41. Festiwal Filmowy w Gdyni – nasze oczekiwania

Iga: Muszę przyznać otwarcie – czekam na tę Gdynię, jak na najbardziej upragniony prezent bożonarodzeniowy! Najchętniej już wsiadłabym w pociąg, wysiadła na gdyńskim dworcu i powędrowała w kierunku Teatru Muzycznego i Gdyńskiego Centrum Filmowego. Ten festiwal uzależnia – trzeba to głośno powiedzieć i ostrzec tych, przed którymi pierwszy raz. Festiwal Filmowy w Gdyni ma tę magię, że nie pozwala o sobie zapomnieć nawet na chwilę. Chociaż odbywa się we wrześniu, już w październiku nie mogłam się doczekać informacji o terminie kolejnej edycji. Potem czekałam na listę filmów, które zakwalifikowały się do Konkursu Głównego. A jak już zobaczyłam tę listę… Ale o tym może chwilę później. Kasia, zacznijmy od tego, że my poznałyśmy się… właśnie na festiwalu!

 

Kasia: Chyba nie mogłyśmy wymarzyć sobie lepszego momentu na wolontariacki debiut na festiwalu! Miniona edycja była wyjątkowa, bo jubileuszowa. Obie znalazłyśmy się w redakcji gazety festiwalowej Klaps, miałyśmy możliwość poznania ludzi, których podziwiamy, zrobiłyśmy wspólnie wywiad z Jerzym Antczakiem… A po roku przyjeżdżamy do Gdyni z własną stroną! To nie miejsce na wzruszenia i tanie sentymenty, ale musisz przyznać, że to niesamowite ile zadziało się przez ten rok i że wracamy tam odmienione, z trochę innymi oczekiwaniami i planami. Ale przejdźmy do rzeczy i porozmawiajmy o programie, który w tym roku jest dużym zaskoczeniem. Zacznijmy od tego, że wśród 16 zakwalifikowanych do konkursu głównego filmu znajduje się aż 7 debiutów! Czy mamy się czego obawiać?

 

Iga: Szczerze mówiąc, na te debiuty czekam najbardziej. Oczywiście przebieram niecierpliwie nogami, myśląc o nowym filmie Bugajskiego czy Smarzowskiego, ale jestem ciekawa nowego. Skoro filmy debiutantów dostały się do Konkursu Głównego, świadczy to o ich wartości. Lubię ten moment niepewności, jaka pojawia się przed seansem, gdy nie masz zielonego pojęcia, w którą stronę poszedł reżyser i zupełnie nie wiesz, czego się spodziewasz. Gdy do kin wchodzą filmy znanych już twórców, zazwyczaj ma się w głowie pewien zarys, jak dany film może wyglądać. Niedopowiedzenia i niespodzianki to nieodłączny element filmu, więc nigdy nie jest się do końca pewnym, co ujrzy się na ekranie. Ale w przypadku debiutów zazwyczaj nie wie się nic. Czysta karta.

 

Kasia: Debiuty ostatnich lat pokazały, że w polskim kinie idzie nowe. Twórcy eksperymentują z formą, tworzą gatunkowe hybrydy. Przedsmak tego dały nam zeszłoroczne pokazy Córek Dancingu Agnieszki Smoczyńskiej i Baby Bump Kuby Czekaja. W moim odczuciu zbyt swawolne i wideoartowe próby. Zobaczymy, co przyniosą tegoroczne debiuty. Miejmy nadzieję, że w jakiś sposób odciążą program, w którym widoczny jest nurt mrocznego PRL-u. Zarówno Jestem Mordercą Macieja Pieprzycy, jak i Czerwony Pająk Marcina Koszałki to osadzone w latach 60-tych/70-tych historie zbrodniarzy. Zaćma Ryszarda Bugajskiego to z kolei dramat psychologiczny o kontrowersyjnej stalinowskiej pułkownik UB. W tym kontekście wybór Planety Singli przestaje dziwić… Michał Oleszczyk najwyraźniej chciał uniknąć grobowej atmosfery w salach kinowych. Pamiętajmy jednak, że Gdynia nie kończy się na wielkich nazwiskach i Konkursie Głównym. To, co zwykle najbardziej interesuje mnie na festiwalach to bloki młodego kina. Krótkie formy są wyzwaniem, a biorąc pod uwagę, że przeważnie są to filmy ekstremalnie niskobudżetowe, efekt końcowy tym bardziej imponuje. Szczególnie czekam na Lokatorki Klary Kochańskiej (PWSFTViT), (dyplom który dostał się do finału tzw. studenckiego Oscara) i Szczękościsk Kordiana Kądzieli z Wydziału Radia i Telewizji im. K. Kieślowskiego w Katowicach. Plotki głoszą, że to najlepsza wydziałowa etiuda, dlatego już przebieram nogami.

 

Iga: Nigdy nie byłam specjalnie filmowa, bliżej było mi do teatru. Ale gdy na początku studiów zauroczyłam się polskim filmem, dość szybko zaintrygowały mnie etiudy studentów szkół filmowych. Często niedoceniane poza artystycznym światem, wśród szerokiej publiczności, bo wciąż mówi się o nich za mało. A tymczasem te etiudy są często zapowiedzią czegoś wielkiego. Mam wielki szacunek do ich twórców, bo nierzadko krótkie formy są lepsze od filmów fabularnych. Mały budżet zmusza artystów do przemyślenia każdej sceny, nie ma miejsca na błędy. Podobnie jest w Innym Spojrzeniu, gdzie prezentowane są filmy przedstawiające… inny punkt widzenia. Widziałam już Kryształową Dziewczynę, dyplom studentów filmówki. Czekam na trzy pozostałe.

W Gdyni istnieje tylko ten problem, że jest tak wiele filmów do obejrzenia, wystaw, wydarzeń towarzyszących, konferencji, że zobaczenie wszystkiego jest zwyczajnie niemożliwe. Ale gdy jesteśmy już przy wydarzeniach specjalnych – pierwszy pokaz Powidoków Wajdy. Chyba nie muszę podkreślać, jaka byłam szczęśliwa, gdy przeczytałam, że właśnie na festiwalu film Mistrza zostanie zaprezentowany w Polsce po raz pierwszy? Mam sentyment do Wajdy i serce pełne miłości do Łodzi, gdzie były robione zdjęcia. Widziałam kilka sztuk teatralnych o duecie Strzemiński – Kobro, czytałam książki. Ciekawi mnie, jak wyglądać będzie ta historia opowiedziana z perspektywy Wajdy.

 

Kasia: A co najważniejsze, pokazowi Powidoków towarzyszyć będzie wielka pompa. To nie jest film konkursowy, a specjalny pokaz przedpremierowy z okazji 90-tych urodzin Wajdy. Gdynia oddała cześć reżyserowi, wstrzymując czwartkowe projekcje konkursowe, aby nic nie konkurowało z mistrzem. Bardzo cieszy mnie również pokaz zrekonstruowanych cyfrowo Niewinnych Czarodziejów, swoją drogą mojego ulubionego filmu Wajdy. Pozostając w klimacie klasyki, w swoim programie na pewno jako must seen zakreślę pozycje z bloku Skarbów kina przedwojennego. Dymsza, Smosarska, Ordonówna, komedie pomyłek, filmy kostiumowe… To klimaty bardzo mi bliskie, dlatego nie wybaczyłabym sobie stracenia okazji obejrzenia tych filmów na wielkim ekranie. Wiemy już, dla jakich tytułów będziemy rezerwować czas, ale Festiwal Filmowy w Gdyni to nie tylko długie godziny spędzone w salach kinowych i wycieczki z jednego pokazu na drugi, ale przede wszystkim atmosfera. Za co kochamy Gdynię?

 

Iga: Za ludzi, którzy tworzą to niezwykłe wydarzenie – organizatorów, artystów, wolontariuszy. Za możliwość dotknięcia sztuki, porozmawiania z jej twórcami i poczucia zupełnej akceptacji. Bo choć w Gdyni spotykają się różni ludzie, często o odmiennych gustach i z innym bagażem doświadczeń, nie jest trudno poczuć się tam, jak w domu. Kochamy jeszcze Gdynię za morze, które od Teatru Muzycznego znajduje się tylko minutę drogi… Ach, no i nie zapominajmy – za najlepsze pączki na świecie!

 

Film, co do którego mam największe oczekiwania:

Kasia: Ostatnia rodzina

Iga: Ostatnia rodzina

Film, którego się obawiam:

Kasia: Wołyń

Iga: Planeta singli

Najlepiej zapowiadający się debiut:

Kasia: Królewicz Olch/Ostatnia rodzina

Iga: Ostatnia rodzina

Najbardziej chcę uścisnąć dłoń:

Kasia: Małgorzacie Zajączkowskiej

Iga: Imiennikom – Wajdzie i Sewerynowi

Poza Konkursem Głównym najbardziej ciekawi mnie:

Kasia: Najbardziej czekam na spotkania z cudownymi ludźmi, tymi już poznanymi i nowymi przyjaźniami, które wiem, że w Gdyni zawsze czekają.

Iga: Wszystko! Ale najbardziej premiera Powidoków i projekcje/spotkania upamiętniające Krzysztofa Kieślowskiego.

Moje ulubione miejsce w Gdyni:

Kasia: Piekiełko, plaża i gdyńska pączkarnia!

Iga: Winda w hotelu Mercure!

Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

1 Komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany