Warszawo ma, patrz – w oku mym łza…

To jedyny taki dzień, jedyna minuta w roku, gdy warszawskie ulice zastygają w bezruchu i łatwiej usłyszeć jest czyiś oddech niż dźwięk odpalanego silnika w samochodzie. To jeden z tych nielicznych momentów, gdy nie jest ważne, kto jest zwolennikiem prawicy, a kto głosował na lewicę, bo każdy jest po pierwsze i przede wszystkim Polakiem. Polakiem, który zatrzymuje się w pół kroku – na Marszałkowskiej, na Krakowskim Przedmieściu, na Nowym Świecie, na alejce na Saskiej Kępie, w Ogrodzie Saskim, w drodze do osiedlowego sklepu na Bielanach, na stacji metra…

Zatrzymuje się zresztą nie tylko Warszawa. Strażackie syreny wyją we wszystkich miastach w całej Polsce. Wakacyjna beztroska ustępuje na chwilę miejsca narodowej zadumie. Kawa stygnie, lody roztapiają się w dłoni, nikt nie złości się z powodu spóźnień, bo czas zatrzymuje się i przestaje mieć znaczenie. Trochę tak, jakby wszyscy ludzie grali w jednym filmie i w tym samym momencie zostali uchwyceni w stopklatkę. Nawet dzieci – zdziwione, jeszcze nic nierozumiejące, zaskoczone wyciem syren i dziwnym zachowaniem dorosłych – zamierają, rozglądając się dookoła, by po minucie – równie zdziwione – roześmiać się głośno i pobiec beztrosko w kierunku stoiska z balonami.

To ważne. Te sekundy, które jednoczą ludzi, ta wiara w sens wydarzeń z sierpnia ’44, ta świadomość wspólnej historii, przeszłości. Ten mały-wielki gest, choćby jedna myśl wysłana w kierunku tych, którzy walczyli za wolność naszą i sprawę, wierząc, że to, co robią jest znakiem nadziei i największej miłości do Ojczyzny.

Wzrusza mnie ten moment, ta godzina W, co roku tak samo, a może nawet z roku na rok coraz bardziej. Łzy stoją mi w oczach, gdy biegnąc z innymi ulicą, w pogoni za własnym szczęściem i własnymi marzeniami, nagle zatrzymuję się, a ze mną zatrzymuje się cała Polska. I tam, gdzie przed sekundą było ja, czuję, że jesteśmy my. Bez nienawiści, złośliwych komentarzy, bezpodstawnych ocen, zgryźliwości i zazdrości. My, Polacy.

Mija minuta. Wszystko wraca do normy. Jeszcze ktoś przemyka ulicą z flagą w dłoni, jeszcze ktoś śpiewa hymn, jeszcze nie minęło chwilowe roztargnienie, ale już…  Już sprzedawcy waty cukrowej wręczają roześmianym dzieciom kolorowe chmury, ktoś puszcza ogromne bańki mydlane, gra muzyka, po lody włoskie ustawia się kilometrowa kolejka, kierowcy trąbią na siebie i przez uchylone szyby wykrzykują przekleństwa, ktoś w pośpiechu biegnie do tramwaju, ktoś inny gubi kapelusz…

Ale najpierw cisza.

Cisza dla Bohaterów.

W podziękowaniu za to, że przed kilkudziesięciu laty ginęli w wojennym hałasie. Wśród wybuchów bomb, wystrzałów karabinów i płaczu ginących w ruinach dzieci.

 

Iga Herłazińska

Mogłaby zamieszkać w teatrze. Wszystko ją tam ciekawi i zachwyca. Lubi się włóczyć, podróżować. Banalnie - kocha żyć. Kocha też kawę z mlekiem, wiersze Osieckiej i stare filmy.

1 Komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany