Dziennik (pod)różny: Jak zwycięża mowa nienawiści

Ostatni wpis do Dziennika (pod)różnego koncentrował się głównie na problemie obecnych w Ameryce klaunów. Dzisiaj – pisząc dwa tygodnie później kolejny felieton – odnoszę wrażenie, że mimo wszystko nadal pozostaję w obrębie poruszonej już tematyki. Właśnie tak na początku postrzegałam Donalda Trumpa – jako klauna. Uważałam go za ekscentrycznego milionera i celebrytę, który ni stąd, ni zowąd wymyślił sobie, że zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych. Kiedy sprawy przybrały poważniejszy obrót, dostrzegłam kolejną zależność – paradoksalnie, wśród większości Amerykanów, wywołuje on podobne emocje jak grasujący przebierańcy. trump-protest-getty-622097276Wzbudza kontrowersje i sieje ogólny postrach.

Odkąd przeprowadziłam się do USA, bezustannie powtarzam, że ten kraj jest dla mnie jednym wielkim absurdem. I fakt, że tutejsze wybory wygrała osoba, która nienawidzi wszystkich z wyjątkiem białych, heteroseksualnych mężczyzn jest dla mnie tego niezaprzeczalnym dowodem. Od początku – choć wiedziałam, że będę tutaj w ciekawym momencie – chciałam uniknąć poruszania w swoich felietonach tematu polityki. Już wiem, że się nie da.

W niedzielę nogi same zaprowadziły mnie pod Trump International Hotel and Tower, gdzie tysiące mieszkańców Chicago przez cały dzień wyrażały swój sprzeciw przeciwko prezydentowi-elektowi. Od kilku dni ludzie wciąż protestują, wychodząc na ulice amerykańskich miast. Nie dla Trumpa, nie dla Ku Klux Klanu, nie dla faszystowskich Stanów Zjednoczonych! – skandują tłumy. Transparenty głoszą między innymi hasła Love Trumps Hate czy chociażby wymowne Not My President.

Ameryko! Jesteś bardziej rasistowska, ksenofobiczna, mizoginiczna i homofobiczna, niż kiedykolwiek sobie wyobrażałam. Ja natomiast – jak się okazało – wcale nie jestem tak tolerancyjna, za jaką się wcześniej uważałam. Choć bardzo się staram, nie jestem w stanie zrozumieć ani zaakceptować wyboru ludzi, którzy podczas głosowania postawili krzyżyk tuż obok nazwiska kandydata Republikanów. Paradoksalnie, to z wyborcami Trumpa mam największą styczność podczas mojego pobytu za oceanem. Od paru miesięcy jak ognia unikam jednak tematu wyborów – doskonale wiem, że wszelkie dyskusje, prowadzące nas w polityczne rejony, mogą stać się przyczyną niezbyt przyjemnej wymiany zdań. Jakiś czas temu usłyszałam, jak osoba z mojego otoczenia skarży się, że traci sympatię w pracy, bo popiera tego, a nie innego kandydata. Jednak jak – głosując na Trumpa – możesz spojrzeć w oczy swoim przyjaciołom innego pochodzenia lub wyznania, homoseksualistom czy chociażby kobietom? Przecież fakt ten jest niemal jednoznaczny z tym, że wyżej wymienieni nic dla Ciebie nie znaczą. 

151223114048-donald-trump-muslim-ban-protest-super-169-copy

Odnoszę wrażenie, że tylko Amerykanie mogli wybrać na prezydenta osobę, która nie ma jakiegokolwiek wcześniejszego doświadczenia w polityce, szerzy mowę nienawiści, a o swojej przeciwniczce wygłasza opinie w stylu Hillary Clinton nie potrafi zaspokoić własnego męża, więc jak zaspokoi cały kraj? Chociaż wygrana Trumpa nie ma żadnego wpływu na przebieg programu Au Pair, po wyborach dostałam wiadomość o treści: Wiem, że przygody Ci nie straszne i wiele masz ich na koncie, ale niebawem będziesz mogła dopisać jeszcze jedną – deportację! Mówiąc wprost, gorszą opcją wydaje mi się niemożność opuszczenia tego jakże absurdalnego kraju, kiedy nowy prezydent zdecyduje się już otoczyć go całego murem.

Kanye West zapowiedział swój udział w wyborach w 2020 roku. Już chyba nic nie jest w stanie mnie zdziwić. Czekam niecierpliwie. A tymczasem – Ameryko, sama zgotowałaś sobie taki los.

Dominika Kanafa

Jej znakiem rozpoznawczym jest szeroki uśmiech, którym obdarowuje otoczenie bez względu na porę dnia czy nocy. Ciągle w ruchu. Zatrzymuje się tylko po to, by czasami narysować coś na kolanie. Nie potrafi funkcjonować w ciszy. Miłośniczka historii sztuki i kotów. Uzależniona od teatru, muzyki, kina, jedzenia, szminek, miętowej herbaty, podróży i ludzi. Niepoprawna optymistka. Drażnią ją ludzie o ograniczonym światopoglądzie stąd-dotąd. Wierzy, że nie ma rzeczy niemożliwych i stara się wyciskać z życia, ile się da.

2 komentarze
  1. Szczerze mówiąc jestem w szoku. I nie, nie jest to szok wywołany wyborem Trumpa na prezydenta. Jest to szok jak można dać się tak zmanipulować i pisać takie rzeczy jak w powyższym artykule. Po pierwsze, owszem deportuje imigrantów, szkoda tylko,że nie dopisałaś, że NIELEGALNYCH, a to chyba dosyć duża różnica. Po drugie- przytocz prosze choć jedna jego wypowiedź, gdzie widać jego nienawiść do innych, wymienionych przez Ciebie osób. Myślałam, że istnieje cos takiego jak bezstronniczość dziennikarska, ale chyba się mylę niestety 🙁

    1. Tak, jak napisałam, wybór nowego prezydenta póki co nie zmienia nic w programie Au Pair. Oczywiście jestem w Ameryce legalnie. Wśród postulatów zawartych na oficjalnej stronie internetowej Trumpa pojawił się jednak pomysł wycofania wiz J-1, która umożliwiła mi wyjazd. Stąd ironia. Po drugie, czy nazywanie wszystkich Latynosów gwałcicielami i mordercami nie jest mową nienawiści? A może są nią wypowiedzi prezydenta-elekta o kobietach? Felieton z definicji cechuje subiektywizm, a o stronniczości powyższego świadczy już sam tytuł. Pozdrawiam.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany