Reżyseria: Krzysztof Kieślowski

Długo zastanawiałam się, jak napisać ten tekst. Od czego zacząć, jakich słów użyć, jaką wybrać kompozycję, które zdjęcia… Nie wiedziałam, jak powinno się opowiadać o geniuszu, jak interpretować jego filmy, jak ubrać wszystko w słowa – zachwyt, niepewność, melancholię – żeby nie przesadzić w żadną stronę. Oglądając Dekalog VIII, w moim przypadku ostatnią część cyklu (jak to ja – nie stosowałam się do chronologii), pomyślałam sobie, że bez sensu są wszystkie wątpliwości. Wystarczy pisać tak, jak Kieślowski robił filmy – prosto, ale z sercem. Tylko i aż.

W związku z 20. rocznicą śmierci reżysera, nazwisko Kieślowskiego często przewija się tego roku w mediach. O jego filmach rozmawiają zarówno krytycy, jak również zwykli ludzie – widzowie. Co takiego wniósł do polskiej kinematografii absolwent łódzkiej szkoły filmowej? Przede wszystkim prawdę. Znany licznej publiczności z filmów fabularnych, reżyser był również genialnym dokumentalistą. Gdyby nie umiejętność obserwacji ludzi i otoczenia, nie powstałyby przecież takie filmy jak Personel czy Amator. O niebywałej wrażliwości i umiejętności przeniesienia sytuacji życiowych na ekran świadczyć mogą także inne jego dzieła – chociażby Trzy kolory czy Podwójne życie Weroniki. Po realizacji filmu Trzy kolory: Biały reżyser podjął decyzję o przerwaniu swojej kariery. Zmarł dwa lata później, w 1996 roku.

Moja miłość do Kieślowskiego wybuchła po obejrzeniu Dekalogu, konkretnie – Dekalogu IV. Niecały rok temu, po przeczytaniu biografii o Gajosie, nadrabiałam wszystkie filmy, w których wspomniany aktor zagrał główne role. Nie przypuszczałam, że fascynacja Gajosem przerodzi się w nową – tym razem reżyserską – fascynację. Kieślowski nie stawia w Dekalogu jasnych odpowiedzi. Nie usprawiedliwia swoich bohaterów, nie stawia krzyżyków nad tymi, którzy postępują źle. Wybór należy do widza, który sam musi zadecydować o ocenie postępowania postaci. Reżyser stoi obok. Daje znaki, przesyła sygnały, czasem są to jedynie szczegóły, które dostrzec można dopiero, gdy ogląda się film kolejny raz. Trudno zresztą zaprzestać na jednorazowym seansie. Dekalog nabiera zupełnie innych znaczeń, gdy się do niego powraca, niekoniecznie w całości, ale choćby częściowo. Dziesięć różnych historii splata się w jedną. Podobnie jak dziesięć przykazań, które z pozoru nie łączą się ze sobą, tworząc tak naprawdę nierozerwalny związek.

dekalog II lepszy
Kadr z „Dekalogu II”
dekalog IV
Kadr z „Dekalogu IV”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wydaje mi się, że mam dobre kontakty z Panem Bogiem. Bardzo osobiste, prywatne, bardzo własne – mówił o swojej wierze Kieślowski. Wciąż szukał metafizyki. W codziennych sytuacjach dopatrywał się metafor, jakby chcąc znaleźć potwierdzenie na to, że we wszystkim – także w życiu człowieka – leży większy sens. Nie szedł na skróty – historie przedstawione w cyklu filmowym współgrają z poszczególnymi przykazaniami. Skojarzenia nie są jednak banalne. Tam, gdzie szacunek do rodziców pojawia się motyw kazirodczej miłości; gdzie kradzież, walka o niechciane kiedyś dziecko; zabójstwo to bodziec do dyskusji na temat kary śmierci. I zawsze – choć najczęściej na drugim planie – Bóg.

dekalog VI
Kadr z „Dekalogu VI”

Dekalog to także piękne zdjęcia. Kadry, które zapadają w pamięć; chociażby ten, gdy ze szklanki z kompotem próbuje wydostać się pszczoła. Blokowisko, a w nim zwykłe mieszkania – szafa, stół, kilka książek, kwiaty. Wszystkim znane miejsca – szpitale, kościoły, dworce kolejowe, sklepy, uczelnie. Te elementy tworzą spójną całość, co zachwyca tym bardziej, że autorami zdjęć do kolejnych odcinków byli inni operatorzy (za wyjątkiem Piotra Sobocińskiego, który zrealizował dwa odcinki).

I w końcu oni – aktorzy. Na co dzień wybitni artyści, na ekranie w większości słabi i zmagający się z własnymi uczuciami, porażkami i lękami zwyczajni ludzie. Kieślowski zgromadził mistrzowską obsadę. Zaczynając od Artura Barcisia, wcielającego się w rolę milczącego nieznajomego, kończąc na Stuhrze i Zamachowskim, grających braci w ostatniej części, Dekalogu X. Umiejętność obserwacji drugiego człowieka pomagała reżyserowi w idealnym obsadzaniu ról.

decalogue-x
Kadr z „Dekalogu X”

Kieślowski to wrażliwość i prawda. To codzienność pomieszana z metafizyką. A filmy Kieślowskiego to przede wszystkim opowieści o człowieku – często samotnym, doświadczanym przez życie, zawsze poszukującym. Filmy, które się nie starzeją.

 

Iga Herłazińska

Mogłaby zamieszkać w teatrze. Wszystko ją tam ciekawi i zachwyca. Lubi się włóczyć, podróżować. Banalnie - kocha żyć. Kocha też kawę z mlekiem, wiersze Osieckiej i stare filmy.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany