Wielki Brat Patrzy. Czy Orwell miał rację?

Doskonale zdajemy sobie sprawę z istnienia powszechnej autodestrukcji, która z biegiem czasu staje się komfortową ucieczką od realizmu. Przecież jestem niewystarczająco mądry/mądra, żeby osiągnąć sukces. Tylko głupota przeze mnie przemawia – mówimy. Każdy doświadczył w swoim życiu momentu, podczas którego silił się na samodzielną ocenę siebie. Jest to z pewnością potrzebne, aby ukształtować obraz własnej osoby, jednak należy unikać skrajności. Dla zdrowia. Co stałoby się, gdyby społeczeństwo analizowało każdą swoją czynność, ruch, mimikę, słowo? Szaleństwo – jak w dziele autorstwa George’a Orwella – Rok 1984. Sięgnęłam po tę książkę podczas przedmaturalnego maratonu wchłaniania wiedzy (tryb stron 500+). Pamiętam, kiedy system edukacyjny narzucił uczniom pozytywistyczną Lalkę, romantyczny marazm Wertera oraz Łydkę i Pupę w Ferdydurke, a ja tworzyłam własną wersję obowiązkowych lektur. Skutecznie? Dostałam się na wymarzone studia, więc owszem.

Wieczór. Korony drzew kołyszą się powoli w rytm wiosennego wiatru. Za oknem wracają, niczym Odyseusz, przypadkowi przechodnie, do swych ciepłych domów po wyczerpującym dniu pracy. Natomiast w moich czterech ścianach było można usłyszeć kompozycje Dario Marianelli, poczuć zapach świeżo przygotowanego cappuccino, a w ręku dostrzec najnowsze wydanie Roku 1984.

Winston Smith to mężczyzna w sile wieku, który pracuje w Ministerstwie Prawdy. Jego stanowisko polega na przerabianiu wszelakich tekstów publikowanych w gazetach – oczywiście na potrzeby Partii. Smith w przypływie desperackiego przelania własnych myśli na papier, zaczął prowadzić pamiętnik, spisując tam kontrowersyjne i ryzykowne dla jego życia słowa: Precz z Wielkim Bratem. Poznajemy Londyn, w którym dane jest mu egzystować, bezsmakowe posiłki w stołówce oraz towarzyszący strach aby nie popełnić myślozbrodni w miejscu publicznym. Mężczyzna zawiera znajomość z młodą kobietą o imieniu Julia. Po spotkaniu ich dotychczasowe życie ulega drastyczniej zmianie. Miłość ma być odskocznią od codzienności, gdzie obywatel jest pod ścisłym nadzorem władz. Nie ma miejsca na prawdziwe uczucie pomiędzy kochankami, ponieważ takowe można żywić wyłącznie w stronę Wielkiego Brata – postaci, utożsamianej z wizerunkiem Boga. Dziecko to synonim obowiązku wobec Narodu, nie upragniony owoc małżeństwa. Winston i jego wybranka sądzili, że potrafią samodzielnie stworzyć enklawę w państwie, w którym każdy człowiek boi się o swoje jutro. Czy skutecznie?

Zamykając książkę, doszłam do wniosku, że wizja przyszłego świata według Orwella brzmi jak spełniająca się przepowiednia Nostradamusa. W XXI wieku istnieje niebezpieczeństwo całkowitego zatracenia obiektywizmu w stosunku do rzeczywistości, co może doprowadzić do ciężko odwracalnych szkód – przykładowo objawów maniakalnych, depresji czy też samobójstw. Mówiąc otwarcie – ludzkość jest ofiarą dwójmyślenia, czyli umiejętności wyznawania dwóch sprzecznych poglądów i wierzenia w oba naraz. Dopasowuje ideologię do minionych wydarzeń, co jest szkodliwe dla przeszłości, będącej modyfikowaną w imię wygórowanych zysków. W czasach PRL-u nie mówiono o zbrodni katyńskiej, a wojna polsko-bolszewicka przeminęła z wiatrem. Bez powodu? Zdarzenia te były zwyczajnie niewygodne.

Mimika zebranych ludzi podczas Dwóch Minut Nienawiści (pokazywania na ekranie wroga Narodu – Emmanuela Goldsteina) przeraża. Powykrzywiane przez gniew rysy twarz kobiet i mężczyzn wprost uświadamiają, że idea sprzeciwu wobec Partii jest bezsensowna. Celem władzy jest władza. A zachowanie społeczeństwa jest tego dowodem. Ekranizacja książki w reżyserii Michaela Radforda wraz z Johnem Hurtem w głównej roli zachwyciła mnie. Ukazany reżim, ludzkie tragedie i chęć zapomnienia o wszechobecnej dyktaturze, uświadamiają widzom, że występujący tam absurd nie jest wytworem wyobraźni a przestrogą dla przyszłych pokoleń.

Reasumując, opisany świat w klasyku literatury – Roku 1984 – nie różni się tak bardzo od tego, którego obserwujemy na co dzień. Chęć zmiany jest pierwszym krokiem do satysfakcji życiowej. Uwolnienie się od uwsteczniających schematów oraz przekonań, sprawi, że cywilizacja osiągnie rzeczy, których nawet nie podejrzewała o istnienie. Jest to bez wątpienia trudne, ale możliwe. Specyfikę metamorfozy cechuje wielowymiarowość, zależna od konkretnej osoby. Składa się na nią przede wszystkim determinacja oraz upór w dążeniu. Czy stać ludzkość na samodzielność w myśleniu? Czy cyfra 4 pozostanie cyfrą 4? Czas pokaże, a Bóg osądzi.

Małgorzata Światlak

Zafascynowany muzyką diabeł, który lubi dobrą kawę i wciągającą książkę o psychologii. Aspirująca poliglotka. Freak.

1 Komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany