Trzy płyty, do których powracam

Od kiedy zaczęłam słuchać muzyki w świadomy sposób, kilkukrotnie zdarzyło mi się usłyszeć od znajomych, że nie lubią polskiej muzyki. Za każdym razem byłam zaskoczona – sama od zawsze słuchałam jej bardzo dużo. I nie mam tu na myśli tandetnego, polskiego popu, który można usłyszeć w każdej komercyjnej radiostacji. Może to jest właśnie kluczowe: większość osób na hasło polska muzyka słyszy w głowie wykonawców od umpa umpa, znanych najczęściej z jednego hitu.
Ja mam w tym przypadku na myśli polską scenę alternatywną, która jest naprawdę szeroka i warta poznania. Mnóstwo wartościowych polskich zespołów poznałam dzięki radiowej Trójce, gdzie są one intensywnie promowane.
Wybierając płyty do tego tekstu, od samego początku byłam pewna dwóch. Ta trzecia majaczyła mi gdzieś w głowie, jednak wciąż mówiłam sobie: przecież głupio tak pisać tylko o zespołach związanych z Polską. Później przemyślałam sprawę i uznałam, że wcale nie. Choć zagranicznej muzyki słucham równie dużo, to w polskie teksty wsłuchuję się z największą przyjemnością.

 

Smolik / Kev Fox

Pewnego dnia dwóch panów – polski producent, kompozytor oraz multiinstrumentalista Andrzej Smolik oraz brytyjski kompozytor, gitarzysta i wokalista Kev Fox postanowili stworzyć wspólny projekt. Jego owocem stała się płyta o prostym tytule: Smolik / Kev Fox. Można powiedzieć, że to jeszcze świeżynka – ujrzała światło dzienne zaledwie w październiku zeszłego roku. Wtedy też usłyszałam ją po raz pierwszy, drugi, później trzeci, piętnasty i… tak do dzisiaj. Za każdym razem odkrywam w tym albumie coś nowego, słyszę w nim coraz to inne muzyczne przestrzenie i detale. Przemyślane kompozycje świetnie uzupełnia ciepły, wyrazisty wokal Foxa, podobnie zresztą jak teksty, które – moim zdaniem – są bardzo mądre i ponadczasowe. Ilekroć sięgam po ten album, zawsze potrafi on odzwierciedlić mój aktualny nastrój. Czasami idealnie komponuje się z herbatą w spokojny, zimowy wieczór, innym razem daje przysłowiowego kopa do działania. W ciągu ostatniego roku wracałam do tej płyty nieskończoną ilość razy i czuję, że będzie towarzyszyć mi jeszcze przez długie lata.


Waglewski Fisz Emade – Męska muzyka

Panów Waglewskich, określanych często mianem najzdolniejszej muzycznie rodziny w Polsce, kojarzy prawdopodobnie każdy. Nie sposób zliczyć wszystkich zespołów oraz projektów, z którymi związani są/byli Waglewscy, jednak niewątpliwie ważną dla polskiej sceny muzycznej grupą stała się ta stworzona przez całą ich trójkę. W 2008 roku zespół Waglewski Fisz Emade wydał płytę, która wstrząsnęła fanami akustycznych oraz bluesowych brzmień. W podobny sposób wstrząsnęła mną. Chociaż w 2008 roku miałam jeszcze zbyt mało lat, by docenić geniusz tego albumu, cieszę się, że udało mi się go odkryć względnie niedawno. Głosy Wojciecha Waglewskiego oraz Fisza to dla mnie balsam na duszę – zawsze gdy jestem zdenerwowana lub poirytowana, wystarczy, że posłucham kilku utworów w ich wykonaniu. Chociaż w przypadku Męskiej muzyki trudno mówić o kilku utworach – ta płyta absolutnie uzależnia. Potrafię zapętlić ją w odtwarzaczu i słuchać non stop przez bite trzy dni. Jeszcze nigdy mnie nie znudziła.

 

HEY – Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!

Nie mogę nazwać siebie psychofanką zespołu HEY, jednak od zawsze bardzo imponowała mi twórczość Kasi Nosowskiej i spółki. Uważam, że to muzyka mądra – wyważona, z przemyślanym każdym dźwiękiem i rewelacyjnymi tekstami. Pamiętam, że gdy płyta Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! została wydana, szybko wpadła mi w ucho. I tak od 2009 roku wracam do niej każdej jesieni; czasami na dłużej, innym razem wystarczy mi jedno przesłuchanie, by pokrzepić zapadające w zimowy sen myśli. Żałuję, że na tegorocznym Przystanku Woodstock zespół zagrał tylko jeden numer z tego albumu – Kto tam? Kto jest w środku? – na rzecz utworów z najnowszej płyty Błysk. Kto wie, może z czasem i ją dopiszę do listy płyt, do których powracam – póki co rokowania są dobre. Tegoroczna jesień prawdopodobnie zwiększy bazę albumów muzycznych w moim odtwarzaczu co najmniej o Błysk. A może i o coś więcej?

Magda Futyma

Trochę przeraża ją bezczynność. Autostopowiczka, fanka gór i długich poranków.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany