Świąteczne filmy vol. 2

Gdzieś pomiędzy kupowaniem prezentów a ubieraniem choinki każdy z nas cicho marzy o spokojnym wieczorze z kubkiem czekolady w dłoni i… filmami świątecznymi na ekranie telewizora, tudzież komputera. Za co tak bardzo kochamy te filmowe opowieści i które z nich urzekają nas najbardziej?

Kasia Siewko: W ostatnim tekście rozmawiałyśmy o filmach, które przez lata wykreowały wizerunek współczesnych świąt i na stałe wkradły się do telewizorach w polskich domach. Rodzinne kłótnie o farsz do pierogów odbywają się przy akompaniamencie soundtracku z Kevina samego w domu, choinka zostaje przywdziana w łańcuchy i bombki w asyście naszych londyńskich przyjaciół z Love Actually. Święta nie znają podziałów, jednak nie jest tajemnicą, że najbardziej cieszą najmłodszych. Rynek świątecznych filmów dedykowanych dzieciom to osobna, bardzo rozległa zresztą historia. Oprócz typowo gwiazdkowych obrazów, znane produkcje doczekały się tzw. Christmas special. Mamy więc krótkometrażową historię o magii świąt z bagien w Pada Shrek, świąteczne perypetie najsłynniejszych zabawek z Toy Story w 20 minutowym filmie Toy Story: Prehistoria, kilku epizodów gwiazdkowych doczekała się również Myszka Mickey, Kubuś Puchatek, Miś Yogi, Flinstonowie, Muppety a nawet… Power Rangers. Studia filmowe nie próżnują i co rok wypuszczają kolejne – wydawać by się mogło kasowe – propozycje dla najmłodszych, które bardzo często przechodzą bez echa i giną w morzu konkurencji. Porozmawiajmy jednak o animacjach, do których i dzieci, i my (trochę większe dzieci) wracamy od lat. W naszej ostatniej rozmowie wspomniałaś, że zamierzasz obejrzeć Ekspres PolarnyMam do tego filmu duży sentyment, jako 9-latka widziałam go premierowo w kinie i od tego czasu, odświeżając go sobie co roku, zyskuję perspektywę dziecka. Trzeba jednak przyznać, że nie jest to typowy film dziecięcy. Jest bardzo tajemniczy, a miejscami powiedziałabym nawet mroczny.

źródło: Tumblr

Iga Herłazińska: Rzeczywiście, kilka dni temu obejrzałam Ekspres Polarny, ale… Zrobiłam to po raz pierwszy! W naszym szkicu wpisałaś ten tytuł, a ja go nie znałam; nie chcąc go jednak wykreślać, nadrobiłam szybko zaległości. To rzeczywiście dość specyficzna produkcja. Sama animacja jest nietypowa, stworzona na zasadzie Performance Capture (role odgrywane są przez aktorów, na których umieszczone są przekaźniki, a dopiero następnie, na podstawie ruchów aktorów, nakładana jest animacja). Wiesz, że na tę produkcję wydano 165 milionów dolarów? Jak na takie pieniądze, muszę się przyznać, że jestem trochę rozczarowana. To nie jest animacja, do której chciałabym powracać. Zupełnie inaczej jest z Krainą lodu, filmem powstałym prawie dekadę po premierze Ekspresu Polarnego. Pamiętam, że pierwszy raz oglądałam tę bajkę w kinie, w którym byłam akurat… na randce. Olaf zdecydowanie momentalnie skradł moje serce. Dla niektórych warto się roztopić. Miłość to jak bardziej martwisz się o kogoś niż o siebie. Te słowa wypowiedziane przez Olafa (któremu w polskiej wersji użyczył głosu Czesław Mozil) zawsze mnie rozczulają. Jak zresztą cały film. To po prostu ładna opowieść – o tym, jak ważna jest w życiu rodzina, przyjaźń i miłość.

KS: To prawda, że przyzwyczajone do miękkich animacji Disneya oczy może kłuć w oczy, o ironio, sztucznie wyglądająca grafika Ekspresu polarnego. Tak jak Tom Hanks w roli konduktora jest genialny i faktycznie wygląda jak Tom Hanks, tak generowane komputerowo postaci dzieci wyglądają nienaturalnie, a nawet przerażająco w sztuczności swoich ruchów. Nie koncentrowałabym się jednak wyłącznie na warstwie wizualnej filmu. To fakt, że nie jest to obraz, który rozkochuje w sobie. Przede wszystkim wymyka się konwencjom i mimo że jest dedykowany dzieciom nie przybiera typowo bajkowej formy. Tak jak już wspominałam, dużą rolę gra w nim tajemnica i magia. Warto wspomnieć, że reżyserem filmu jest Robert Zemeckis, autor kultowego Foresta Gumpa czy też Kontaktu – filmu, któremu w swojej metafizyce i dwuznaczności najbliżej do Ekspresu polarnego. Jako dziecko dałam się omamić cudownej podróży pociągiem, gdzie gorąca czekolada leje się przez tańczących z gracją kelnerów, na dachu zaśnieżonego pociągu można spotkać tajemniczego nieznajomego przyjaciela, a magia jest namacalna. Dziś z chęcią wracam do tego filmu z kubkiem czekolady przyrządzonej w tradycyjny, niestety sposób i budzę swoje wewnętrzne dziecko. Do Krainy lodu odnoszę się z dużo większym dystansem. I mówi to osoba, która przynajmniej raz w miesiącu urządza sentymentalne podróże do krainy Disneya. Ucieszyłam się niezmiernie, gdy Krainę ogłoszono najlepszą od lat produkcją filmowego giganta, a jednak rozczarowałam się. Nie odbiegając jednak zanadto od świąteczno-zimowych wątków, skwituję, że powodem, dla którego Kraina nie jest moim faworytem, najwyraźniej jest moja malejąca tolerancja na filmy śpiewane, a musisz przyznać, że Elsa i Anna częściej wymieniają swoje myśli śpiewając niż mówiąc. Skoro wzięłyśmy na tapetę nieszablonowe filmy świąteczne, czy oglądałaś Bałwanka? Film powstał w 1982 roku w Anglii, odkryłam go kilka dni temu, a zakochałam się bez reszty!

źródło: Tumblr
źródło: Tumblr

IH: Nie znałam tego filmu, ale szybko odnalazłam go na YouTube. Od razu skojarzył mi się z historią z Jacka Frosta. Jako dziecko byłam zachwycona i wzruszona historią chłopca, którego tata ginie w wypadku samochodowym i powraca do niego przed świętami w postaci bałwana. To nieco naiwna historia, podszyta bajkowością, co nie zmienia faktu, że wzrusza mnie po dziś dzień. I przypomina o tym, jak kruche jest życie, o tym, że czasem za dużo czasu poświęcamy na swoje sprawy, zaniedbując najbliższych i przyjaciół. W tym przedświątecznym ferworze ten film to naprawdę ważna lekcja pokory.

KS: Bałwanek powstał jako animacja na podstawie obrazkowej książki dla dzieci Raymonda Briggsa. Twórcy pozostali wierni konwencji pierwowzoru i stworzyli historię, która chwyta za serce obrazem i muzyką bez użycia słów. Wstęp do animacji to krótka scena aktorska, w której David Bowie (!) w szaliku w bałwanki opowiada, że w dzieciństwie przeżył niesamowitą przygodę. Retrospekcja stanowi właściwa historia stworzona z rysunków Briggsa. Niepozorna animacja choć dedykowana najmłodszym jest w moim pojęciu wysoce artystyczna. Być może wpływa na to fakt, że powstała ponad 30 lat temu, wygląda dosyć oldschoolowo, z całą pewnością niebagatelne znaczenie ma przepiękny soundtrack Howarda Blake’a. Całość, choć traktuje o marzeniach i dziecięcej granicy między snem a jawą jest w odbiorze wyjątkowo smutna, budząc nostalgię do świata, który już po części został utracony.

IH: Jak widać motyw bałwanka dość często przewija się w filmach świątecznych i bajkach bożonarodzeniowych. Zdecydowanie mniej produkcji poświęconych jest pomocnikom Świętego Mikołaja, czyli elfom. A ja mam do nich wielki sentyment! To chyba trochę za sprawą genialnego filmu Elf. Do tej pory rozmawiałyśmy w tym artykule o animacjach – za wyjątkiem mojej wzmianki o filmie Jack Frost – jednak nie mogłam się już doczekać momentu, w którym zaczniemy rozmawiać o Elfie. Trochę boję się tego, co napiszesz o tym filmie, bo właśnie zauważyłam, że dałaś mu na Filmwebie tylko pięć gwiazdek, ale… Najpierw trochę moich zachwytów. Lubię tę historię. Po prostu. To film niebanalny, pokazujący święta z nowej perspektywy. I nie chodzi mi wcale o fakt, że głównym bohaterem jest przygarnięty za młodu przez elfy Buddy (Will Ferrell). Nie oszukujmy się – Buddy to dziwak. Gdy wyrusza do Nowego Jorku na poszukiwanie swojej prawdziwej rodziny, zupełnie nie radzi sobie z funkcjonowaniem w normalnym świecie. Jest jak na swój wiek niezwykle infantylny, nie rozumie wielu zasad, w życiu kieruje się sercem, nie rozumem, jak większość spotkanych przez niego ludzi. Rozczula i bawi mnie scena, w której Buddy dowiaduje się, że miasto odwiedzi następnego dnia Święty Mikołaj i krzyczy jak dziecko: Święty Mikołaj? Znam go! Znam go! Chociaż i tak najbardziej wzrusza mnie w tym filmie szczęśliwe zakończenie. Niby typowe dla filmów świątecznych – wszystko się układa, główny bohater znajduje miłość, wszyscy są szczęśliwi – ale w tym przypadku niosące za sobą dodatkowe przesłanie, że wcale nie trzeba żyć szablonowo, nie trzeba być jak inni, nie trzeba wpisywać się w utarte schematy, żeby być zwyczajnie szczęśliwym – czy to elfem, czy człowiekiem.

źródło: Tumblr
źródło: Tumblr

KS: Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie lubię Elfa. To jednak nie do końca film, który odpowiada mojemu poczuciu humoru. Cała koncepcja wydaje się być idealnym materiałem na kasowy film, co zresztą się stało, patrząc na rosnącą z każdym grudniem popularność filmu. Przyznam się, że pierwszy raz obejrzałam historię Buddy’iego miesiąc temu i z tak dużymi oczekiwaniami (w większości rankingów prasowych i blogowych Elf znajduje się w czołówce najlepszych świątecznych filmów), zawiodłam się. Nieporadność elfa-człowieka rozczulała mnie, wzruszyła mnie końcowa scena, w której Nowy York chórem śpiewa Baby, it’s cold outside, uwielbiam Zoey Deschanel i postać, którą gra – nieśmiałą dziewczynę, nabierającą z każdym dniem odwagi i wiary w swój talent. Jednak groteskowość tego filmu trochę mnie przerosła. To zresztą popularna u mnie tendencja – filmy takie jak Elf, Zły Mikołajczy film z cyklu W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju warsztatowo kuleją, mają braki scenariuszowe, a poziom dialogów niekiedy budzi zażenowanie, a jednak to przecież świąteczne filmy, które pod płaszczykiem słabych żartów i gagów kryją prawdy o odpowiedzialności za rodzinę, miłości i wierze, że to taki czas w roku, w którym cuda naprawdę się zdarzają. Szczególną słabość mam do historii w krzywym zwierciadle i szalonej rodziny Clarka Griswolda. Karykaturalna postać z góry skazana na klęski i niepowodzenia broni się swoją dziecięcą wiarą, by uczynić Gwiazdkę najpiękniejszym czasem w roku. Koniec końców nawet porwany szef bez serca, który poskąpił pracownikom premii doznaje objawienia i pokutuje za swój egoizm. Historia jak z kart dziecięcej bajki, ale w komicznej odsłonie ze słabymi żartami dla dorosłych.

źródło: Tumblr
źródło: Tumblr

IH: W ogóle ci wszyscy bohaterowie filmów świątecznych są jacyś tacy… nieporadni. Choć zdecydowanie w tym rankingu Clark Griswold uplasował się na wysokiej pozycji. Masz rację, że w filmie aż roi się od kiepskich żartów, wynikających z nielepszego scenariusza. I pewnie gdybyśmy rozmawiały tutaj o zwykłych komediach, bardzo denerwowałby nas fakt, że robi się tak niedopracowane produkcje. Biorąc jednak pod lupę filmy bożonarodzeniowe, jesteśmy łagodniejsze w sądach. Bądźmy szczerzy – koniec końców, kogo nie bawi problem Clarka z odpaleniem światełek dekoracyjnych wokół domu? W krzywym zwierciadle oglądamy zazwyczaj w momencie, gdy sami męczymy się z ubieraniem choinki i naprawą lampek, więc przygody rodziny Griswoldów nagle wydają nam się szczególnie bliskie. Co więcej, dzięki nim nie czujemy się osamotnieni w świątecznym rozgardiaszu, którzy nierzadko prowadzi do przedwigilijnych kłótni i konfliktów. Bohaterowie filmów świątecznych towarzyszą nam podczas przygotowań do wieczerzy – w ich towarzystwie pieczemy pierniczki, dekorujemy choinki, pakujemy prezenty… By w końcu w ich towarzystwie odpocząć po świątecznym obżarstwie. Może na tym właśnie polega magia i sukces bożonarodzeniowych produkcji. Na tym, że prawie każdy może się – choć w małej części – w nich odnaleźć.

Kasia Siewko

Zakochana w Katowicach i brzydkiej architekturze. Zapytana o ulubioną poetkę od wielu lat odpowiada- Poświatowska.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany