Radiohead na Open’erze, czyli o spełnionym muzycznym marzeniu

To będzie historia o tym, jak jedna informacja może… Nie, nie zmienić twoje życie, ale na pewno sprawić, że pochmurny dzień stanie się lepszy, a jedno z małych pragnień urzeczywistni się.

Był chłodny czwartek, gdy przeraźliwie zmęczona po całym dniu spędzonym na uczelni wróciłam do domu. Kończąc obiadokolację, przeglądałam portale społecznościowe. Powinnam być przygotowana na to, że mogę natknąć się na taką informację, ale przez natłok obowiązków całkowicie o tym zapomniałam. I tak kompletnie nieprzygotowana zobaczyłam ogłoszenie, które najpierw zmroziło mi krew w żyłach, później spowodowało nieoczekiwanie napłynięcie łez do oczu i fakt, że kąciki moich ust niebezpiecznie poszybowały w górę. Później miałam już tylko ochotę śpiewać i tańczyć. Cóż, ktoś normalny mógłby ocenić moją reakcję jako zbyt przesadzoną, ale każdy prawdziwy miłośnik muzyki zapewne zareagował tak samo. Otóż zespół Radiohead będzie headlinerem Open’er Festival i zagra na lotnisku Kosakowo dokładnie 28 czerwca 2017 roku!

Aby zrozumieć mój zachwyt należy wiedzieć, że we wszystkich sondach, w których organizatorzy festiwali pytali, kogo chcielibyśmy zobaczyć podczas kolejnej edycji, wpisywałam… właśnie Radiohead. Sami twórcy gdyńskiej imprezy podkreślili, że jest to moment wyjątkowy, bo starali się o występ brytyjskiej kapeli już od samego początku trwania Open’era. Pogłoski o możliwym koncercie Thoma Yorke’a i spółki pojawiały się już w tym roku. Pomimo tego, że skończyły się fiaskiem, to zdecydowanie rozpaliły nadzieję…

Tegoroczne ogłoszenie sprawiło, że w mojej głowie zaczęły kłębić się myśli, ilu ludzi przyciągnie ten koncert i przede wszystkim, co panowie z Abingdon zagrają. Z pewnością wszyscy liczyliby na Creep. To piosenka, od której wszystko się zaczęło. Utwór pochodzi z płyty Pablo Honey, na którą o mały włos nie załapałby się. Jednak los płata różne figle, i o ile pierwszy krążek Radiohead nie wzbudził zachwytów, tak debiutancki singiel sprawił, że świat oszalał na punkcie tej piątki muzyków. Thom Yorke napisał go w późnych latach 80., gdy studiował na University of Exeter. Według Jonny’ego Greenwooda, gitarzysty bandu, została napisana z myślą o dziewczynie, za którą Yorke szalał i która niespodziewanie pojawiła się na jednym z koncertów On a Friday (jak pierwotnie nazywał się zespół). Uznawana przez wiele rozgłośni radiowych za zbyt depresyjną wyraża uczucia mężczyzny, który czuje się niepewny, niedowartościowany i pozbawiony szans na doświadczenie prawdziwej miłości.

Utwór był do tego stopnia uwielbiany i pożądany na koncertach, że wywołało to wręcz odwrotny skutek; muzycy z coraz mniejszą chęcią grali go na żywo, a w 1998 r. całkowicie przestali go wykonywać. Piosenka wróciła do repertuaru dopiero w 2001 r., jednak od tamtego czasu była grana na żywo tylko kilka razy (ku uciesze fanów powróciła do łask dokładnie w tym roku, kiedy w maju w Paryżu formacja wykonała ją po siedmioletniej przerwie). Czy wybrzmi również za rok nad polskim morzem?

Drugim numerem, który kojarzą nawet osoby nie będące fanami zespołu, a entuzjaści z lubością usłyszeliby na żywo, jest Karma Police. Utwór traktuje o nierównej walce z przeznaczeniem, zagubieniu i próbie odnalezienia równowagi moralnej w życiu, gdy liczymy na to, że nasze złe uczynki zostaną zapomniane, a te dobre sprawią, że pozytywna energia do nas wróci. Kawałek pochodzi z płyty OK Computer, która uważana jest za najlepsze i najważniejsze dzieło w dorobku Radiohead. W 2003 album został sklasyfikowany na 162. miejscu listy 500 albumów wszech czasów magazynu Rolling Stone. Co ciekawe, za rok krążek ten będzie obchodził 20. urodziny. Świętując tę rocznicę, panowie z Abingdon być może uraczą nas innymi perełkami z tego longplaya, jak chociażby No Surprises, Paranoid Android czy Exit Music (For a Film). Znamienne jest, że muzycy Radiohead już tyle lat temu zauważali nie najlepszą kondycję współczesnego człowieka. Dla niektórych z nas wpływ technologii okazał się zgubny – zamknęliśmy się we własnych, często wirtualnych światach, nie dostrzegamy drugiego człowieka ani piękna otaczającej nas przyrody. Nie cieszymy się dobrymi chwilami czy drobnymi przyjemności – wciąż pragniemy więcej. Niestety, najczęściej obiektami naszych pożądań są dobra materialne.

https://www.youtube.com/watch?v=IBH97ma9YiI

Moja przygoda z zespołem Radiohead zaczęła się nieco później, bowiem od płyty In Rainbows. Nie pamiętam dokładnie, który to był rok, ale jako nastolatka natrafiłam na kanale MTV Live na ich występ From The Basement. Obejrzałam go do tej pory niezliczoną ilość razy i za każdym z nich nie mogę wyjść z podziwu nad genialnością Thoma Yorke’a i spółki. Ten niezwykły koncert jest dla mnie uosobieniem wszystkiego, co w Radiohead jest najlepsze i za co ich pokochałam. Ukazuje nie tylko ich instrumentalną wirtuozerię, troskę o każdy szczegół czy zamiłowanie do niekonwencjonalnych rozwiązań muzycznych. Przedstawia przede wszystkim ich niebywałą wrażliwość i umiejętność sprawienia, że skumulowane w nas emocje wychodzą na wolność i swobodnie dryfują w przestrzeni. Takie utwory jak 15 Step, Nude, The Gloaming, Reckoner, Videotape czy Where I End And You Begin – ich siła tkwi nie tylko w pięknych melodiach i mądrych tekstach. Ich mocą jest to, że zawsze będą mi się kojarzyły z określonym okresem w moim życiu, a cierpię na taką dziwną przypadłość, że ukochane utwory traktuje jak przyjaciół, którzy są zawsze ze mną w trudnych chwilach, a ich kojące dźwięki potrafią sprawić, że na nowo czuję się spokojna i bezpieczna. Gdybym któryś z nich usłyszała podczas Open’era, z pewnością uniosłabym się kilka centymetrów nad ziemię.

Kończąc rozważania o możliwej setliście przyszłorocznego koncertu na gdyńskim festiwalu, nie sposób nie wspomnieć o najnowszym dziecku formacji – albumie A Moon Shaped Pool. Krążek wydany najpierw w Internecie, bowiem zespół wielokrotnie pokazywał, że nie zależy mu na rozgłosie, stał się kolejnym majstersztykiem w dyskografii kapeli. Momentami niepokojące single Burn The Witch i Daydreaming, ale przede wszystkim melancholijne muzyczne pejzaże pokroju The Numbers, Present Tense czy Identikit mogą sprawić, że wieczór 28 czerwca przyszłego roku zostanie zapamiętany jako jeden z tych doskonałych.

Karolina Kozłowska

Muzyka daje jej wolność, a ulubione kawałki są jak najlepsi przyjaciele. Będąc na koncercie czuje, że znajduje się we właściwym miejscu i czasie.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany