Opowieść wigilijna, Sinatra i makowe szaleństwo – trzy razy zima

Nie mam swojej ulubionej pory roku. Uważam, że każda z nich ma w sobie coś wyjątkowego – zimę zdecydowanie czyni niesamowitą klimat świąt Bożego Narodzenia. Uwielbiam wszechobecne, pięknie przystrojone choinki, kolorowe światełka, świąteczną muzykę i filmy, czy po prostu krzątających się w pośpiechu ludzi, ale robiących to w atmosferze życzliwości. Wcale nie przeszkadza mi, że dni są wtedy krótkie. Wręcz przeciwnie, po zmroku dopiero widać blask i piękno ognia trzaskającego w kominku czy wspomnianych już choinkowych lampek. Chociaż muszę przyznać, że z ogromnym niezadowoleniem przyjęłam w tym roku pierwsze opady śniegu, ponieważ przerażała mnie wizja chlapy, która po nim zostanie (co ponoć świadczy o tym, że przekroczyłam już próg dorosłości), a w lutym tęsknie już za wiosną i cieplejszymi promieniami słońca, to niewątpliwie zima ma swój specyficzny urok.

Jest taka świąteczna historia, którą na pewno zna każdy z nas, ale warto ją sobie przypominać co roku w ten zimowy, bożonarodzeniowy czas. Jej cudowne przesłanie powinno nam przyświecać podczas zakupowego szaleństwa, gruntownych porządków czy lepienia setek pierogów, bo podczas codziennej gonitwy zapominamy, co jest w życiu tak naprawdę ważne. Opowieść wigilijną Karola Dickensa przeczytałam, gdy miałam może 10 lat. Już wtedy bardzo mi się spodobała, ale dopiero po latach odkrywam, jak bardzo jest mądra. Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy wszyscy gdzieś pędzimy, a niektórym dobra materialne coraz bardziej przesłaniają świat. Kocham wszystkie filmy i bajki świąteczne od To właśnie miłość po Holiday, jednak warto w swoim gwiazdkowym, filmowym repertuarze zamieścić również tę animację. Zatrzymać się na godzinę i wydobyć z zakamarków świadomości prawdę, że to miłość, przyjaźń i rodzina są najważniejsze, a święta to jedna z niewielu okazji w roku, kiedy możemy nacieszyć się czasem spędzonym z bliskimi. Dlatego odłóżmy wtedy wszystkie obowiązki na bok, pracę czy naukę, ale także telefony i tablety, bez których niekiedy nie możemy się obejść, aby delektować się tymi chwilami. Powinniśmy wtedy pamiętać także o tych, których los nie oszczędził i którzy muszą mierzyć się z niedostatkiem czy samotnością. Czasami mały gest może wywołać ogromny uśmiech na czyjejś twarzy.

Jest również pewna propozycja z kategorii tych pokazywanych na małym ekranie, która szczególnie utkwiła mi w pamięci, nie ze względu na swoją tematykę, ale właśnie czas, w którym rozpoczęłam swoją przygodę z tym serialem. Wszystkie sezony W garniturach (Suits), bo o nim mowa, obejrzałam w trakcie pewnej przerwy świątecznej i już nierozerwalnie będzie kojarzyć mi się ze smakiem makowca i poświatą zielonych światełek migoczących w moim pokoju. Uwielbiam czołówkę z tego serialu, w której wykorzystano bardzo wpadający w ucho kawałek Ima Robot – Greenback Boogie, któremu towarzyszą świetne, architektoniczne kadry. Przeczytałam gdzieś, że czołówka ta broni się sama i nie potrzebuje adwokata… Ten może średnio udany żart w punkt opisuje tematykę serialu. Mianowicie rzecz dzieje się w Nowym Jorku, w świecie kancelarii prawniczych – tworzących je wpływowych, bogatych i niezawodnych w swoim fachu prawników i ich klientów. Główni bohaterowie, czyli Harvey Specter i Mike Ross, popisują się swoją bystrością, inteligencją i sprytem w rozwiązywaniu kolejnych prawnych kwestii, a po godzinach zmagają się ze swoimi problemami osobistymi, bo w życiu uczuciowym wiedzie im się nieco gorzej niż na sali sądowej. Mimo wszystko, obraz ten jest wspaniałą lekcją lojalności, przyjaźni, wzajemnej pomocy i odpowiedzialności za swoje czyny. Temat  jest mi szczególnie bliski, bo sama studiuję prawo. Polskim widzom może się wydawać, że W garniturach przedstawia życie określane często mianem amerykańskiego snu i nijak ma się do naszej rzeczywistości. W dużej mierze tak jest, jednak pewna bardzo bliska mi osoba udowodniła, że wcale tak być nie musi, a dzięki ciężkiej pracy możemy osiągnąć cele, które kiedyś wydawały się poza naszym zasięgiem. Ot, takie bożonarodzeniowo-noworoczne przesłanie…

35861169-suits-wallpaper
Źródło: Pinterest.com

 

Przez cały grudzień w moich głośnikach niezmiennie wybrzmiewa świąteczna muzyka. Chociaż bardzo lubię wszystkie najpopularniejsze gwiazdkowe piosenki z Last Christmas na czele, a także propozycje muzyków rockowych związane z tym szczególnym czasem, które możecie sprawdzić TUTAJ, to szczególnie z bożonarodzeniową aurą kojarzy mi się jazz i twórczość takich muzyków, jak chociażby Frank Sinatra czy Ella Fitzgerald. W ich pięknych głosach oraz otulających je dźwiękach trąbek i saksofonów jest zawarty pewien niepowtarzalny rodzaj ciepła i powagi, który automatycznie przenosi mnie do domu rodzinnego. Takie ponadczasowe utwory, jak chociażby Let It Snow!, Winter Wonderland, Have Yourself a Merry Little Christmas czy Jingle Bells najpiękniej brzmią przy towarzyszącym im szumie płyty winylowej.

 

Smak maku nieodłącznie wiążę się ze świątecznymi ciastami. Jednak gdy znudził wam się już tradycyjny makowiec, możecie dla odmiany wypełnić muffinki masą makową! Babeczki są dobre na każdą okazję, a takie w wersji gwiazdkowej na pewno  przypadną do gustu wszystkim domownikom.

 

Źródło: Ciastkozercy.pl

Składniki:

2,5 szklanki mąki
50 g drożdży
0,5 szklanki cukru
50 ml mleka
2 jajka
0,5 kostki margaryny
+500 g masy makowej

  1. W ciepłym mleku rozpuszczamy łyżkę cukru i drożdże. Odstawiamy do wyrośnięcia. Rozpuszczamy masło i odstawiamy do przestudzenia.
  2. Jajka ucieramy z cukrem. Wszystkie składniki mieszamy razem w misce i wyrabiamy ciasto. Odkładamy je do wyrośnięcia w ciepłe miejsce przykryte ściereczką. Powinno zwiększyć swoją objętość około 2 razy.
  3. Wyrośnięte ciasto przekładamy na stół, formujemy wałek i tniemy nożem na 12 równych kawałków. Każdy kawałek rozgniatamy (lub rozwałkowujemy) i nakładamy na środek łyżkę masy makowej. Sklejamy brzegi tworząc coś w rodzaju woreczka.
  4. Uformowany woreczek przekładamy do blaszki na muffinki, pamiętając, żeby łączenie znalazło się na spodzie. Blachę można wyłożyć wcześniej papierkami do pieczenia, dzięki temu łatwiej będzie nam z niej wyciągnąć gotowe babeczki.
  5. Uformowane babeczki odstawiamy jeszcze raz do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym na 180 stopni około 20 minut, aż będą rumiane. Gotowe babeczki możemy posypać cukrem pudrem lub polukrować gęstym lukrem.

Źródło przepisu: Ciastkozercy.pl/babeczki-z-makiem/

Karolina Kozłowska

Muzyka daje jej wolność, a ulubione kawałki są jak najlepsi przyjaciele. Będąc na koncercie czuje, że znajduje się we właściwym miejscu i czasie.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany