Dwaj prawnicy – jeden dyplom, czyli wszystko o serialu „Suits”

Karolina: Istnieją dwa sposoby oglądania seriali. Albo cierpliwie czeka się tydzień po tygodniu na nowy odcinek, albo urządza sobie raz na jakiś czas kilkudniowy maraton. Każdy z nich ma plusy – w tym pierwszym przypadku oczekiwanie sprawia, że rozkoszujemy się każdą minutą następnego epizodu, natomiast ten drugi jest najlepszy dla osób ciekawskich, które pragną jak najszybciej dowiedzieć się, co wydarzyło się w kolejnym odcinku. Ja swoją przygodę z serialem Suits rozpoczęłam podczas przerwy świątecznej bodajże dwa lata temu i od razu pochłonęłam kilka sezonów. Myślę, że ten sposób wpłynął na moją natychmiastową fascynację tą błyskotliwą opowieścią o nowojorskich prawnikach. A jak było w Twoim przypadku?

Gosia: To było w drugiej klasie liceum. Styczeń. Minusowa temperatura, za oknem śnieg, który nie pozwalał na jakiekolwiek wyjście na zewnątrz. W przypływie desperacji szukałam odpowiedniego serialu na właśnie taką pogodę, który sprawia, że nie tylko z niecierpliwością oczekujemy kolejnych odcinków, ale przede wszystkim kształtuje on pewien światopogląd u widza. Suits był strzałem w dziesiątkę. Minęły już dwa lata od tej chwili, a ja wciąż czuję podekscytowanie za każdym razem, kiedy na ekranie pojawia się jeden z głównych bohaterów – Harvey Specter. Jak opisałabyś złożoną fabułę W garniturach?

Karolina: W przypadku większości seriali po obejrzeniu pierwszego odcinka czujemy zaciekawienie, dlatego śledzimy kolejne. Natomiast premierowy epizod Suits od razu zwala z nóg. Scena w hotelu, gdy Mike Ross ucieka, aby nie wpaść za handel marihuaną, przypadkiem trafia na rekrutację Harveya i popisuje się swoją fotograficzną pamięcią – mistrzostwo świata! Takie jest właśnie całe W garniturach, naszpikowane nagłymi i zaskakującymi zwrotami akcji. Nie uważasz jednak, że zawiłe i intrygujące prawnicze problemy stanowią tylko pretekst, aby bohaterowie mogli popisać się swoją inteligencją, sprytem i zaangażowaniem? Sprawy klientów kancelarii Pearson/Hardman (później Pearson/Specter/Litt) są tłem dla ukazania skomplikowanych relacji pomiędzy wyrazistymi, głównymi postaciami.

Gosia: Sądzę, że każdy widz może utożsamić się z bohaterami tego serialu. Fabuła,  pochłaniająca od pierwszych chwil, porównywalna jest z grecką areną, na której rozgrywane są zarówno kwestie sądowe, jak i sprawy codzienności. Dane jest nam w tych momentach obserwować rozterki, pragnienia oraz problemy postaci, pojawiające się niespodziewanie – jak w życiu. Osobiście odnajduję cząstkę siebie w szefowej, Jessice Pearson, we wspomnianym Harveyu oraz Donnie Paulsen, będącej centrum dowodzenia kancelarii. Ponadto, osobowości tychże osób zmieniają się dynamicznie. Fakt ten pozwala nam na refleksję nad poprzednimi sezonami oraz zachęca do obserwacji ich dalszego rozwoju.  A ty, z kim się identyfikujesz?

Źródło: Frostmagazine.com

Karolina: Myślę, że po części z każdym z bohaterów. Oni wszyscy zmagają się ze swoimi demonami, popełniają błędy, próbują podnieść się po porażkach – jak każdy z nas. Jednak najbardziej podziwiam to, że w tych trudnych momentach potrafią być wobec siebie lojalni i zawsze stanąć za sobą murem. Sama studiuję prawo, więc oczywiście w przyszłości chciałabym być tak piekielnie skuteczna i bystra jak Harvey, który nie boi się zaryzykować, ale też tak wytrwała i nieustępliwa w dążeniu do celu jak Jessica. I oczywiście bardzo, bardzo zazdroszczę Mike’owi tak genialnej pamięci! Niesamowita Donna, która potrafi czytać ludzi jak z otwartej księgi, stanowi największą ozdobę tego serialu. A co sądzisz o postaciach Louisa i Rachel?

Gosia: Louis Litt początkowo wydawał mi się jedną z najbardziej irytujących postaci w serialu, zważając na sposób, w jaki traktował podwładnych. Jednak wraz z rozwojem fabuły zaczęłam postrzegać jego osobowość jako uroczą, pełną ukrytego romantyzmu oraz czułości. Któż nie posiada lub nie pożąda takich właśnie cech u siebie? Rachel Zane jest – jak ja – (czasem przesadnie) ambitną osobą. Jej marzenie o zostaniu prawnikiem każdego dnia motywuje ją do działania i wielogodzinnej nauki. Pomimo wielu niezdanych egzaminów wstępnych na studia, dąży do osiągnięcia celu i to bardzo cenię, także u osób, które spotykam w rzeczywistości. A teraz o muzyce! Przez te kilka lat poszukiwania ścieżek dźwiękowych z epizodów tego serialu, trafiłam na tak fantastyczne utwory, będące do dziś na szczycie mojej playlisty. Charakterystyczna czołówka Greenback Boogie momentalnie przenosi mnie w świat nowojorskiej kancelarii a twórczość Charles’a Bradley’a przypomina mi o wartościach, jakimi kieruje się Harvey Specter- I’m not about caring, I’m about winning. O sztuce jaką jest muzyka mogłabym pisać godzinami, jednakże ciekawi mnie, jakie są Twoje ulubione utwory.

Karolina: Również uwielbiam wspomniane przez Ciebie utwory! Piosenka z czołówki połączona ze świetnie zmontowanym obrazem idealnie oddaje klimat serialu. Zresztą cała ścieżka dźwiękowa perfekcyjnie wkomponowuje się w ekranowe wydarzenia. Moim absolutnym faworytem jest kawałek Death Valley formacji My Jerusalem. Przyznam, że wcześniej jej nie znałam, ale od razu zaskarbiła sobie moją sympatię. Na pewno byłyby to też numery zespołów, których słucham już długo i bardzo je lubię: The Black Keys Gold On The Ceiling, Foster The People Pumped Up Kicks, Yeah Yeah Yeahs Sacrilege oraz Kaiser Chiefs Good Days Bad Days. Wskazałabym też Love Me Again Johna Newmana. Chociaż początkowo za nią nie przepadałam i męczyła mnie jej popularność, gdy wciąż i wciąż była puszczana w radiu, muszę przyznać, że w połączeniu z zapowiedziami kolejnych odcinków Suits zaczęła mi się podobać. Nabrała nowej wartości, bo kojarzyła mi się z przyjemnym dreszczykiem emocji, który mimowolnie czułam zawsze na myśl o nowym epizodzie ukochanego serialu.

Gosia: Jednym słowem – Suits jest wyjątkowy, zarówno dla prawników, jak i osób, dla których niezwykle istotne jest połączenie inteligentnych dialogów oraz nieprzeciętnej fabuły. Warto zaznaczyć, że obie śledzimy poczynania bohaterów serialu od paru lat, więc to kolejna motywacja, aby zobaczyć choć pierwszy odcinek. W pierwszej chwili uważałam, że to kolejna amerykańska produkcja, nie wnosząca nic wartościowego. Myliłam się. Żyję tym serialem do dzisiaj. Wystarczy powiedzieć – bardzo polecamy i nie możemy doczekać się Waszych opinii!

 

Małgorzata Światlak

Zafascynowany muzyką diabeł, który lubi dobrą kawę i wciągającą książkę o psychologii. Aspirująca poliglotka. Freak.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany