Nowy rok – (nie) nowa ja

1. Przestań oglądać telewizję.

2. Przestań jeść w fast-foodach.

3. Przestań jeść pizzę i frytki.

4. Przestań jeździć samochodem tam, gdzie możesz szybko dojść na nogach.

5. Czytaj przynajmniej jedną książkę miesięcznie.

6. Zapisz się na zajęcia/kurs który cię interesuje.

7. Pracuj tyle, aby zarobić na swoje utrzymanie. 

[…]*

Dzień dobry, jestem Justyna A, w sugerowanych stronach wyświetlają mi się gotowe listy postanowień noworocznych. Uffff, dobrze, że punkty od 1 do 4 mnie nie dotyczą. Czyli na mojej liście są tylko trzy postanowienia! Nie mogę narzekać – w końcu ktoś zrobił listę za mnie, powinnam się więc cieszyć, że nie muszę już myśleć, kombinować, zastanawiać się, ilu zeszłorocznych postanowień nie zrealizowałam. Nowy rok – czysta kartka – nowa ja. Otóż nie.

Nie jestem nowa, bo ciągle wyrastająca z tego, co działo się w poprzednich latach. 2016 był rokiem trudnym pod wieloma względami. Do mnie zapukała dorosłość, co wydaje się już wystarczająco bolesne. Słyszę: nowy rok-nowa ja i zaczynam się krzywić. To tak jakbym była w stanie, po przekroczeniu magicznej daty 31.12, stać się innym człowiekiem, oddzielić grubą kreską to, co działo się poprzedniego roku, uciec od siebie, wmówić sobie, że teraz zaprogramuję się w inną osobę. Pewnie, są sytuacje, które warto byłoby zapomnieć, ale wtedy znowu by się powtórzyły, bo to właśnie pamięć porażek chroni mnie przed powtórnym doprowadzeniem do nich.

Czasami mam wrażenie, że roczne bilanse stresują tylko mnie i panie księgowe: inni ludzie wydają się nie mieć z nimi problemu. Ja mam w zwyczaju opisywać skończone etapy, a koniec roku wypada zawsze wtedy, kiedy u mnie trwa jakiś projekt i nie czas na jego podsumowanie. Owładnięta masowymi rocznymi bilansami staram się nie stracić głowy i pamiętać, że żyję w procesie, dlatego sztuczne noworoczne przerywanie go nie ma najmniejszego sensu. W ten sposób uwalniam się od widma podsumowań.

Od kilku lat nie robię list czy planów na nowy rok. Później człowiek znajduje takie zmięte kartki w listopadzie i okazuje się, że wszystko potoczyło się zupełnie inaczej, a codzienny basen, który brzmiał przecież tak realnie 01.01.2016 r., okazał się zlokalizowany wybitnie nie po drodze… Mimo tego, każdego roku wydarza się mnóstwo nieplanowanych rzeczy, takich, które wychodzą naturalnie i okazują się po prostu dla nas dobre.

Ale żeby nie było, że jestem potworem nieśmiejącym się z końcowo-rocznych memów! Nie, no pewnie, że mnie bawią! Ale z tyłu głowy ciągle mam myśl, że to ja decyduję o podsumowaniach, bilansach, postanowieniach. I jeżeli nowy rok daje ten rodzaj magicznej energii do działania, to proszę ją brać! Ale nie bądźmy dla siebie zbyt surowi i pamiętajmy, że najważniejsi jesteśmy w tym wszystkim my – nie jakieś kolorowe kartki zaczynające się od: W 2017 r. na pewno…

Życząc nieuciekania od siebie i więcej wiary we własne „bez-listowe możliwości”, witam się z Państwem jako felietonowy debiutant. Mam nadzieję, że będziemy wzajemnie się czytać i uzupełniać. Wszystkiego dobrego!

* lista pochodzi z tej strony

1 Komentarz
  1. Pełna zgoda co do sztucznego przerywania procesu 🙂 Świadomość, że niczego nie musimy – m.in. zmieniania się, bo tak się powinno robić, jest bardzo uwalniająca.

Zostaw komentarz do Domi Anuluj

Twój adres email nie będzie publikowany