Reżyseria: Wojciech Smarzowski

Mam problem z Wojciechem Smarzowskim. Jego filmy z jednej strony mnie zachwycają, a z drugiej przerażają. Reżyser nie boi się przedstawić w nich polskiego społeczeństwa, ale od tej brzydszej strony. Bezkompromisowo ukazuje nasze narodowe przywary, pięty Achillesowe, bolączki i czułe punkty. Smarzowski w punkt portretuje ludzi – takimi, jacy są naprawdę, a nie takimi, za jakich się uważają. Ale co najważniejsze – zawsze pozostawia im możliwość, aby mogli być takimi osobami, jakimi pragną.

Zawsze jest tak, że poznanie osobowości artysty pomaga w zrozumieniu jego sztuki. Jaki jest więc Wojtek Smarzowski? Jestem nieprzysiadalny – odpowie sam zainteresowany słowami Marcina Świetlickiego. Reżyser nie lubi dużo mówić, a tym bardziej o sobie samym, podczas wywiadów. Woli stanąć z boku i się przyglądać, i zapisywać w głowie zarejestrowane rozmowy. Jest doskonałym obserwatorem i słuchaczem. Twierdzi, że jego kino samo odpowiada na te wszystkie pytania o jego osobę. Właśnie za takie podejście, a także bycie szczerym do bólu, ogromnie go cenię. Przyznać należy, że Smarzowski jest brutalny w kreowaniu swoich filmowych rzeczywistości. Jest trudny, ostry i bezkompromisowy, ale przy tym zdeterminowany i szalenie pracowity. Swoje obrazy pokazuje z typowo męskiej perspektywy, może dlatego są takie mocne i przenikliwe. Chociaż reżyser uparcie podtrzymuje, że w jego filmach spod całej warstwy wszystkich negatywnych aspektów jednak nieśmiało wyziera miłość…

458553_3-1
Kadr z filmu „Róża”

Wesele, Dom zły, Róża, Drogówka, Pod Mocnym Aniołem i Wołyń. Te obrazy po kolei wstrząsały naszym rodzimym kinem. Można pomyśleć, że nie przedstawiały niczego obcego przeciętnemu Polakowi. Jednak znać pewnego fakty, a zobaczyć je uwypuklone na wielkim ekranie – to robi różnicę. Pozwala uświadomić sobie pewne kwestie, a jeszcze inne dogłębniej przemyśleć. 53-latek ukazuje, jak sam mówi, grzechy główne i powszednie Polaków. Rozlicza nas z naszymi historycznymi demonami, chciwością, pychą, małością, podłością, uzależnieniem od alkoholu i zamiłowaniem do załatwiania interesów na boku. Oglądając wyżej wspomniane filmy, ciężko uwierzyć, że podczas swojej reżyserskiej drogi Smarzowski zasiadał za kamerą przy kręceniu telewizyjnych seriali, raczej typowo rozrywkowej natury – Na wspólnej, BrzydUli i Londyńczyków. Pochodzący z Jedlicza twórca odebrał staranne, kierunkowe wykształcenie – jest absolwentem wydziału operatorskiego PWSFTviT w Łodzi, studiował filmoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Warsztat i praca z kamerą Smarzowskiego mieszczą się w określonych ramach, a kadry są raczej proste i surowe. Przyznam, że niekiedy lepiej przypada mi do gustu bardziej płynne prowadzenie kamery, a zachwycają barwne, nieoczywiste i niekiedy oniryczne zdjęcia, jak chociażby w pozycjach Paolo Sorrentino. Lecz taka jest specyfika pracy Smarzowskiego i jest to jak najbardziej uzasadnione historiami, które chce nam opowiedzieć, bo wydaje się, że to właśnie budowanie określonej narracji i tak bardzo wyrazistych postaci stanowi największy atut kina Smarzowskiego.

Kadr z filmu "Pod mocnym aniołem"
Kadr z filmu „Pod Mocnym Aniołem”

Pierwszy raz zetknęłam się z twórczością Smarzowskiego, nie mając nawet pojęcia, że właśnie to robię. Chodzi tutaj o tak charakterystyczny i kontrowersyjny teledysk do utworu To nie był film zespołu Myslovitz, za którego notabene reżyser otrzymał statuetkę Fryderyka. Kawałek został wykorzystany na ścieżce dźwiękowej do filmu Młode wilki ½ i stał się punktem zwrotnym w karierze kapeli. Tekst do numeru został napisany przez Przemysława Myszora, gitarzystę formacji. Był to pierwszy liryk, jaki muzyk popełnił dla bandu z Mysłowic. Był to swego rodzaju protest przeciwko temu, co się działo. Wcieliłem się w bohatera tego utworu. Poczułem się tak, jakbym to ja zrobił coś złego i nagle zdał sobie z tego sprawę, bo byłem pod wpływem kogoś, kto mnie wciągnął. Inspirowałem się wspomnieniami Jonathana Carrolla, który pisał o tym, że w młodości wpadł w złe towarzystwo. Miał „przyjaciela”, który był bardzo złym człowiekiem, wręcz demonem, który przemożnie na niego oddziaływał. Był zdolny do wszystkich złych rzeczy i był w stanie powiedzieć: „Chodź, postrzelajmy dzisiaj do ludzi na ulicy. Zabijmy dziewczyny, ale tylko te najpiękniejsze”. Dość mocno mnie to uderzyło i właśnie z tej perspektywy napisałem tę piosenkę – powiedział mi Myszor. Smarzowski perfekcyjnie zobrazował klimat tej warstwy tekstowej. Zresztą stał się specjalistą od dusznych i skąpanych w ciemności obrazów, w których ukazuje mroczne zakamarki ludzkiej duszy. To właśnie o tej stronie człowieczej natury i tym, że w każdym z nas podobno tkwi ziarenko zła, które pod wpływem niekontrolowanych impulsów może dać przerażający plon, traktuje uwielbiany przeze mnie Dom zły.

Jednak zanim powstał Dom zły, reżyser zabrał nas na polskie, wiejskie Wesele. Historia typowa – młoda dziewczyna zaszła w ciążę, dlatego rodzice postanawiają wydać ją za mąż. Zamożni państwo Wojnarowie nie żałują peelenów, aby wszyscy we wsi na długo zapamiętali tę imprezę. Wiesław Wojnar wyznaję zasadę, że po znajomości, z plikiem banknotów w jednej ręce, a kieliszkiem wódeczki w drugiej, można wszystko załatwić. Delikatnie rzecz ujmując, nie jestem fanką hucznych uroczystości tego typu. Mierzi mnie ich przaśność i pretensjonalność, a do tego jeszcze ta discopolowa muzyka! Może dlatego ta gorzka karykatura zrobiła na mnie tak duże wrażenie, bo w pełni zrozumiałam jej trudne przesłanie „Miłość albo pieniądze”. Co ciekawe, Smarzowski ma swoją stałą ekipę aktorów, z którymi współpracuje przy kolejnych produkcjach. Jest to doprawdy polska czołówka – prawdziwi mistrzowie w swoim fachu. Należą do nich przede wszystkim Marian Dziędziel, Arkadiusz Jakubik i Eryk Lubos, ale też Bartłomiej Topa, Marcin Dorociński, Agata Kulesza, Jacek Braciak czy Kinga Preis.

Pamiętać należy, że Smarzowski to nie tylko reżyser, ale także genialny scenarzysta, co pokazuje dobitnie w Drogówce, opowiadającej o korupcji w policji kryminalnej. Artysta nie boi się zaryzykować i spróbować nowych wyzwań, dlatego podjął się trudnego zadania i wziął na warsztat nagrodzoną Nike książkę Jerzego Pilcha Pod mocnym aniołem. Jestem absolutnie zakochana w tej pozycji. Bez pamięci zaczytywałam się w niej, rozpływając się raz po raz nad nieprzeciętnymi umiejętnościami pisarza w dziedzinie zestawiania słów. Dlatego byłam bardzo ciekawa jego filmowej ekranizacji i przyznam szczerze, że gdybym nie przeczytała powieści, to trudno byłoby mi rozpoznać niektóre wątki w filmie. Smarzowski podszedł do tej kwestii dość luźno, jednak niezmiennie bezbłędnie przedstawił sedno, mianowicie horror przeżywany przez osoby uzależnione od alkoholu. Chociaż reżyser żongluje tematami i zajmował się także tymi stricte historycznymi (osadzone na kanwie II wojny światowej Róża i najnowszy Wołyń), to i tak ich wspólny mianownik stanowi realistyczne ukazanie przemocy. Są to przeżycia intensywne i brutalne. Niektórzy mówią nawet o nadrealizmie w przypadku tego reżysera, bo dla niego nie ma tabu czy jakiejś granicy przyzwoitości. Ukazuje wszystko dokładnie, prawdziwie i z wszystkimi detalami, choćby były bardzo okrutne.

Karolina Kozłowska

Muzyka daje jej wolność, a ulubione kawałki są jak najlepsi przyjaciele. Będąc na koncercie czuje, że znajduje się we właściwym miejscu i czasie.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany