Dlaczego warto łapać Pokemony?!

W ostatnim czasie na ulicach polskich miast (i nie tylko!) można spotkać wielu młodych ludzi (i nie tylko!), biegających z telefonami w dłoniach i dziwnie się zachowujących. Przystających co kawałek i wykonujących dziwne ruchy . Tak, chodzi o Pokemony! Jak wszyscy wiedzą, świat opanował szał na ich zbieranie. I to po kilkunastu latach! 

Przypominam sobie siebie, kiedy miałam siedem czy osiem lat. Wtedy też świat opanował szał na Pokemony. Wszyscy oglądali TĘ bajkę i zbierali rozmaite gadżety z  nią związane. Kolorowe potworki pojawiały się na wszystkim: ubraniach, akcesoriach, naklejkach i innych. Osobiście byłam w tych małych stworzeniach szczerze zakochana! Podobało mi się to, że są takie kolorowe i ciekawe, bo niby mają przypominać coś na kształt zwierząt, jednak nie takich, które dziecko może zobaczyć w książce od przyrody.

Dziś wiem, że w dniu, w którym po raz pierwszy obejrzałam przygody Asha Ketchuma, zakochałam się w filmach anime i będę je uwielbiać do końca życia. Myślę, że wtedy właśnie zrozumiałam siłę i nietuzinkowe piękno japońskich animacji. Teraz nie wyobrażam sobie bez nich życia, są dla mnie jedną z najwyższych form sztuki. Pewnie dlatego szybko porzuciłam produkcje Walta Disneya, na rzecz właśnie anime. Mój sąsiad Totoro, Podniebna poczta Kiki, Księżniczka Mononoke czy Spirited Away: W krainie bogów – to te japońskie kreski obudziły we mnie miłość do sztuki.  One uczyły mnie także wielu nowych emocji, które w disneyowskim świecie były pomijane lub inaczej odbierane. 

Nie będzie w tym nic dziwnego, jeśli przyznam się, że w tamtym czasie moim największym marzeniem było zostać trenerem Pokemon. Takim z prawdziwego zdarzenia, podróżującym po świecie, zdobywającym odznaki i nowe Pokemony. A teraz, po 15 latach, moje dziecięce marzenie się spełniło!

Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób nie potrafi zrozumieć mody, która pewnie za parę miesięcy minie, ustępując miejsca następnemu trendowi, napędzającemu konsumpcjonistyczną maszynę rynku. W mediach ten temat jest bardzo gorący, ciągłe trwają doniesienie o tym, co się komu stało, kto znalazł zwłoki gdzieś w lesie, a na kogo zawalił się opuszczony budynek. Nie wspomnę już nawet o historii ludzi, którzy chcieli zbierać Pokemony w Auschwitz. W USA i Nowej Zelandii już pojawiają się osoby, które chcą porzucić pracę w celu oddania się pełnoetatowemu zbieraniu. Nawet w Polsce można było ostatnio zobaczyć nietuzinkową ofertę pracy dla prawdziwego Mistrza Pokemon! 

Rozumiem stanowisko przeciwników aplikacji, jednak osobiście uważam, że jest ona czymś przełomowym! Nie jest to kolejna konsola, przy której można jedynie siedzieć na kanapie, ewentualnie jeść fastfoodowe przekąski i popijać je piwem. Pokemon GO sprawiło, że ludzie, zwłaszcza młodzi, zaczęli wychodzić z domu. Już po dwóch tygodniach od jej premiery można było zauważyć grupki uśmiechniętych, młodych ludzi, którzy wspólnie bawili się i śmiali. Bo to jest w młodości niezwykle istotne! 

Internauci podzielili się na dwa obozy – zachwyconych grą trenerów i malkontentów wytykających graczom brak zdrowego rozsądku w chodzeniu bez sensu po mieście nie zwracając uwagi na świat rzeczywisty. Z reguły hejterami są ci, którzy swoją opinię o Pokemon Go budują na przeczytanych gdzieś, nie do końca prawdziwych historiach. Nie pamiętam, by w ostatnim czasie jakakolwiek gra, czy nawet nowe zjawisko w sieci wzbudziło takie kontrowersje. Warto złapać trochę dystansu i nie skreślać od razu jakby nie było przełomowej aplikacji, która wyznaczać będzie nowy kierunek mobilnych technologii. Kto wie, czy kieszonkowe potworki nie dadzą początku czemuś naprawdę wielkiemu. 

Justyna Barańska

Jest miłośniczką dobrej sztuki. W teatrze zawsze siada w drugim rzędzie.

3 komentarze
  1. Widzę brak obiektywizmu dziennikarskiego. Rozumiem, że dla Ciebie to coś fajnego, ciekawego i innego. Ale nazywanie osoby o innym zdaniu „malkontentem” i nie zauważanie wad tej gry jest nie do końca fair (szczególnie dla dziennikarza)

    1. Nie chodzi mi o to, że osoby o innym zdaniu są malkontentami, a bardziej o to, że z definicji malkontent zawsze widzi we wszystkim negatywne cechy, nawet kiedy czegoś nie zna. 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany