Na mojej półce z książkami: „Bezcenny”, „Blizna”, „Wyspa Łza”

Czytałam: Bezcenny – Zygmunt Miłoszewski

ff8409df-08a5-477f-8772-8f3ab993ef4f

Zygmunt Miłoszewski, znany z kontrowersyjnego wystąpienia podczas odbierania nagrody Paszportów Polityki i serii kryminałów o prokuratorze Teodorze Szackim, tym razem pokusił się o napisanie powieści sensacyjnej. Tematyka zaginionego podczas II wojny światowej obrazu Portret Młodzieńca Rafaela Santi i wznowionego po latach procesu poszukiwań wielkiego dzieła skusiła mnie – entuzjastkę historii i zagadek wszelkiego typu – natychmiastowo.

Polskie władze dostają cynk, że zostało odnalezione jedno z największych dzieł sztuki, jednak nie można go tak po prostu odzyskać. Włodarze szykują trudną, nie do końca legalną misję, a do jej wykonania potrzebują specjalnej grupy ludzi. Stworzą ją dr Zofia Lorentz, historyk sztuki i urzędniczka Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Karol Boznański, rzutki marszand, Anatol Gmitruk, przechodzący na wcześniejszą emeryturę major służb specjalnych oraz Lisa Tolgfors, szwedzka złodziejka, specjalnie na tę okazję zwolniona z odsiadki w polskim więzieniu. Należy przyznać, że autorowi udało się stworzyć cztery wyraziste i nietuzinkowe postacie, a ich wzajemne relacje stanowią równorzędny wątek dla tego głównego, czyli międzynarodowej pogoni w ślad za Młodzieńcem.

Bezcenny został wydany pomiędzy Ziarnem prawdy a Gniewem i przerzucając kolejne strony można odczuć, że książka ta stanowiła dla Miłoszewskiego swego rodzaju odskocznię i przerywnik od przygotowywania kolejnych części trylogii. Nie wiem, być może jest to wina edytora, ale w niektórych miejscach powieść napisana jest trochę niedbale, zdarzają się powtórzenia i fragmenty, które nic nie wnoszą. Pierwsza część pozycji jest trochę przegadana, jednak akcja zdecydowanie przyspiesza na ostatnich dwustu stronach książki i muszę przyznać, że wtedy trudno było mi się od niej oderwać. Miłoszewski narzucił filmowe tempo akcji, co rusz częstował nas zaskakującymi zwrotami akcji, a zakończenie zaspokoiło moje czytelnicze oczekiwania.

Czytam: Blizna – Anthony Kiedis

blizna-b-iext43263465

Chyba każdy z nas kojarzy zespół Red Hot Chili Peppers i słyszał ich niektóre kawałki, jak chociażby Californication, Under The Bridge czy Otherside. Ja również zaliczałam się do tego typu słuchaczy aż do czasu ubiegłorocznego koncertu grupy na Open’erze. Wtedy zachwyciłam się niesamowitą energią, świetnym brzmieniem i umiejętnościami instrumentalnymi panów z Kalifornii (w szczególności basisty Flea). Występy na żywo dzielę na takie, podczas których można skakać, tańczyć, śpiewać i ogólnie wybawić się za wszystkie czasy oraz na takie, podczas których po prostu stoi się i słucha, a dźwięki wkradają się w każdą komórkę naszego ciała. Później zabieramy je ze sobą do domu i już nie możemy się od nich uwolnić. Tak było w tym przypadku. Wówczas rozpoczął się okres mojej fascynacji Red Hotami. Uwielbiam ten czas, kiedy jakiś temat, który zmienia się średnio co pół roku, pochłonie mnie na tyle, że z uporem maniaka wciąż i wciąż go zgłębiam.

W poznawaniu dziejów zespołu okazała się nieodzowna autobiografia wokalisty Anthony’ego Kiedisa, który opisuje swoją młodość, początki zespołu i moment, w którym cała machina nabrała rozpędu. Uwielbiam tego typu pozycje, które pozwalają poznać życie twórców od kuchni. Blizna jest o tyle interesująca, co trudna. Z jednej strony to wspaniała przygoda dowiadywać się, jaka historia stoi za każdą piosenką i co inspirowało muzyków w danym momencie ich kariery. Z drugiej strony nie można ukryć, że członkowie bandu kierowali się zasadą sex, drugs & rock’n’roll, a Kiedis nie żałuje czytelnikowi szczegółów. Z brutalną wręcz szczerością pisze o swoich relacjach z ojcem, który był dilerem narkotykowym i obsługiwał m.in. takie gwiazdy, jak Led Zeppelin, przez co Tony bardzo szybko uzależnił się heroiny i kokainy, o swoich podbojach miłosnych, tragicznej śmierci pierwszego gitarzysty Hillela Slovaka, wspólnej trasie z Nirvaną i Pearl Jam czy odejściu z zespołu Johna Frusciante.

Blizna to doskonały portret świata muzycznego lat 80. i 90. ubiegłego wieku. Jej czytanie to żmudny, ale jakże pasjonujący proces, bo najpierw przesłuchuję każdą płytę kapeli utwór po utworze, oglądam nagrania z koncertów, by dopiero później zweryfikować swoje wrażenia z wspomnieniami Kiedisa utrwalonymi na papierze.

Przeczytam: Wyspa Łza – Joanna Bator

2fd5a959-a145-4937-a4e4-6ace08f27fef_900x

Uwielbiam polskich pisarzy. Mam swoje ulubione nazwiska, których wszystkie książki czytam po kolei i wiem, że się nie rozczaruję. Jednym z nich jest Joanna Bator, laureatka Nagrody Nike za powieść Ciemno, prawie noc, która była dla mnie absolutnym literackim objawieniem. Autorka nakreśliła w niej zachwycający obraz mrocznego i tajemniczego Wałbrzycha, w którym przeszłość miesza się z teraźniejszością, a bohaterów dopadają ich najbardziej skrywane lęki. Również w Piaskowej Górze i Chmurdalii nakreśliła obraz perypetii rodzinnych nierozerwalnie związanych z tym śląskim miastem, w którym sama się urodziła. Chociaż tym razem twórczyni zabierze nas nie do Wałbrzycha, a na odległą Sri Lankę, to nadal słowem najczęściej odmienianym przez przypadki będzie mrok.

Pisarka i fotograf Adam Golec, którego przepiękne zdjęcie zdobi okładkę książki, wyruszą śladem zaginionej Sandry Valentiny, po której słuch zaginął w 1989 roku. Tam, gdzie kończy się jej trop, zaczyna się mroczna opowieść o miłości, samotności i pisaniu – możemy przeczytać w zapowiedzi powieści i muszę przyznać, że tego typu historie zawsze niezdrowo mnie ciekawiły, ale chyba nie tylko mnie. Przyprószone odpowiednią dozą tajemniczości elektryzują wielu od lat. Zapowiada się rewelacyjnie.

Karolina Kozłowska

Muzyka daje jej wolność, a ulubione kawałki są jak najlepsi przyjaciele. Będąc na koncercie czuje, że znajduje się we właściwym miejscu i czasie.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany