Człowiek, którego podziwiam: Jak dorosnę, poznam Kayah

Był maj, roku dwutysięcznego. Od pięciu miesięcy dumnie przypominałam wszystkim, że skończyłam osiem lat. Pewnego wiosennego dnia, usiadłam, jak co dzień, przy moim białym biurku, w dłoniach dzierżąc przyniesiony ze sklepu magazyn dla dzieci. Fanką kolorowych czasopism, z których mogłam przerysowywać obrazki, byłam niemalże od urodzenia. Izolowałam się w ten sposób, odreagowując wszelkie towarzyskie nieprzyjemności. Jako, że nawyk przeglądania gazet od tyłu odziedziczyłam po mamie, w pierwszej kolejności natknęłam się na śpiewnik, który był w tamtym czasie popularny porównywalnie do dzisiejszych rubryk aktualności. Zatrzymałam się na dłużej:

Ja znajoma sobie i nieznana
chociaż wciąż ta, to nie taka sama
jestem inna, niż każda napotkana
i jak każda inna taka sama

– przeczytałam te słowa i po raz pierwszy w życiu zachwyciłam się drugim człowiekiem. Nie pamiętam czy rozumiałam to, co czytam. Być może intuicyjnie. Nie wiedziałam jeszcze kim jest Kayah, ani jak wygląda. Czułam jednak, że w tamtym momencie staje się dla mnie kimś godnym zainteresowania, choć – będę to powtarzać – nie miałam pojęcia dlaczego. Moja fascynacja rozpoczęła się dość kuriozalnie. Wszystkie gazety w których napotykałam Kayah – wyrzucałam, tylko po to by nie musieć tłumaczyć innym tego, czego nie potrafiłam wyjaśnić sobie samej. W zamian, żeby nie zapomnieć, starałam się rysować wciąż ten sam portret na marginesach zeszytów . Niezmierną radość przyniosła mi pewnego razu zabawa w metamorfozy, dzięki którym wszystkie lalki opuściły mój ówczesny salon fryzjerski z dumą i czarnymi włosami. Wywiady zdolna byłam recytować z pamięci. Piosenki słyszałam rzadko, a Prawy do lewego znałam wyłącznie w wersji śpiewanej (uwaga!) przez Smerfy. Z czasem poznawałam więcej, zagłębiałam się w słowach, nie wszystkie rozumiałam, ale wiele odczuwałam. Zaczynałam pojmować, że rosnę właśnie dzięki tej muzyce, a wypowiedzi Artystki typu: Szybko skumałam, że jestem raczej oryginalna sprawiały, że bezpodstawna krytyka rówieśników przestała być dla mnie bolesna. Utożsamiałam się z każdym słowem, do tego stopnia, że pewnego dnia wpadłam na szalony pomysł wyróżnienia się spośród innych. Poczułam się mocna, wiedziałam, że nic, oprócz tego, co sama do siebie dopuszczę, nie jest w stanie na mnie wpłynąć.

Z czasem bliscy zaczęli zauważać moje zafascynowanie Kayah. Bywało różnie, wszak dziewięciolatka słuchająca w samotności Jestem kamieniem nie mogła wyglądać na przesadnie szczęśliwą. Prawda jest taka, że ja dopiero wtedy –  paradoksalnie – to szczęście odnajdywałam.

Na spotkanie czekałam siedem lat – wystarczająco długo, by móc zobrazować je sobie w każdej z możliwych wersji. Lęk o to, czy człowiek, którego podziwiam jest dokładnie taką osobą, jak sobie wyobrażam, w dniu koncertu pozostał w domu. Byłam spokojna. Kiedy ją zobaczyłam czułam, że się znamy. Ona sama nie dała mi odczuć, że jest inaczej.

Muzyka Kayah towarzyszyła mi nie tylko w wolnych chwilach. W czasach szkolnych zdarzały się sytuacje, w których mimo obecności na zajęciach, wpisywano mi nieobecność, ponieważ słuchawki, głośna muzyka i cała długość sali okazywały się być granicą nie do pokonania dla głosu nauczyciela wyczytującego moje nazwisko. Podczas przygotowań do matury, gdy pisząc o artystycznych inspiracjach do albumu Skała, nie musiałam studiować sterty lektur, udało mi się udowodnić wszystkim, że muzyka wybrzmiewająca nieustannie w moich uszach to już nie izolacja od właściwego świata, a mój świat. Podczas tworzenia pracy dyplomowej z malarstwa postąpiłam podobnie.
Od czasu ukończenia 18 roku życia na koncerty zaczęłam jeździć znacznie częściej, za każdym razem postanawiając, że nigdy nie zacznę ich liczyć, bo każdy tworzy inne wspomnienie i jest tak samo ważny jak poprzednie. Nie powinno się ich kolekcjonować.

Patrząc dziś na swoich przyjaciół, na Kayah, oraz wszystko to, co zyskałam dzięki swojej miłości do muzyki, boję się myśleć jak wyglądałoby moje życie, gdybym tamtego majowego dnia rzuciła wszystko i beztrosko wybiegła z innymi dziećmi na podwórko. Być może nieźle, aczkolwiek na pewno nie miałabym możliwości poznania Kayah, nie dostałabym szansy na spotkanie moich bratnich dusz rozsianych po rożnych częściach Polski, być może nie miałabym też artystycznej duszy, cierpliwości do rysowania i umiejętności do tworzenia grafik dla Kultury do góry nogami. Dziś wiem, że mam to wszystko.

 

Klaudia Dopierała

Jednostka zdezaktualizowana, żywcem wyjęta z epoki dzieci kwiatów. Nie wyobraża sobie życia bez muzyki.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany