Bo z dziewczynami nigdy nie wie, oj nie wie się…

W związku z zawodem jaki wykonuję i niemożnością odcięcia się od internetowych, złowieszczych przestrzeni, scroluję dziesiątki profili/portali/stron dziennie. Żmudna to praca, momentami niewdzięczna, ale w obecnych czasach niezbędna. Przeglądam niezliczone ilości zdjęć, zarówno bohaterek tekstów w naszym magazynie, modelek z działu mody, a także wszelkich pism, ulotek i reklam. Każdego dnia zasiadamy wspólnie przed monitorami i podziwiamy z radością twarze.

Obserwuję więc z uwagą, nawet z pewną natarczywością kobiece sylwetki, a szczególnie ich lica. Przysiadam regularnie na murku, przystanku, na ławce w parku, obserwuję w kolejce do kasy samoobsługowej, w autobusie, w windzie, cały czas wyłapuję swoje ofiary. Sokolim okiem namierzam niezwykłe twarze, które wbrew pozorom nie są śliczne i nieskazitelne, lecz te, na których płaszczyźnie odbił się czas i pewne historie. Na takich buziach widać wgłębienia wywołane uśmiechem, ale też te powstałe w wyniku smutku – to jest najpiękniejsze.

Czasami widzę jak pewna jednostka mknie przez miasto z radosną miną – a ja natychmiast wyłapuję ją z tłumu, obserwuję i nie zdążę się obejrzeć, a na poziomie myśli już widzę jak zaczepiam ją na tej ulicy, pytam o powód jej zadowolenia, a ona z ogromną otwartością opowiada mi historię jaka ją właśnie spotkała (przyczynie emocji wyrysowanej na je twarzy). W realu oczywiście trzymam się z dala. Zza okulara obserwuję fantastyczną krzywiznę ułożoną z warg. 

Kobiece piękno zajmuje mnie od dawna. Zarówno moją pracę maturalną jak i pracę licencjacką poświęciłam pięknu właśnie. W pierwszym przypadku pisałam o portretach kobiet w literaturze (dowolne przykłady), wybrałam więc super skrajne przypadki: Mirandę Priestly z Diabeł Ubiera się u Prady, Bridget Jones oraz kobietę przedstawioną w wierszu Szymborskiej pt. Portret Kobiecy.

W drugim zaś wybrałam kobiety – bohaterki, motyw przewodni programu Martyny Wojciechowskiej „Kobieta na Krańcu Świata”  – na ich przykładach, prezentowałam kanony kobiecego piękna panujące w krajach, które zamieszkują. Pisałam o mosiężnych zwojach na szyjach u przedstawicielek plemienia Padaung w Tajlandii, piłowaniu zębów w Japonii, drewnianych krążkach (noszonych w dolnej wardze) w plemieniu Mursi i tym co bliższe mi (nam, Europejkom), czyli wszechobecnym botoksie, wypełniaczach, naciągniętych twarzach, potężnych tyłkach i sylikonowych biustach.

No właśnie. Przeglądając te wszystkie zdjęcia (o których wspominałam na samym początku) nie sposób nie zauważyć zanikania oryginalności. Widząc twarze młodych kobiet, nawet dziewczyn, z bólem stwierdzam, że nastąpiła inwazja klonów. Czy tylko ja mam takie spostrzeżenia? Jestem pewna, że nie. Kobiety krzyczące z kolorowych pism, bilbordów i reklam to bardzo często stwory zrodzone z łona fotoszopa i sprawnej dłoni grafika komputerowego.

Oglądam twarze pozbawione wyrazu, bo i jak można oddać emocję mając sztywne czoło, naciągnięte policzki i napompowane usta? Nie da się. Widzę bliźniaczki, które z wiecznie wystraszoną miną, wcale nie wyglądają pięknie, a wręcz odwrotnie – wołają rozpaczliwie o pomoc. Każda z nich ma nierealnie wystające kości policzkowe, doklejone 2 centymetrowe rzęsy, wymalowane zbyt ciemną kredką brwi i oczywiście centymetrową warstwę matowej pomadki do ust, która dodatkowo powiększa i tak gigantyczne wary. Przepraszam, ale to już na pewno nie są wargi. Wszyściutkie mają doskonale wypracowaną metodę robienia dziubka, uwydatniania sztucznego biustu (poprzez ściskanie go ramionami) i puszczania zalotnego spojrzenia do swoich „fanów”.

Naturalne piękno zalewane jest hektolitrami kwasu hialuronowego i podwiązywane nićmi chirurgicznymi, a szkoda…

Dlatego z nieskończenie wielką radością patrzę na kobiety, które pomimo upływających lat i faktu, że skóra już nie chce współpracować tak –  jak dawniej, przyjmują to z uśmiechem. Jak miło się słucha, że zmarszczki to oznaka doświadczeń, a nie starzenia, a każda z nich niesie za sobą jakąś historie. Jak niezwykle jest widzieć naturalne piękno u kobiet, którym może i lekko opada skóra na twarzy ale za to są w stanie zaśmiewać się wniebogłosy – i dla żartu naciągać dłońmi przed lustrem.

Apeluję jako młoda, ale starzejącą się dziewczyna.

Kobiety! Porzućmy już te karpie usteczka i z dumą nośmy to co los maluje nam na twarzach. Naturalność jest piękna.

 

img_20161001_172850 img_20161001_172832 img_20161002_163820 img_20161002_163951

Milena Fringee

Kojarzę słowa w pary - żongluję nimi, na pozór karłowate, scalam w finezyjne duety

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany