Zakochany Goethe, czyli odwieczny temat zakazanej miłości

Któż nie zna romantycznej historii nieszczęśliwie zakochanego mężczyzny, którego uczucie nieuchronnie doprowadziło do tragedii – Wertera? Miłość jest wymagająca z definicji. Według innych jest to utopia, dla kolejnych źródło inspiracji dla twórczości, natomiast według pozostałych – powodem, dla którego jeszcze egzystują. Oczywistością jest stwierdzić fakt, że powieść epistolarna Cierpienia Młodego Wertera, napisana w roku 1774 przyniosła nie tylko sławę Johannowi Geothemu, ale również kolejne wspaniałe dzieło literackie dla przyszłych pokoleń.

Film Zakochany Goethe w reżyserii Philippa Stölzla momentalnie zwrócił moją uwagę podczas intensywnego poszukiwania kontekstów do matury z języka polskiego. Jako osoba, dla której niezwykle istotna jest synteza interesującej fabuły i wizualnej kwestii dzieł, byłam zachwycona ujęciami natury czy kostiumami bohaterów. Warto mimo wszystko zaznaczyć, że podstawą wartościowego kina jest umiejętnie opowiedziana historia, co reżyserowi tego filmu zdecydowanie się udało. Johann Goethe (Alexander Fehling) pochodzi z rodziny prawniczej. Z tego względu jest zmuszony uczęszczać na praktyki prawnicze, aby zadowolić ambitnego ojca. Pomimo swej pewności o zostaniu pisarzem, musi dbać o reputację rodziny. W pewnym momencie swego życia poznaje uroczą młodą kobietę – Lottę Buff (Miriam Stein). Uczucie między nimi z czasem rośnie, co staje się początkowo ucieczką mężczyzny od szarej codzienności, aż w końcu inspiracją do tworzenia poezji. Romans rozkwita niczym kwiat, jednak wiadomość o zamążpójściu Lotty z innym załamuje Goethego. Jak historia potoczy się dalej? Zakochany Goethe to nie ekranizacja najważniejszego dzieła niemieckiego poety, ale biografia Johanna Wolfanga Goethego, będąca natchnieniem do napisania tak wpływów książki , jaką są Cierpienia Młodego Wertera.

Osobiście, nienawidziłam sposobu, w jaki Werter postrzegał rzeczywistość. Jego częste zmiany humoru, połączone z idealizacją Lotty, skutecznie tłumiły mój entuzjazm podczas czytania książki. Epoka romantyzmu podczas przygotowań do matury, wiązała się ze zbytnią eskalacją emocji, które można wyczytać między wierszami lub zobaczyć w zamaszystych pociągnięciach pędzlem na obrazach. Wspomniany film całkowicie zmienił moją opinię.

Warto przede wszystkim skupić się na dobranej ścieżce dźwiękowej autorstwa Ingo Frenzela. Łagodne dźwięki przenoszą w świat sielanki, gdzie nie liczy się żaden konsensus społeczny, czy opinia innych. Muzyka potęguje uczucie, które zrodziło się między wspomnianymi już kochankami, a widz ma możliwość poczuć magię zakochanych. Kiedy kończy się melodia, jednocześnie kończy się ich marzenie o wspólnym życiu. Nie mogą. Nie jest im to pisane. Film obejrzałam ponad rok temu, jednak wracam do niego co jakiś czas, aby stać się zarówno świadkiem kunsztu filmowego, jak i obserwatorem relacji – nieszczęśliwej, ale na swój sposób przepięknej. Recenzowany film udostępniony jest na Youtube (polskie napisy), więc bezproblemowo można dać zaczarować się ukazanemu uczuciu, którego większość z nas chce doświadczyć – choćby przez krótką chwilę. Słowa Lotty podsumowują całą historię: Zawsze będziemy razem. Nie w życiu, ale w poezji.

Małgorzata Światlak

Zafascynowany muzyką diabeł, który lubi dobrą kawę i wciągającą książkę o psychologii. Aspirująca poliglotka. Freak.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany