Świąteczne historie, czyli nie dajmy się zwariować

Połowa grudnia za nami, co jest moim jedynym usprawiedliwieniem do tego, aby pozostać w podniosłym tonie. Ten miesiąc rządzi się swoimi prawami, również prawem do powtarzania w nieskończoność pewnych frazesów. Jest to czas, w którym usilnie staramy się pamiętać o dalekich krewnych, bliskich znajomych, samotnych osobach, zbłąkanych wędrowcach. Czas myślenia i pracy nad sobą.

Wpadamy w szał pracy, chcemy skończyć wszystkie projekty przed nowym rokiem, zamknąć otwarte sprawy, wyprostować wszelkie niedopowiedzenia, które pojawiły się w naszym życiu. Święta dla wielu są czasem, kiedy wreszcie pojawia się oddech i przestrzeń do rozmyślań. Niby mamy odpoczywać, jednak coś zawsze siedzi nam z tyłu głowy i na to nie pozwala.

Kiedy byłam młodsza, jednak już na tyle duża, aby wiedzieć, że Święty Mikołaj nie istnieje, moja mama co roku, w okolicach 22.12 powtarzała to samo zdanie: W przyszłym roku kupię wszystkie prezenty w kwietniu! Po czym następnego dnia po pracy tonęła w długich kolejkach, aby kupić cokolwiek. Było to istne szaleństwo. Za to mój tata zawsze dużo wcześniej patroszył karpia, aby móc potem rozdać całej rodzinie jego łuski na szczęście. Pamiętam też moją radość, kiedy po raz pierwszy mieliśmy w domu żywą choinkę. Miałam wtedy może pięć lat i nigdy nie zapomnę momentu, w którym stanęła ona na środku pokoju, by przy kilka najbliższych dni wypełniać swoim zapachem cały dom. Myślę, że wtedy nawet prezenty nie były dla mnie ważne, jedynie ta choinka ozdobiona czerwonymi lampkami.

Jeśli chodzi o ubieranie drzewka – moja mama uwielbia popadać w skrajności. Jeśli choinka jest żywa, to wszystkie ozdoby muszą być stonowane, tak, aby samo drzewo mogło wybrzmiewać. Natomiast w przypadku  sztucznej, wkładamy na nią niemalże wszystko. Przykrywamy sztuczność jeszcze większą jej warstwą. Nie mogę patrzeć na wszelkiego rodzaju anielskie włosy, lametę czy sztuczny śnieg – są to dla mnie ozdoby, które odbierają drzewku resztki leśnego klimatu. Podobno na choince powinny znajdować się tylko symboliczne ozdoby: gwiazda, która oznacza powrót do domu z dalekich stron, łańcuch jako symbol zniewolenia, lampki jako światło nauki Chrystusa, jabłko – symbol kuszenia, dzwonki, czyli sygnał dobrych wiadomości oraz aniołki, które mają opiekować się domownikami.

W moim domu w okresie przedświątecznym często robiło się wszystko na ostatnią chwilę – sprzątanie, gotowanie, pieczenie. Wtedy w Wigilię już około godziny 22.00 wszyscy byli zbyt zmęczeni, aby wspólnie celebrować ten rodzinny czas. Na szczęście, z biegiem czasu zaczynamy się mniej spieszyć, powoli odkrywając to, co jest dla nas naprawdę ważne w tych świętach. Być może za sprawą tego, że nie mamy już w rodzinie dzieci, przy których trzeba zachowywać magiczną otoczkę. W tym roku będziemy przygotowywać najmniejszą wieczerzę w historii naszego domu i pomimo ograniczonej liczby gości, cieszę się z tego jak nigdy. Wierzę w to, że nareszcie będę celebrować rodzinę. Wspólne rozmowy, ciszę, obecność.

Iga pisała, że grudzień to ludzie. Jako już kolejna osoba odnoszę do tego tekstu, bo bardzo mnie on wzruszył. Przyznaję, nie jestem typem osobowości egzaltowanej i nie wzruszam się zbyt często, jednak wtedy opowiedziane historie zrobiły na mnie wrażenie. Dzień później oglądałam tegoroczną reklamę Allegro, która jest przepiękna. Oglądałam i płakałam jak dziecko. Tekst w połączeniu z obrazem poruszył we mnie coś, co spało od dawna.

Dzień później miała miejsce taka sytuacja – wracałam z moją przyjaciółką z teatru i rozmawiałam o przygotowaniach do świąt, o prezentach, jakie sobie wręczymy i innych przedświątecznych sprawach. Opowiadałam o książkach, prezentach, pomysłach, Wigilii redakcyjnej. Dywagowałyśmy o tym przedświątecznym wszystkim i niczym przez dobre pół godziny,  a po moim pytaniu o to, co w końcu chce dostać pod choinkę usłyszałam takie słowa: A może po prostu spędzimy wspólnie trochę czasu? Stanęłam na chodniku jak wryta. Pomyślałam sobie: Tak, przecież grudzień to ludzie oraz przypomniałam sobie stare porzekadło: Nie dajmy się zwariować. 

Opowiadam o tych świątecznych banałach, aby mieć pretekst by życzyć Wam i sobie świąt, podczas których będziemy celebrować obecność i myśleć o innych. Oby to były najpiękniejsze święta dotychczas!

Justyna Barańska

Jest miłośniczką dobrej sztuki. W teatrze zawsze siada w drugim rzędzie.

1 Komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany