Seriale z dawnych lat: „Czterej pancerni i pies”

Justyna: Nie ma i nie będzie już drugiego takiego serialu, który byłby obecny w moim życiu przez tyle lat i z taką intensywnością. Czterej pancerni i pies są bowiem obecni w moim życiu mam wrażenie od zawsze. Odkąd pamiętam w moim domu każdorazowo, gdy któraś ze stacji telewizyjnych emitowała powtórki serialu (a swego czasu odbywało się to przynajmniej raz do roku), zasiadaliśmy całą rodziną przez ekranem telewizora i wspólnie śledziliśmy losy załogi Rudego 102. Na potrzeby tego tekstu, postanowiłam nawet zapytać moją mamę, dlaczego to właśnie ten serial oglądaliśmy tak często. Jej odpowiedź wcale mnie nie zdziwiła: losy tych bohaterów po prostu były ciekawe i przyjemnie było je śledzić. I faktycznie, po raz pierwszy temat wojny, został potraktowany lżej niż zwykle, twórcy niemal całkowicie odeszli od ciężkiego, martyrologicznego niemalże charakteru. Odbierało to jednak obrazowi historyczną rzetelność. Tylko czy komuś to właściwie przeszkadzało?czterej-pancerni-i-pies-zaloga-1966_irz5bos

Adrian: U mnie było zgoła inaczej. Cała moja rodzina już wcześniej była zaznajomiona z bohaterami serialu Czterej pancerni i pies – znali bowiem ich historię od samego początku, gdy pomysł w społeczeństwie zaskoczył i przyjął się niesamowicie. Ja natomiast, zrażony wytworami polskiej telewizji w dziedzinie dramatów historycznych, starałem się unikać Pancernych jak najdłużej mogłem. Teraz, będąc z Wami szczerym – muszę podziękować mojej polonistce z liceum, która zadała jako pracę domową obejrzenie jednego z odcinków serialu. I wiecie co – zaskoczyło. Razem z Justyną przyjrzymy się nie tylko historii – ale także ówczesnemu społeczeństwu, które potrafiło organizować masowe oglądanie kolejnych odcinków w wiejskich świetlicach – byleby być na bieżąco z historią Janka i Marusi.

Justyna: No właśnie, warto przecież wspomnieć o tym, że we wrześniu minęło 50 lat od emisji pierwszego odcinka serialu. 50 lat! Niebywałe. Jego postrzeganie na przestrzeni lat z pewnością się zmieniało, ale myślę, że te zorganizowane spotkania, to właśnie jedna z niezmiennych, co przykład mojej rodziny tylko potwierdza. Pomimo częstych zarzutów o propagandowym charakterze serialu, ludzie traktowali go, no właśnie, jako serial. Organizowali się, by spędzić wspólnie czas w sposób przyjemny. Serial przyczynił się także do powstania telewizyjnego stowarzyszenia – Klubu Pancernych, którego członkowie oprócz dyskusji o serialach, propagowali również wszelkiego rodzaju akcje dobroczynne: zimą opiekowali się zwierzętami, wiosną porządkowali strychy i piwnice. Prowadzili akcje propagujące bezpieczeństwo na drodze oraz organizowali prezenty dla Gwiazdkę dla ciężko chorych pacjentów z pobliskich szpitali. W głównych bohaterach miłośnicy Pancernych doszukiwali się natomiast wzorów do naśladowania – młodzi chłopcy chcieli być jak Janek Kos, a wśród dziewcząt królowało uczesanie na Marusię.
czterej-pancerni-i-piesAdrian:  Masz rację. Ludzie po raz pierwszy mogli utożsamić się z bohaterami ze szklanego ekranu. To właśnie Pancerni dali polskiemu kinu takie sławy jak Janusz Gajos czy Pola Raksa. Na drugim planie towarzyszyły im tacy aktorzy jak Franciszek Pieczka, Roman Wilhelmi oraz Witold Pyrkosz.  To dzięki naturalności i świeżości wtłoczonych w serial – publiczność nie odczuwała sztuczności. Gry podwórkowe dla każdego chłopaka, w tamtych czasach polegały na pokonaniu kolejnego batalionu niemieckiego wojska, zdobyciu serca dzielnej sanitariuszki. Wtedy młodzież zaczęła spotykać się w grupach, próbując odtworzyć niespotykaną więź między kompanami, która była prawdziwą osią fabularną serialu. Ze względu na dużą popularność wśród wielu młodych widzów, każda najmniejsza zmiana w historii serialu czy technicznej stronie produkcji wywoływała niemały skandal.  Tak było w przypadku uśmiercenia przez twórców postać  Romana Wilhelmi. Twarz aktora była jedną z bardziej charakterystycznych, które tworzyły Pancernych. Planowano, by zagrał on rosyjskiego sapera, który pojawia się w ostatnich odcinkach – miał być łudząco podobny do Olgierda, w ten sposób produkcja chciała zadowolić coraz bardziej wymagającego widza. Niespodzianka jednak nie doszła do skutku. Wilhelmi wcześniej przyjął propozycję zagrania w NRD-owskim Ponieważ Cię kocham. Rosyjskiego oficera zagrał Aleksandr Bielawski.

Justyna: Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie wspomniała tu o dwóch bohaterkach: Marusi i Lidce, których konflikt o uczucia Janka, to właściwie najistotniejszy wątek poboczny. Od zawsze widzom towarzyszył dylemat – którą z nich powinien wybrać Kos: radziecką sanitariuszkę Marusię czy telegrafistkę Lidkę? W znakomitej większości, na decyzję miłośników Pancernych, wpływ miały preferencje, dotyczące urody aktorek. W ten właśnie sposób, najczęściej stawiano na delikatność Raksy. Ostatecznie postanowiono zastosować symbolikę przyjaźni polsko-radzieckiej, poprzez połączenie Janka z rudowłosą pięknością. Mnie jednak bardzo wzruszała historia Lidki, nieszczęśliwie zakochanej, wyśpiewującej w okopach słowa mojej ulubionej Piosenki radiotelegrafistki: To ja, to ja, słyszysz, wołam ciebie ja brzoza. Moje listki potargał wiatr, za białymi plecami pożar. Huczą noce i dnie, czekam, przyjdź, przytul mnie. Zresztą warstwa muzyczna serialu, to jeden z moich ulubionych elementów – niezwykle spójna z fabułą, bardzo emocjonalna.

Adrian: Ogólnie warstwa techniczna serialu stała wówczas na wysokim poziomie. Dużą rolę odgrywały przede wszystkim czasu, w których byli tworzeni Pancerni. Przedstawienie powojennych budowli, wiosek, plenerów, w których wojna odznaczyła się w sposób wyjątkowy – udało się uzyskać, dzięki zniszczonej Polsce, która powoli zbierała się z kolan po II Wojnie Światowej. Wspominałaś Justyna o kontrowersjach związanych z serialem. Przez jednych z działaczy  Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych Telewizja Polska w latach 2005-2006 zawiesiła nadawanie serialu, ze względu na nasilające się protesty ze strony prawicowej części społeczeństwa. Powodem były doniesienia jakoby Pancerni przedstawiali antypolskie zachowanie żołnierzy oraz zakłamane fakty historyczne. Latem 2007 roku TVP 1 ponownie puściło w swoim wieczornym paśmie serialowym Czterech Pancernych i Pies, poprzedzając emisję wykładem na tle historycznym wyjaśniając widzom, które wydarzenia przedstawione w fabule serialu są autentyczne – a które nie.

Justyna: Jeśli jeszcze o plenerach mowa, miałam okazję odwiedzić jeden z nich – Syberię z Pancernych stworzono w wyjątkowo malowniczej Kotlinie Kłodzkiej na Dolnym Śląsku, a ostatni odcinek kręcono w Twierdzy Kłodzko. Po dziś dzień fakt ten jest wspominany jest przez przewodników wycieczek turystycznych. Szczególnie interesujący jest to, że na potrzeby nakręcenia sceny z czołgiem…częściowo zburzono bramę, by ten mógł się w niej zmieścić. Nie skłamię, jeśli napiszę, że uśmiechy na twarzach oraz wesołe, pełne sentymentu poruszenie, towarzyszyło tej opowieści. Mogę się założyć, że większość odwiedzających to miejsce, ma przed oczami właśnie kadr z serialu. Zresztą podczas przygotowania do napisania tego tekstu, zajrzałam na kilka stron internetowych, poświęconych polskim filmom i serialom. W większości przeważały tam głosy: dzieło może i propagandowe, ale mam do niego sentyment. Tak jak zasugerowałam już na początku tekstu – dla ludzi ani wówczas, ani teraz to nie prawda historyczna odgrywa najistotniejszą rolę. I czy nazwiemy to propagandą, czy celowym odsunięciem na boczny plan niektórych faktów i zdarzeń, by formuła była dla odbiorcy przystępniejsza i przyjemniejsza, niegasnąca sympatia szerokiego grona widzów jest niepodważalna.

Adrian: Czterej Pancerni i Pies to przede wszystkim sentyment. W głowie wciąż towarzyszy mi obraz mojej rodziny, która zbierała się tylko po to, by razem obejrzeć nową odsłonę przygód Janka. Patrząc z perspektywy czasu, widzę ile miłości i zaangażowania każda osoba związana z serialem wniosła w ten projekt. Dzięki nim do dziś, serial już jako legenda – starzeje się z godnością, opowiadając po polsku najprawdziwszą wizję miłości w czasie wojny. Pancerni dali nam Janusza Gajosa, który z powodzeniem do dziś włada polskimi ekranami – nie tylko telewizorów, ale również kin. W najnowszym dziele Małgorzaty Szumowskiej – Body/Ciało pokazał najpiękniejszą z postaci jaką przyszło mu do tej pory grać. A to wzruszenie, że pamięta się go jeszcze jako Janka, to szczęście, że wychowywałem się w takich a nie innych czasach.

Justyna: A znasz historię o Januszu Gajosie, którą w jednej ze swoich książek wspomina Krystyna Janda? Opowiada tam – w dużym skrócie – o ciągłej irytacji aktora powrotem do tematu Janka Kosa, do której to zresztą sama Janda się przyczynia: a to dzwoniąc w środku nocy z pytaniem o wypchanego Szarika w gablocie w Modlinie, a to ni stąd, ni zowąd informując swoich małoletnich wówczas synów, że dobrze znany im Janusz Gajos, to właśnie Janek z Pancernych. W tekście tym padają jednak takie dość istotne słowa (skierowane do Gajosa): Wszyscy wiemy, że zagrałeś piękne, ważne role, ale ten film i ta rola to fenomen socjologiczny. (…) A popularność jaką wtedy miałeś, mieliście wszyscy, nie da się dziś porównać z niczym i z nikim. I myślę, że to jest właśnie to, o czym piszesz. Chociaż nie ulega wątpliwościom, że każdy z aktorów, grających w tym serialu stworzył wcześniej lub później inne ważne role, Pancerni to fenomen i warto ciepło go wspominać.

1-f-3636-46-1291x629

Ulubiony Pancerny

Adrian: Niezaprzeczalnie – Szarik.

Justyna: Olgierd, a po jego śmierci – Gustlik.

 

Ulubiona postać…

Adrian: Marusia

Justyna: Lidka

 

Ulubiony odcinek…

Adrian: Sezon 1, odcinek 8 – Brzeg morza. Za piękną scenę gdzie Marusia i Janek wraz z psem spacerują brzegiem Bałtyku.

Justyna: Sezon 3, odcinek 18 – Pierścienie. Ze względu na obecność Honoraty, oświadczyny Gustlika i akordeon Tomusia.

 

Ulubiona piosenka z serialu…

Adrian: Rozkwitały pąki białych róż – wykonanie kapitalne, surowe i przejmujące.

Justyna: Piosenka radiotelegrafistki

 

Tekst lub dialog, który najbardziej zapadł w pamięci…

Adrian:  

– Pyrkosz, pyrkosz i nie jedziesz

– Ano nie jadę, bo mi pieczka zgasła

Justyna: Tam gdzie my, tam granice naszej ojczyzny.

Justyna Potasiak

Nieustannie zatopiona w planach kulturalno-wyjazdowych. Kulturę najchętniej pochłania w bezpośrednim kontakcie z twórcami, bo kontakt z żywym człowiekiem, z emocjami „tu i teraz” uważa za najwyższą wartość.

1 Komentarz
  1. Czytam, czytam, czytam. I zastanawiam się, skąd się bierze u tak młodych ludzi tak świetny warsztat? Toż aż się chce czytać, nawet jeśli się serialu nie lubiło…nie lubi…
    Cóż, gratuluję!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany