Seriale z dawnych lat: Złotopolscy

Kasia: Złotopolscy. Pierwszy polski serial, będący tak rozbudowaną rodzinną sagą rodu tytułowych Złotopolskich. Mam z nim bardzo ciepłe skojarzenia, był emitowany w soboty o godzinie 15:00, zwykle w porze obiadowej, gdy przy rosole i telewizorze gromadziła się cała rodzina. Odkładając jednak na bok sentymenty, po latach z trudem dostrzegam w tym serialu innowację. Pamiętam za to smutną Warszawę i Dworzec Centralny, gdzie pracował Wiesiek (Paweł Wawrzecki) oraz wiecznie szare Złotopolice. Czy Wasze skojarzenia są podobne?

Justyna: Moje skojarzenia – poza dworcem, o którym wspomniałaś – to jasne i ciepłe barwy! Pamiętam słońce przedzierające się przez drzewa, kiedy kultowy już listonosz (Jerzy Turek) jechał na swoim nieśmiertelnym rowerze do seniora rodu – Dionizego (w tej roli Henryk Machalica). Wiadomo było, że jedzie żeby zdać relację z tego, co dzieje się we wsi. Dionizy był wyrocznią, okolicznym mędrcem, który zawsze znalazł wyjście z na pozór trudnych sytuacji.

Adrian: Dla mnie Złotopolscy to przede wszystkim naturalistyczne podejście do tematu życia w małym społeczeństwie, hermetycznie zamkniętym, które wszystkie swoje tajemnice trzymało na wierzchu.

W moim rodzinnym domu – serial cieszył się popularnością jedynie wśród mojego starszego rodzeństwa, które na swoim podwórku znalazło coś zgoła innego niż serwowane przez ogólnoświatowy rynek Beverly Hills 90210 czy Melrose Place – i zaskoczyło równie mocno i trwale.  Złotopolscy to dla mnie przede wszystkim Anna Przybylska, która przez wiele lat była najpiękniejszą wizytówką polskiej telewizji.

źródło: Super seriale
źródło: Super seriale

Kasia: To prawda. Oglądając Złotopolskich, miałam nie więcej niż 10 lat, naturalnie bardziej interesowali mnie więc młodzi bohaterowie. Wspomniana przez Ciebie Marylka i oczywiście Kacper, początkujący piosenkarz, w którego wcielił się Andrzej Piaseczny. A jak Waszym zdaniem serial przystawał się do lat, w których powstał? Na tyle, na ile byłam świadoma swojego otoczenia i rzeczywistości w jakiej dorastałam, nie kojarzę dużej korelacji wątków serialowych z bieżącymi wydarzeniami i sytuacją w kraju. Nie taki był zresztą nadrzędny cel produkcji. Miała ona umilać czas widzom, a niekoniecznie odnosić się w satyryczny czy też inny sposób do otoczenia.

Justyna: Serial odnosił się do bieżących wydarzeń, ale tylko w takim stopniu, w jakim mogły mieć rzeczywisty wpływ na życie bohaterów, np. Weronika (Agnieszka Sitek), pierwsza żona Waldka (Andrzej Nejman), zginęła w zamachu 11 września. Wracając do postaci – ja wolałam starszych bohaterów. Najbardziej zaś wspomnianego już przeze mnie Dionizego i jego drugą żonę – Julię (w tej roli przepiękna Anna Milewska). Poza tym, w każdym środowisku pokazanym przez serial pojawiał się ktoś, kogo bardzo lubiłam. Na wsi królowała Elżbieta (Małgorzata Rożniatowska) – właścicielka sklepu, w kawiarni u Marty sama Marta (Ewa Ziętek) i Marcysia (Magdalena Stużyńska-Brauer), na komisariacie wspomniany też już Wiesiek. Był jeszcze mroczny bar, w którym spotykali się politycy, odbywały się różne przekręty, a w tle zawsze leciała muzyka Piaska…

źródło: Super seriale
źródło: Super seriale

Adrian: Specjalnie pod nasz cykl o dawnych serialach przypomniałem sobie kilka kultowych scen, które wyryły mi się w pamięci. Nie uważacie iż mimo tematu, który zwykł oscylować wokół dosyć normalnych, codziennych sprawy – serial był przepełniony dużą dozą humoru? Tak jak Kasiu wspomniałaś, serial nie był satyrą na to, co się ówcześnie działo na polskim podwórku – wręcz przeciwnie, twórcy serialu czyli Tadeusz Lampka i Marian Terlecki, wykreowali coś prawdziwego, namacalnego – ale jednocześnie wciąż nieistniejącego.

Justyna: Szczerze mówiąc jedyne sytuacje humorystyczne, jakie sobie przypominam wynikały z nieporadności bohaterów. Kiedy wchodzili do polityki, na nowe stanowiska, kiedy pojawiali się w miejscach, do których nie pasowali, a jednak starali się dostosować. Trochę gorzko się zrobiło… Bo to chyba taki słodko-gorzki serial.

źródło: Super seriale
źródło: Super seriale

Adrian: Dla mnie sama historia zbudowana w okół serialu jest bardzo… rozczarowująca? W tamtych czasach – Złotopolscy posiadali miano czegoś oryginalnego, świeżego i przede wszystkim prawdziwego na tyle, by przyciągnąć przed ekrany odbiorników miliony fanów. Co się stało, że serial zamienił się w najzwyklejszy tasiemiec Telewizji Polskiej, który dziś w głowach ludzi funkcjonuje jako surrealistyczna i napakowana niepotrzebnymi wątkami soap opera? W ciągu trzynastu lat nadawania serialu firma producencka, a co za tym idzie – producent wykonawczy, czuwający nad wyglądem serialu – zmieniła się trzykrotnie. W okresie 1997–2004 Złotopolscy kreowani byli przez firmę MTL Maxfilm, a w latach 2004–2010 przez popularną obecnie markę ATM.

Kasia: To prawda, że producenci seriali obyczajowych mają problem z wyborem właściwego momentu na powiedzenie sobie koniec. Złotopolscy zostali zdjęci z anteny w nieodpowiednim dla fabuły momencie, a wówczas, gdy widzów zaczęło dramatycznie ubywać, a przed odbiornikami zasiadło już nowe, znudzone losem Złotopolic pokolenie. Swoją drogą, nasuwa mi się taka dygresja, że współcześnie przewagą seriali i powodem, dla których tak świetnie je się ogląda jest to, że scenarzyści prowadzą gdzieś swoich bohaterów, niekoniecznie dopisując im na kolanie kolejne wątki, które sztucznie utrzymują ich przy życiu. Złotopolscy opowiadali o końcu pewnego etapu. Dworek Dionizego w Złotopolicach zawsze kojarzył mi się z ostatnią ostoją dawnych ziemian, z drugiej strony mamy wątki miejskie potomków Złotopolskich. To zderzenie przeszłości z nową, Polską zwróconą już ku zachodowi zawsze żywo mnie interesowało.

Justyna: Na pewno macie rację z tasiemcową konstrukcją serialu. Nie oglądałam już późniejszych odcinków, kiedy to fabuła pogmatwała się tak, że sami scenarzyści nie byli przekonani o tym, co dzieje się w życiach bohaterów. Kiedy nagle znajdowały się czyjeś córki, matki, synowie czy kochankowie. Jednak kiedy myślę Złotopolscy, czuję zapach pomidorowej, mam przed oczami Dionizego w czapce Napoleona, siedzącego w kuchni i myślącego o czymś ważnym. I z taką ciepłą wizją Was zostawiam.

źródło: Super seriale
źródło: Super seriale

Adrian: Czego by nie napisać o Złotopolskich – to serial kultowy, który zapisał się na kartach polskiej telewizji. Plejada aktorów, którzy uwiecznili przebojowe postaci, dla których masa ludzi oglądało serial przez niemal piętnaście lat. Andrzej Garbowski, Kazimierz Kaczor, Paweł Wawrzecki, Andrzej Piaseczny to nazwiska, które w tym momencie robią furorę na rynku kinematograficznym w Polsce, a to oni właśnie zaprojektowali te najbardziej znane postaci z serialu. Dla nich warto było przetrwać perturbacje, które przez erę Złotopolskich przeszły jak tornado. Czy jednak warto wrócić do tych czasów…? Ryzyko jest wielkie, gdyż na większości seriali z tamtych czasów, mijające lata odcisnęły na sobie dość brutalne piętno.

Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany