Seriale z dawnych lat: Matki, żony i kochanki

Justyna A.: Serwus, hello. Czy naprawdę tylko o to w życiu szło? Matki, żony i kochanki – kultowy serial lat ‘90. Moje pierwsze skojarzenie – początki “wyzwolenia kobiety” w Telewizji Polskiej. Bohaterki, które nie słuchają mężczyzn, które próbują żyć po swojemu. A jakie są Wasze pierwsze skojarzenia?

Justyna B.: On był kot, a ty pies, potem wanna łez… Ten serial nierozerwalnie kojarzy mi się z latami młodzieńczymi. Często oglądałam go z moją mamą. Dzięki niemu poznawałam pierwsze dziewczyńskie problemy. Pamiętam, że wtedy, nie mogłam sobie wyobrazić, jak dziewczyna kończąca szkołę (Wiktoria) może być w ciąży?! Było to dla mnie prawdziwy szok i zderzenie z rzeczywistością.

Iga: Wstawaj, znowu przy tapczanie rośnie bez…. Szalałam za tym serialem i tą piosenką! Za serialem głównie ze względu na obsadę aktorską. Już wtedy kochałam się w Janie Englercie, grającym Jerzego, miłość serialowej Wiktorii (Anna Romantowska). No właśnie, Wiktoria. W przeciwieństwie do Jerzego była to moja znienawidzona postać. Nudna, bezbarwna, wiecznie nieszczęśliwa. Od dziecka pociągały mnie wyraziste, pełne entuzjazmu charaktery, które potrafiły brać życie w swoje ręce. Taka była Hanka (Elżbieta Zającówna). Romansowała z młodszymi mężczyznami, jeździła na motorze, odważnie się ubierała i żyła też odważnie. Podobnie zresztą jak Dorota (Gabriela Kownacka). Dorotę i Hankę, oprócz charakteru, łączył także… Wspólny kochanek. Jan Nowicki w roli malarza-amanta… Genialny!

kownacka

Justyna A.: I nieważne – jesteś z nim czy beeez… Ja też oglądałam to z mamą, późno wieczorem. Podobnie jak Iga, mam bardzo ciepłe skojarzenia z obsadą aktorską – zwłaszcza z Gabrielą Kownacką. Przypominam, że za reżyserię odpowiadają tu Juliusz Machulski i Ryszard Zatorski. Niedawno próbowałam odświeżyć sobie pierwsze odcinki serialu. Przyznam, że poległam po pierwszym. Ujęcia, sposób prowadzenia kamery, montaż – nie jestem przyzwyczajona do takiego oglądania. Ale! Ciągle obstaję przy tym, że był to bardzo ważny serial na miarę swoich czasów. Dobrze, zaryzykuję to porównanie – polski Seks w wielkim mieście.

Justyna B.: Cześć, do widzenia… Pamiątki też dalej w kąt… Nigdy jeszcze nie patrzyłam tak na ten serial – jako na parafrazę amerykańskiego hitu, jednak teraz, gdy głębiej się nad tym zastanowię, masz rację! Oczywiście, jest to opinia na wyrost, bo mamy do czynienia z zupełnie innym kręgiem kulturowym i krajem. Coś w tym jest – serial, który jest poświęcony w pełni kobietom, bez żadnych podtekstów ani oceniania. Bohaterki prezentowały różne postawy, każda z nich opowiadała jakąś historię. Piękne było to, że pomimo wszelkich przeciwności losu (oraz upływu lat) wszystkie wzajemnie sobie pomagały. Tak sobie wyobrażam prawdziwą przyjaźń – bez oceniania czy pouczania, akceptując wszelkie zmiany. Trwać w niej z każdym kolejnym rokiem… Coś cudownego! Oczywiście moją ulubioną postacią też była Hanka – szalona i pełna życia. Oglądając ten serial, właśnie tak widziałam siebie w jej wieku.

Iga: Bzdura zwątpienia, czas nareszcie naprawić błąd… Serial doskonale pokazywał, że przyjaźń to nie tylko wspólna zabawa i śmiech, ale także obecność w trudnych chwilach. Jest o tym mowa już w pierwszym odcinku, gdy Hanka, Dorota i Wanda jadą odwiedzić Wiktorię, która nie dotarła na spotkanie klasowe. Z ręką na sercu mogę przyznać, że już po obejrzeniu tego odcinka wiedziałam, że Wiktoria będzie mnie drażnić. Jej podejście do życia, brak energii, nieporadność… Wiem, że się powtarzam, ale do tej pory, gdy myślę o tej postaci, wzbudza we mnie irytację. Ale piszmy o przyjemnych rzeczach – który wątek lubiłyście najbardziej?

matki

Justyna A.: Witaj, hej-ho! Wnet wesoło będzie wkoło, hoho… Ach, relacje między nastoletnimi Klarą (córką Doroty) i Jurkiem (synem Wiktorii)! Pierwsza miłość, dojrzewanie. Hej, przecież tam pojawia się nawet wątek antykoncepcji. Jurek kupuje magazyn Elle, bo zostały do niej dołączone prezenty, które okazują się prezerwatywami. Odważnie – przypominam ciągle, w jakich realiach powstawał serial. Przyjemność sprawia mi także obserwowanie młodej (i jeszcze bezpretensjonalnej) Anny Muchy, bo to właśnie ona razem z Mateuszem Damięckim tworzy parę, która mnie tak rozczula.

matkizony

Justyna B.: Matki, żony i kochanki. Dzisiaj chuliganki… Ja bardzo lubiłam zagmatwaną relację Doroty (Gabriela Kownacka) z jej kochankiem rzeźbiarzem. Adam (Jan Nowicki) było sporo od niej starszy, co było bardzo pociągające, nie wspominam już nawet o tym, że był artystą! Pamiętam dialog z pierwszego odcinka, kiedy Dorota wbiega spóźniona na spotkanie klasowe i nawiązuje się między nią a dyrektorką taka rozmowa:

– Padlewska jak zwykle spóźniona. Masz jakieś usprawiedliwienie?

– Mam, pani dyrektor… No bo jakby to powiedzieć, jeden pan wystawił mnie na golasa na klatkę schodową!

– Przypominam sobie, że przed próbną maturą miałaś podobne zdarzenie…

– Bo to ten sam facet!

Te słowa zapadły mi w pamięć bardzo. Jest w nich lekkość i nonszalancja, której Dorocie można było tylko pozazdrościć. Ona była dla mnie zawsze lekko oderwana od tamtejszych realiów, żyjąca w bańce mydlanej. Lawirowała między dwoma mężczyznami przez prawie całe swoje życie, zupełnie nie zważając na uczucia innych. Pamiętam też jej ogromną przemianę, gdy ostatecznie postanowiła oddać się rodzinie.

Iga: To ja może jeszcze nieśmiało zdradzę na koniec tego tekstu, że nieoficjalną piosenką naszego portalu jest właśnie utwór z czołówki serialu Matki, żony i kochanki. Tak jakoś się przyjęło, że lubimy sobie wspólnie zanucić: Dnia nigdy nie wypuść z rąk, zbieraj marzenia, los zaśpiewa ci nowy song…

Iga Herłazińska

Mogłaby zamieszkać w teatrze. Wszystko ją tam ciekawi i zachwyca. Lubi się włóczyć, podróżować. Banalnie - kocha żyć. Kocha też kawę z mlekiem, wiersze Osieckiej i stare filmy.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany