„Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia” – wywiad z pomysłodawcą i autorem książki Jarosławem Skoczniem

Fot. Materiały prasowe (od prawej: Jarosław Skoczeń, Zdzisław Beksiński)

 

Jaka jest historia Pana znajomości ze Zdzisławem Beksińskim?

Zdzisława Beksińskiego poznałem w 2000 roku, pracowałem wtedy w SPV Poland – firmie fonograficznej. Wpadliśmy na pomysł, żeby wydać w Polsce płytę z jednym z ulubionych zespołów Tomka Beksińskiego The Legendary Pink Dots. Przy tej okazji poprosiliśmy Pana Zdzisława Beksińskiego, o zgodę na użycie jego grafik na okładkach płyt wydawanych przez SPV Poland. Ten pomysł spodobał się na tyle, że dostaliśmy te zgody i zaczęliśmy razem współpracować. Niedługo po tym, kolejnym wspólnym projektem było wydanie albumu z grafikami Pana Beksińskiego dla Polskiej Akcji Humanitarnej. Od tego zaczęła się nasza znajomość, która jeszcze długo się rozwijała.

 

received_10208404040563478
Fot. Materiały prasowe (okładka książki)

 

Kim dla Pana był Zdzisław Beksiński?

W jednym z wywiadów powiedziałem, że Zdzisław Beksiński  jest współczesnym Leonardem Da Vinci, a dlaczego? Jego wszechstronność w działaniach artystycznych i nie tylko, była naprawdę imponująca. Już w latach 50-tych projektował autobusy, które przypominały te, które dopiero teraz możemy zobaczyć na ulicy. Był niesamowitym fotografikiem, pozostało po nim bardzo dużo przepięknych czarno-białych zdjęć. Niektóre z nich można zobaczyć w książce. Był też rzeźbiarzem i malarzem. Mimo swojego wieku nie stronił od nowych technologii, jak na tamte czasy, tworzył niesamowite grafiki komputerowe. Mało osób o tym wie, ale w latach 50-tych miksował również muzykę. Może to się wydać teraz śmieszne, ale Pan Beksiński miał kilka lub kilkanaście magnetofonów szpulowych, na których eksperymentował z muzyką. Pisał również opowiadania, nagrywał też filmy, które teraz są ważną dokumentacją jego życia. Beksiński mówił, że z Wajdą mieli ten sam dylemat. Wajda chciał być malarzem, a był utalentowanym reżyserem, Beksiński za to chciał być reżyserem, a był niezwykle utalentowanym malarzem.

 

Jakie wrażenie na Panu wywarł Beksiński?

Ta legendarna tajemnicza aura, która wokół niego się roztaczała, dystans do ludzi i świata, to wszystko wywarło na mnie niesamowite wrażenie. Dotarcie do Pana Beksińskiego nie było łatwe, on sam był uważany za człowieka niedostępnego, a wręcz czasami złośliwego dla innych ludzi. Można jednak powiedzieć, że od początku mieliśmy dość dobry kontakt.

 

Czy pamięta Pan jakieś szczególne spotkanie ze Zdzisławem Beksińskim?

To było pierwsze spotkanie i dla mnie najważniejsze. Chodziło o zgodę na wykorzystanie grafik do płyt, o których wspominałem wcześniej w tej rozmowie. Umówiliśmy się u Pana Zdzisława w domu na Służewiu nad Dolinką. Wiązała się z tym cała procedura bo Pan Beksiński był bardzo ostrożny w stosunku do obcych. Najpierw zadzwoniłem na telefon komórkowy, odebrał i poprosił żebym zadzwonił na telefon stacjonarny,  żeby sprawdzić czy to na pewno ja. Później przez domofon po raz kolejny sprawdził czy to ja, a pancerne drzwi jego mieszkania otworzyły się dopiero po tym, jak zobaczył mnie na małym ekranie z kamerki zamontowanej przy wejściu. Ta sytuacja utwierdziła mnie w tym, co słyszałem już wcześniej, że Pan Beksiński odgradza się od ludzi, jest zamknięty i tajemniczy. Jednak jak już otworzyły się drzwi, to zobaczyłem miło wyglądającego starszego Pana w krótkich spodenkach i koszuli w kratę, który z czasem okazał się bardziej przystępny, niż to wszyscy mówili. Każde nasze spotkanie co raz częściej wykraczało poza sprawy służbowe i częściej rozmawialiśmy na różne prywatne tematy, te trudne dla niego również.

 

fa-118
Fot. Materiały prasowe

 

 

Jest Pan bardziej fanem malarstwa czy grafik Beksińskiego? Co Pana pociąga w jego dziełach?

Może przewrotnie odpowiem, że najbardziej podobają mi się jego zdjęcia? Osobiście lubię bardzo zdjęcia czarno białe, bo mają coś w sobie. Dodatkowo te Beksińskiego mają w sobie dużo kolorów, tyle że kolorów i odcieni emocji, wrażliwości, a dodatkowo charakteryzuje je perfekcjonizm. Wydaje mi się, że jeśli bardziej skupiłby się na fotomontażu zdjęć, czym również się zajmował,  mógł w tej dziedzinie, obok malarstwa i grafiki komputerowej, również wiele osiągnąć.

 

fa-88
Fot. Materiały prasowe. Zdjęcie zrobione przez Zdzisława Beksińskiego.

 

Co skłoniło Pana do napisania książki: “Beksiński. Dzienniki – dzień po dniu…”

Przeprowadziłem z Panem Beksińskim kilka wywiadów (m.in. Radiostacja, tytuły prasowe) i namawiałem Mistrza również na wywiad –rzekę, ale niestety się nie zgodził. Po tragicznej śmierci myślałem o tym, żeby napisać książkę o Panu Beksińskim tylko nie wiedziałem jeszcze w jakiej formie. Dopiero po jakimś czasie wpadłem na pomysł, żeby przeprowadzić wywiad z Panem Wiesławem Banachem (Dyrektor Muzeum w Sanoku, wieloletni przyjaciel Zdzisława Beksińskiego – przyp. Red.) oraz opublikować wybrane dzienniki.

 

Czym różni się ta książka, która ukaże się w sieci Empik od tej wydanej w marcu tego roku? Czy to jest specjalne wydanie?

Tak, jest to specjalnie wydanie tej książki, do którego dołączony jest wydruk w formie plakatu z grafiką z okładki.

 

Wkrótce w kinach ukaże się film o Rodzinie Beksińskich pt. Ostatnia Rodzina.  Czy film powstał w oparciu o tę książkę?

Nie, nie powstał, ale współpracujemy z dystrybutorem i książka jest oficjalnym patronem filmu.  Z tego co wiem scenariusz był pisany przez wiele lat, a ja rozpocząłem prace nad książką na przełomie 2014/2015 roku. Miałem jednak przyjemność poznać reżysera, spotkaliśmy się w Krakowie podczas kiedy dokumentował film, a ja książkę. W książce jest ekskluzywny wywiad z Wiesławem Banachem oraz  dzienniki Beksińskiego, które nigdzie wcześniej nie były publikowane, a już 29. września ukaże się również audiobook na Audioteka.pl.

Dominika Janiak

Kieruje się zasadą: masz mało czasu, to znajdź dodatkowe zajęcie. Nie potrafi chodzić wolno, kocha teatr, kino i podróże. Bez muzyki nie umie żyć. Gotuje, pisze, biega i robi szaliki.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany