obecnie na finiszu mojej szkolnej ścieżki i muszę przyznać, że, na przestrzeni tych dwunastu (długich) lat, nierzadko na lekcjach języka polskiego czułam się jak gombrowiczowski Gałkiewicz w Ferdydurke.  Nikt bynajmniej nie starał się wmówić mi miłości i zachwytu do Słowackiego, Leśmiana, Prusa. Zachwyt i miłość przychodzą z czasem. Byłam sobie tym Gałkiewiczem ot tak – dla zasady, bo lektura to bzdura. 

Z lekturami zawsze było mi jakoś nie po drodze. Niby brałam je do ręki, ale nie zawsze otwierałam. Niby czytałam, ale nieczęsto od początku do końca. Niby wiedziałam, co i jak, ale niekoniecznie rozumiałam tak, jak powinnam. Z ręką na sercu (i niemałym wstydem) przyznaję: nie wszystkie lektury z listy zarówno tych obowiązkowych, jak i nadprogramowych, przeczytałam. Nierzadko zdarzało się, że pełna motywacji siadałam w końcu do Dostojewskiego czy Bułhakowa, po czym z całkiem prozaicznych przyczyn w połowie lektury musiałam przerwać czytanie i pędzić do biblioteki po następną pozycję, bo goniły terminy, testy i zaliczenia. Ekspertem zatem nie jestem, ale laikiem również nazwać się nie mogę – wiele książek z listy literatury szkolnej mogę bowiem z czystym sercem odhaczyć. Dzisiaj, niecałe dwa miesiące przed rozszerzoną maturą z polskiego, weryfikuję swoje wieloletnie nastawienie do tej niedocenianej niegdyś przeze mnie grupy książek i ogłaszam wszem i wobec – lektury są fajne, dajmy im tylko szansę!

Beata Tyszkiewicz jako Izabela Łęcka w Lalce, reż. Wojciech Has, 1968

Postawię jednak sprawę jasno: całkowite pozbycie się utartych już stereotypów dotyczących niektórych lektur szkolnych zepsułoby mi całą zabawę z ich powtórki, analizy i dyskusji z rówieśnikami na ich temat. Nie znaczy to jednak, że książek tych nie znam i nie doceniam – wręcz przeciwnie, gdyby nie godziny spędzone nad nimi i próby interpretowania ich na wiele różnych sposobów, nie przyniosłyby mi one aż tak dużej frajdy. Kto z nas jednak nie solidaryzuje się z resztą młodzieży szkolnej i nie ma wyrobionego zdania o Izabeli Łęckiej z Lalki Prusa (dla powtórki polecam w wolnej chwili zajrzeć na fanpage Stanisława Wokulskiego na Facebooku, łapcie i bawcie się!)? Kto nie pamięta wywożonej na taczce Jagusi z Chłopów? Kto z nas, choć przez kilka wersów, nie liczył sylab w Panu Tadeuszu z cichą nadzieją złapania autora na błędzie (ja poddałam się w połowie Inwokacji, chapeau bas panie Mickiewicz)? Kordian Słowackiego natomiast jest generalnie o tym, że chłopak z Mount Everestu przybył do Warszawy na chmurce, a Wesele Wyspiańskiego to… jeden wielki symbol. Niezrównany Robert Górski idealnie podsumował go w programie Historia literatury według Kabaretu Moralnego NiepokojuTo jest wesele? Tu jest gorzej niż w muzeum, niczego nie można dotknąć, wszystko jest symboliczne. Fruwa po chałupie jakaś słoma, nie można tego dotknąć, bo oczywiście to jest jakiś symbol! Symbol odrodzenia Polski!

Ale to właśnie Wesele (gdzie, idąc dalej za Górskim, wygięty widelec może być symbolem braku powstańczej broni) stało się moją ukochaną lekturą. Nie od razu, oczywiście, najpierw spędziłam kilka godzin, czytając je na głos i próbując zrozumieć, o co w zasadzie chodzi. Dopiero po przeczytaniu dziesiątek interpretacji i analiz, w głowie zapaliła mi się lampeczka i pomyślałam – brawo, Stanisławie Wyspiański (swoją drogą, kto jeszcze nie wie, to właśnie Wesele zostało wybrane na lekturę Narodowego Czytania 2017!). Lalkę Prusa, choć z początku odstraszała mnie grubością, przeczytałam – i doceniłam. I wcale nie dlatego, że mnogość wątków pozwala na użycie jej jako argumentacji w dużej części tematów maturalnych. Za Wokulskiego, z którym czasem się utożsamiam, a który balansuje na krawędzi romantyka-pozytywisty, za sentymentalne wywody Rzeckiego, nawet za tę nieszczęsną Izabelę, którą uważam jednak za jedną z najciekawszych i najlepiej napisanych postaci kobiecych w polskiej literaturze. Podobnie Quo Vadis Sienkiewicza, przy którym z początku chciało mi się płakać z bezsilności (zanim bowiem przeczytałam tłumaczenie tego, kim był arbiter elegantiarum lub gdzie położona była Heraklea Pontyjska, zdążyłam już zapomnieć, o czym w ogóle czytam), uważam dziś za jedną z najlepszych powieści, jakie miałam okazję przeczytać. A scenę śmierci ukochanego Petroniusza i Eunice za jedną z najpiękniejszych w ogóle.

Kadr z filmu Wesele, reż. Andrzej Wajda, 1972

Onirystyczne wizje Brunona Schulza w Sklepach cynamonowych, absurdalne sytuacje w Procesie Kafki, nowelki Orzeszkowej, ciarki na całym ciele przy Panu Tadeuszu, rozchodzący się wszędzie zapach wiosny, gdy na zalanym słońcem balkonie czytałam Goethego… Zdaję sobie sprawę, że gdyby nie z góry narzucony obowiązek sięgnięcia po owe lektury, być może nigdy nie zdecydowałabym się na ich przeczytanie. Gimnazjalne Stowarzyszenie umarłych poetów pochłonęłam z pasją po raz kolejny, gdy parę tygodni temu moja młodsza siostra przyniosła je do domu i z grymasem na twarzy rzuciła: muszę to przeczytać. Robi takie samo wrażenie, jak za pierwszym razem. A może nawet większe – trochę się przecież dojrzało, trochę bardziej otworzyło umysł. Zostając jeszcze na moment przy Stowarzyszeniu…, a jednocześnie podsumowując to, co napisałam, zmienię nieco słowa Johna Keatinga i napiszę: czytamy książki nie dlatego, że to zabawne, lecz dlatego, że jesteśmy ludźmi, a ludzie wypełnieni są pasją.

A jak zabraknie nam pomysłów na wypracowanie, zawsze możemy napisać coś o Izabeli, Starskim i pociągu do Krakowa. I pamiętajmy, maturzyści, że Słowacki wielkim poetą był!

1 Komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany