Nie tylko czarno na białym – o filmie „Ja, Olga Hepnarova”

KasiaJa, Olga Hepnarova jest zdecydowanie bardziej czeskim aniżeli polskim filmem. Traktuje w końcu o antybohaterce zza naszej południowej granicy. A jednak muszę powiedzieć, że to chyba najbardziej udana koprodukcja ostatnich lat. Po seansie filmu trudno wyobrazić sobie inną aktorkę niż Michalina Olszańska w roli tytułowej Olgi i zdjęcia, które mogłyby finalnie wyglądać inaczej niż te autorstwa Adama Sikory. Polacy wnieśli nieoceniony wkład w efekt końcowy, jednak nie należy zapominać, że Ja, Olga Hepnarova jest filmem, nad którym przez lata pracował czeski duet Tomas Weinreb i Petr Kazda. Miałam okazję zobaczyć film bardzo przedpremierowo, bo jeszcze w maju w trakcie 18. Przeglądu Filmowego Kino na Granicy w Cieszynie. Po seansie długo milczałam i rozmyślałam o tym, co właśnie zobaczyłam. I chociaż prezentowana historia jest bolesna zwłaszcza dla czeskiej widowni, przez moment mogłam się z Czechami utożsamić.

Justyna: Dużo łatwiej jest ten film zrozumieć, myśląc o Oldze Hepnarovej jako o rzeczywistej postaci – z jej autentyczną historią, tak jak piszesz, bliską zwłaszcza mieszkańcom Czech. Wówczas możemy mówić o analizie psychologicznej zbrodniarki i tej faktycznie trudno nie docenić, choć i tego tematu nie potraktowano zbyt wnikliwie. Gdybym jednak rozpatrywała ją wyłącznie jako postać filmową…cóż, bardzo mnie wymęczyła, niestety w negatywnym tego słowa znaczeniu. Sama technika czarno-białych, wolnych, minimalistycznych kadrów, celowo wydłużone sceny – to nie jest kino, za którym szczególnie przepadam i o ile w wielu filmach znacznie łatwiej się temu poddawałam, o tyle historia Olgi momentami nieznośnie mi się dłużyła. Po seansie natomiast widziałam na sali wzruszone do łez kobiety. Tylko czy ta bohaterka faktycznie z założenia miała budzić jakiegoś rodzaju współczucie? Jej przemówienie o chłopcu do bicia, o tym że chce stać się przykładem dla takich jak ona, odtrącanych przez społeczeństwo, nie wzbudziło we mnie poczucia chociażby częściowego zrozumienia dla jej zachowania. Nie chcę postawić się w tym momencie na pozycji zwolenniczki kary śmierci, bo nie o to tu chodzi. Mam na myśli fakt, że całe zakończenie i ładunek emocjonalny, tak różnie odczuwany przez każdego widza, pozostawił we mnie wiele wątpliwości, zwłaszcza że moja granica wzruszenia jest bardzo cienka. Tym razem nie udało jej się jednak przekroczyć.

tumblr_o6icczPLdM1tkt50so4_r1_1280

Kasia: Dla lepszego zrozumienia tego, o czym piszemy, przedstawię pokrótce historię Olgi, która została przedstawiona w filmie. Olga Hepnarova żyła w komunistycznej Czechosłowacji w latach 1951-1975. Całe życie towarzyszyło jej uczucie wyobcowania i braku akceptacji. Nie miała łatwych relacji rodzinnych, w zasadzie ciężko mówić o jakichkolwiek przyjaźniach. Była lesbijką i nigdy nie udało jej się doznać spełnienia w miłości. Ze złamanym sercem, ganiona i wyalienowana podjęła przerażający krok. W 1973 roku wynajęła ciężarówkę, którą wjechała w tłum oczekujących na przystanku w Pradze pasażerów, zabijając tym samym 8 osób. Próbowano wmówić jej chorobę psychiczną, jednak sama Olga usilnie powtarzała, że jej akt miał zwrócić uwagę na ludzi takich jak ona – niezrozumianych, wzgardzonych, zapomnianych przez społeczeństwo. Hepnarova przeszła do historii jako zbrodniarka, ale i jako ostatnia kobieta, na której wykonano karę śmierci w Czechosłowacji. Odwołując się do tego, o czym pisałaś – długich ujęć i powolnej akcji. Ja z kolei jak najbardziej kupuję ten koncept. Może dlatego, że moje serce należy do starych filmów, a oka nie dziwią już kilkunastominutowe mastershoty. Cenię bardzo, że twórcy zdecydowali się na film z epoki, robiąc go dokładnie w taki sposób, w jaki zrobiliby, żyjąc w czasach Olgi. Po pierwsze decydując się na czerń i biel, wybierając niespieszne prowadzenie historii, powolny montaż i ciszę. Nie wiem, czy zauważyłaś, ale to film, w którym słowa padają zdawkowo, a ścieżka dźwiękowa w ogóle nie zapada w pamięci.

Justyna: Zgodzę się, że cała koncepcja była ciekawa i faktycznie przeniesienie na ekrany klimatu filmów z czasów współczesnych Oldze Hepnarovej, zdecydowanie się powiodło. Tylko dlaczego zrezygnowano z ukazania realiów, panujących w społeczeństwie, którym tak bardzo gardziła bohaterka? Dlaczego jej relacje z rodziną zepchnięto nawet nie na drugi, ale jakby zupełnie na trzeci plan? Dla mnie to wielka strata dla tej produkcji i jeden z elementów, który utrudnił mi zrozumienie tej postaci. Doprowadziło mnie to do jak mniemam niewłaściwego wniosku, że u podstaw problemów Hepnarovej leżał jej homoseksualizm i problemy ze znalezieniem ukochanej, najsilniej przez twórców zaakcentowane.

Trzeba jednak podkreślić, że największym atutem filmu była fantastyczna gra aktorska Michaliny Olszańskiej, budującej postać na każdej płaszczyźnie – nie tylko słów i przeżyć, ale również sposobu poruszania się, mówienia. Jej Hepnarova, z wiecznie pochyloną głową, spoglądająca na ludzi spode łba, dała poczucie dobrze odrobionej przez aktorkę lekcji i w pełni podpisuję się pod stwierdzeniem wielu krytyków, że jest to odkrycie młodego, polskiego 6670aktorstwa. Tak szczegółowe zbudowanie postaci to wielka sztuka, zwłaszcza gdy w grę wchodzi postać o niełatwej osobowości i dość skomplikowanym życiorysie. Problem pojawia się jednak w momencie, gdy jej sposób bycia i wszystko, co ją otacza – niemal całkowity brak muzyki, zapadająca nierzadko głęboka cisza – zaczyna widza przytłaczać, miejscami nużyć, jeśli w grę wchodzą kolejne już z rzędu ujęcia palącej lub patrzącej tępo przed siebie bohaterki. Jednak jak wspomniałam – to wyłącznie moje subiektywne odczucie, jak widzisz dosyć trudne do wyjaśnienia, bowiem trudno spierać się z czymś, co było faktycznym założeniem artystów. Do mnie przekaz emocjonalny płynący z tego obrazu zwyczajnie nie dotarł, być może ze względu na niewłaściwy czas, w jakim film ten oglądałam, a być może, że tego rodzaju kino do mnie nie przemawia. A może po prostu taka niestandardowa, wyrywkowa formuła prezentowania poszczególnych scen, odegrała tu jakąś rolę…

Kasia: Po raz kolejny muszę pokłonić się twórcom za odważny pomysł i jego konsekwentną realizację. Czytałam ostatnio, że jeszcze przed zapadnięciem decyzji o koprodukcji, pewne było, że Olgi nie zagra Czeszka ani Słowaczka. Reżyser chciał tym samym wzmocnić efekt wyobcowania głównej bohaterki, a nie można wyobrazić sobie lepszego sposobu niż umieszczenie zagranicznej aktorki w środku obcej rzeczywistości i odmiennego języka. Zgodzę się z Tobą, że duży nacisk położono na wątek homoseksualizmu Olgi, zabierając tym samym widzowi możliwość argumentowania finalnego czynu bohaterki innymi problemami. Z drugiej strony, miało to zapewne na celu w oczywisty sposób podkreślenie odrębności bohaterki. Długie ujęcia – setki wypalonych przez Michalinę papierosów, rozciągnięte w czasie spojrzenia w pustkę, o których wspominałaś, zbudowały we mnie ciągły niepokój w trakcie seansu. Wiedziałam bardzo dobrze, jaki finał czeka Hepnarovą i tym bardziej w tej ciszy, spokoju i monotonii paradoksalnie narastało napięcie. Jestem daleka od utożsamiania się w jakikolwiek sposób z bohaterką, ale muszę przyznać, że opuściłam salę kinową z ciężką głową pełną myśli. Sama postać na przemian denerwowała mnie, to wzbudzała współczucie. Cieszę się, że Weinreb i Kazda wywołali tak trudny temat, już nie tylko w kontekście samego wydarzenia w Pradze, ale i w ogóle, mówiąc o odrębności i wykluczeniu społecznym.

Justyna: Ja znów daleka byłam od współczucia Hepnarovej, ze zrozumieniem traktując natomiast słowa – i teraz musisz mi wybaczyć, ale nie pamiętam czy lekarza, czy prawnika – który zasugerował dziewczynie, że może wszystko, o czym mówi, nieco wyolbrzymia. Przyznam że tego rodzaju myśli nachodziły mnie kilkukrotnie w trakcie oglądania: że Olga opowiadając o swoim ogromnym wyobcowaniu i odrzuceniu, w rzeczywistości nieco nad wyrost traktuje pewne rzeczy, które jej się przytrafiły. Z drugiej strony czytając artykuły o reportażu Ja, Olga Hepnarova Romana Cilka, już po obejrzeniu filmu, otrzymałam dużo więcej informacji o wątpliwościach, jakie towarzyszyły młodej kobiecie, o jej psychice. Obraz Weinreba i Kazda dostarczył mi niestety wielu obrazów, bardzo uproszczonych historii, a zbyt mało prawdziwych emocji, dogłębnych analiz postaci. Młody duet reżyserski postawił na zbyt proste, jak na moje oczekiwania, rozwiązania. 

Kasia: W tym momencie nasuwa mi się zamieszanie wokół Ostatniej rodziny, a mianowicie wzniesiona dyskusja na temat tego, co twórca może, a co powinien. W tym przypadku, rodzina bohaterów filmu Matuszyńskiego miała zastrzeżenia, że scenarzysta pominął zbyt wiele wątków i przedstawił obraz Beksińskich subiektywnie. Łatwo odnieść podobne wątpliwości rozmawiając o Oldze. Takie prawo, a wręcz obowiązek twórcy, by nie ulegać sztampie i powszechnym oczekiwaniom. Być może wiernie prowadzona, linearna historia Olgi nakreśliłaby bardziej wiarygodny portret bohaterki, jednak takie, a nie inne sceny pojawiły się zgodnie z założeniami twórców, które warto poddać dyskusji. Swoją drogą, finalnie film miał trwać dwa razy dłużej, być może sam montaż zweryfikował ostateczną wersję filmu, a wśród wyciętego materiału, znalazłyby się sceny, które stanowiłyby uzupełnienie, o którym mówisz i którego jako widz potrzebowałaś.


Kasia Siewko

Zakochana w Katowicach i brzydkiej architekturze. Zapytana o ulubioną poetkę od wielu lat odpowiada- Poświatowska.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany