Przejrzyj swoje pamiętniki, a zobaczysz, jaką drogę przeszedłeś

Zawsze wiedziałam, że pisanie pamiętników zapunktuje w przyszłości. Od najmłodszych lat czułam niepohamowaną potrzebę zapisywania przeżyć, tak abym mogła je kiedyś doświadczyć na nowo. Bez fałszu, bez zwracania uwagi na błędy stylistyczne i ortograficzne. Pisałam jak czułam. A jako osoba nadwrażliwa, czułam wszystko mocniej, więc i ta treść w pamiętnikach jest potwornie prawdziwa, niezmącona fałszem. Co ważne, nigdy też nie bałam się, że ktoś to przeczyta, stąd może wynikać to zero-jedynkowe podejście do sprawozdań.

Od kilku lat nie mieszkam w rodzinnym domu, ale sporą część prywatnych przedmiotów z miłą chęcią i premedytacją tam zostawiłam. To swego rodzaju skarbnica, sejf, szafka wspomnień, którą otwiera się raz na jakiś czas. To coś na kształt najpyszniejszego ciastka na świecie, które swoją wyjątkowość i niepowtarzalny smak zawdzięcza tylko i wyłącznie temu, iż zjada się je od czasu do czasu.

Regularnie, raz na miesiąc, może na dwa, otwieram komodę w moim pokoju (tym w rodzinnym domu) i widzę kilkanaście przeróżnych notesów, skoroszytów, kalendarzy, zeszytów. Do wyboru, do koloru: od małego notesiku, przez zeszyt na kółkach, obskurny bloczek A4, fioletowy gruby notes (największy ze wszystkich), aż po pamiętniki na kłódeczkę (z kluczykiem oczywiście) i minizeszyty (5x5cm). Każdorazowo kiedy zaglądam do któregoś z wybranych pamiętników, zerkam na przypadkowe strony, wczytując się w zapisaną dziecięcym pismem treść, napełniam się tęsknotą. Za ludźmi, którzy na pewnych etapach mojego życia odgrywali ważną rolę, by po jakimś czasie z niego odejść. Za miejscami, które z radością odwiedzałam i które w owym czasie były najważniejszymi punktami na mapie atrakcji. Za rozmowami, które dokładnie spisywałam w odpowiedniej kolejności (pisałam całe dialogi!) na wówczas białych kartkach, teraz lekko pożółkłych i zjedzonych przez upływający czas. Za przeżyciami, które obecnie nie wpłynęłyby na moje życie, a wtedy wywracały je do góry nogami. Przeżycia siejące emocjonalne rewolucje, zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Kartkuję i czuję tęsknotę za przeszłością, za tym, że niektórych chwil już nie można powtórzyć. Dlaczego? Bo życie biegnie wciąż do przodu, zmieniamy się my i nasi znajomi. Zmieniają nas doświadczenia, a co za tym idzie – zmieniają nam się priorytety.

Teraz, gdy zaglądam do tej komody w moim dawnym pokoju, dowożąc raz w roku kolejny notes, mam poczucie, że życie przeżywam na dwóch płaszczyznach: realnej i tej na kartkach papieru. Pamięć bywa zawodna, o czym wiemy doskonale, a to moje papierowe życie będzie obecne dopóki pamiętniki fizycznie nie zginą.

Uważam to za moją minimoc, że przez 13 lat nieustannie oddaję się wieczornej tradycji pisania. Piszę o życiu, nie tylko swoim. Ludzie! Nawet nie macie pojęcia (i nie będziecie mieć), jak często pojawiacie się w tych moich dziennikach. Królujecie tam, odgrywając niekiedy pierwszoplanowe role. 

Niektórzy dziwią się i wybałuszają oczy na wieść o tym, że pamiętniki prowadzę więcej niż pół życia. Szczerze? To ja się dziwię, że oni się dziwią, bo dla mnie to niesamowite i cenne przeżycie, móc zgłębiać zawartą tam treść i obserwować jak zmienili się moi bliscy, jak wszystko wokół się zmieniło.

I jakie zmiany dotknęły mnie samą.

 

Milena Fringee

Kojarzę słowa w pary - żongluję nimi, na pozór karłowate, scalam w finezyjne duety

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany