Pastorałki, nocne czytanie i mandarynki – Trzy razy zima

Nie umiem myśleć o zimie inaczej niż w kontekście Świąt Bożego Narodzenia. Chociaż tak naprawdę kalendarzowa zima zaczyna się dopiero dwa dni przed Wigilią, ja myślę o niej już od przełomu listopada i grudnia, kiedy cały świat powoli zaczyna wyglądać jak bajkowa kraina. W ziemie najbardziej lubię… jej ciepło. I nie mam tu wcale na myśli wiosennej pogody za oknem (choć taka niestety zdarza się coraz częściej), ale panującą atmosferę. Żal mi ludzi, którzy nie potrafią jej dostrzec, a w nadchodzących świątecznych dniach widzą tylko komercję i obłudę. Zimą świat łagodnieje, topnieją serca i znikają granice. Każdego roku czekam z niecierpliwością na pierwsze mroźne dni, śnieg i poranne mgły. Taką pogodę lubię zresztą o wiele bardziej niż letnie upały.

Gdy tylko listopad ustąpi miejsca grudniowi, moja playlista wypełnia się – mniej lub bardziej znanymi – świątecznymi piosenkami, pastorałkami i kolędami. Słucham ich dosłownie wszędzie – w domu, w tramwaju, w pociągu, idąc na spacer czy na zakupy, czytając książki i pakując prezenty. Świąteczna muzyka nastraja, wzrusza i dodaje energii jednocześnie. Zawsze muzyczną inauguracją jest w moim domu wysłuchanie równie smutnej, co i pełnej nadziei Kolędy dla Nieobecnych. Tuż za nią plasuje się nieśmiertelny przebój Czerwonych Gitar – Jest taki dzień. Natomiast na dobry początek dnia przez cały grudzień słucham Świątecznej muzy, która działa na rozbudzenie lepiej niż czarna kawa. W tym roku moim absolutnym numerem jeden stała się jednak nagrana przez Magdę Umer i Grzegorza Turnaua Kolęda dla tęczowego Boga. Wzruszająca historia, opowiadająca o tym, co jest tak bardzo aktualne i tak bardzo dotyczy nas wszystkich (nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy).

Na książki zawsze jest dobry czas, ale zima to niezaprzeczalnie najlepsza pora na zaszycie się z lekturą pod kocem, najlepiej z gorącym kakao pod ręką i pierniczkami w dużym słoiku. W grudniu na mojej czytelniczej liście królują zawsze książki o tematyce świątecznej (pisząc ten tekst, zdałam sobie sprawę, że mój grudzień jest dość monotematyczny…). W tym roku dostałam na święta od przyjaciółki zbiór angielskich opowiadań I’ll be home for Christmas. Gdy dotarłam w końcu późnym wieczorem 22 grudnia do domu, od razu zaczęłam czytać. Podobnie było rok temu, gdy w ostatniej chwili kupiłam Cichą 5, także zbiór opowiadań świątecznych, rozgrywających się jednak w Polsce. To taka moja mała tradycja – przedświąteczne noce należą do bezsennych z powodu czytelniczego głodu.

Gdy minie już jednak grudniowy szał, w styczniu i lutym lubię sięgać po… książki podróżnicze. Wtedy też planuję już zazwyczaj swoje wakacyjne podróże – zapisuję pierwsze pomysły, robię plany, czasem kupuję nawet bilety. A w wolnym czasie inspiruję się podróżniczymi dziennikami.

Nie będę oryginalna, ale nie wyobrażam sobie zimy bez mandarynek. Rzadko jem owoce, tym bardziej staram się korzystać z czasu, gdy na bazarkach i w sklepach króluję mandarynki, które są jednymi z nielicznych owoców, które mogłabym jeść i jeść, i jeść… Ich zapach kojarzy mi się z domem, z rodziną, ze wspólnie spędzanym czasem nad grami planszowymi i zwyczajnym poczuciem bezpieczeństwa. Słowem – ze świąteczną aurą. Kłamstwem byłoby jednak stwierdzenie, że ze wszystkich zimowych smaków, tylko mandarynki skradły moje serce. Uwielbiam wigilijne potrawy! Pierogi z kapustą i grzybami, zupę grzybową, sałatkę jarzynową, pierniczki, kompot z suszu… Gdybym mogła, z chęcią zasiadałabym do takiego stołu każdego dnia.

Źródło: Pinterest.com
Źródło: Pinterest.com

Moja zima to po prostu wachlarz kulturalnych emocji. Nie umiem wybrać jednej piosenki, książki, filmu czy potrawy, która determinowałaby moje zimowe życie. Na koniec przyznam się jednak, że najbardziej lubię zimą (jak i wiosną, latem czy jesienią) chodzić do teatru. Chować się przed chłodem w ciepłej sali i chłonąć prawdziwe emocje. To rozgrzewa i serce, i duszę.

Iga Herłazińska

Mogłaby zamieszkać w teatrze. Wszystko ją tam ciekawi i zachwyca. Lubi się włóczyć, podróżować. Banalnie - kocha żyć. Kocha też kawę z mlekiem, wiersze Osieckiej i stare filmy.

1 Komentarz
  1. Wśród tegorocznych, bożonarodzeniowych życzeń, które planuję tak samo pieczołowicie jak świąteczne menu, pojawiło się zdanie: żeby w tym roku mandarynki smakowały Ci tak jak w dzieciństwie 🙂 Mam do nich taki sam sentyment jak Ty 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany