„Wołyń”, czyli miłość ponad podziałami

Dzień premiery najnowszego, najbardziej wyczekiwanego dzieła Wojciecha Smarzowskiego – Wołynia – jest wielkim wydarzeniem. Bilety na pokazy premierowe są już zarezerwowane, w wielu kinach – wykupione. Smarzowski długo kazał czekać na swój film, od kilku lat w prasie krążyły plotki o dacie rozpoczęcia pracy nad tym projektem. Po zakończeniu zdjęć okazało się, że brakuje kilku kluczowych scen, na które twórcy nie mają wystarczających funduszy. Zaczęły się poszukiwania środków, ruszyła akcja crowdfundingowa. W końcu, po czterech latach pracy nad produkcją, jej oficjalna premiera miała miejsce na 41. Festiwalu Filmowym w Gdyni.

Michalina Łabacz
Michalina Łabacz, źródło: filmwolyn.org

Wołyń, 1939 rok: Zosia Głowacka (Michalina Łabacz) zakochuje się w ukraińskim chłopcu z tej samej wsi o imieniu Petro (Wasyl Wasylik). Ojciec wbrew jej woli wydaje ją za mąż za bogatego, wdowca i ojca dwojga dzieci, Macieja Skibę (Arkadiusz Jakubik). Dramat obejmuje okres sześciu lat: okupację sowiecką, niemiecki atak na ZSRR, mordowanie Żydów, ukraińskie dążenie do niepodległości, napięcia polsko-ukraińskie, aż w końcu – rzeź oddziałów UPA na mieszkańcach polskich wsi.

Iza Kuna i Jacek Braciak
Iza Kuna i Jacek Braciak, źródło: filmwolyn.org

Tak wygląda tło historyczne, z którego ciężarem będzie się zmagała Zosia. Postać stworzona przez młodą, debiutującą Michalinę Łabacz, wprowadza w przykry świat okrucieństwa. Trudno uwierzyć, że jest to pierwszy duży angaż młodej aktorki: zbudowała niezwykle silną, dynamiczną bohaterkę. Reżyser, tak jak przy poprzednich produkcjach – Róży czy Weselu – zdecydował się na swój stały zabieg, czyli pracę z tą samą grupą aktorów, między innymi z Izą Kuną i Jackiem Braciakiem. Nie sposób pominąć do bólu prawdziwą, wzruszającą rolę Arkadiusza Jakubika. Wszystko zostało precyzyjnie dopracowane: za mistrzowskie zdjęcia po raz kolejny odpowiada Piotr Sobociński Jr, za przerażająco realistyczną charakteryzację Ewa Drobiec, za muzykę, która podtrzymuje napięcie w chwilach grozy – Michał Trzaska.

Autor scenariusza znany z zamiłowania do prawdy i brutalności bez żadnej cenzury – przeszedł samego siebie. Znalazł złoty środek, który pozwolił na zachowanie umiaru w tak ciężkim temacie, jakim jest rzeź wołyńska. Choć patrząc na ilość krwi, trupów i scen ludobójstwa trudno nazwać to wyważeniem.
Problem polsko-ukraiński nie został ukazany jednostronnie, nie ma rozliczeń, przedstawiono konsekwencje, jakie niesie ze sobą skrajny nacjonalizm.
Nienawiść, ogarniający lęk, nierozerwalne uczucie zbliżającego się zła towarzyszyły mi w trakcie seansu. Obraz w niewyobrażalny sposób porusza wszystkie zmysły, nie tylko wzrok i słuch, również węch, dotyk. Jest porażający, mądry, przejmujący.

Wojciech Smarzowski na planie
Wojciech Smarzowski na planie filmowym, źródło: zmuszynski.eu

Smarzowski po raz kolejny zrobił film wstrząsający, budzący w widzu wszystkie głęboko skrywane emocje. Każdy jego film jest zjawiskiem, niektórzy nazywają go głosem polskiego kina. Do tej pory za najważniejsze, najpiękniejsze dzieło uznawano Różę z Marcinem Dorocińskim oraz Agatą Kuleszą w rolach głównych. Subtelność zawarta w scenerii pełnej bestialstwa zostawiła ogromne echo w polskim kinie. Nie ukrywam, że w oczekiwaniu na jego nowy film miałam cichą nadzieję na to, by choć w małym stopniu dorównał Róży. Po wyjściu z sali kinowej ciężko było mi wrócić myślami do bezpiecznej rzeczywistości… Dorównał, Róża była tylko zapowiedzią tego, co czeka na widza w Wołyniu.

Basia Owsińska

Od wielu lat szczęśliwie zakochana w kinie. Uzależniona od piękna i estetyzmu, muzyki, zieleni roślin oraz towarzystwa czworonogów.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany