Dziennik (pod)różny: Wyobrażenia a rzeczywistość

W niedzielne popołudnie wybrałam się do Instytutu Sztuki w Chicago, żeby zobaczyć wystawę America after The Fall: Painting in the 1930s, a szczególnie znajdujące się na niej obrazy jednego z moich ulubionych malarzy – Edwarda Hoppera. Uważany jest on za jednego z najwybitniejszych XX-wiecznych artystów w Stanach Zjednoczonych, a jego dzieła do dzisiaj inspirują innych twórców i silnie oddziałują na ich dorobek.

13835691_1273695385976083_536322254_oMiędzy innymi pod wpływem fascynacji Hopperem Tom Waits nagrał album Nighthawks at the Diner, a Andrzej Wajda, tworząc scenografię do filmu Tatarak, wzorował się na obrazie Morning sun. Hopper na początku swojej drogi artystycznej skłaniał się w stronę impresjonizmu, jednak potem porzucił ten kierunek i skupił się na realizmie. Większość jego dzieł stworzonych w latach dwudziestych i później, podejmowała tematykę współczesnego amerykańskiego miasta. Artysta przedstawiał je jako chłodną i pozbawioną charakteru przestrzeń. Ludzie umiejscowieni przez niego na tle przygnębiającego pejzażu miejskiego to przeważnie przedstawiciele klasy średniej – sekretarki, klienci sklepów i barów, dojrzałe kobiety w pustych pokojach hotelowych. Twórczość Hoppera zapoczątkowała moje myślenie o amerykańskich metropoliach jak o miejskiej dżungli, a ich mieszkańców wyobrażałam sobie wówczas jako obojętnych wobec siebie, zagubionych, zdających się istnieć poza realnym czasem, zajętych, przytłoczonych własnymi problemami i otoczeniem.

Właśnie mija czternasty dzień, odkąd przeprowadziłam się do USA. Przez ten czas zdążyłam już skonfrontować swoje wyobrażenia z rzeczywistością. Czy ludzie tutaj są samotni i zagubieni? Nie wiem, trudno mi ocenić.
Na pewno jednak nie cechuje ich obojętność w stosunku do siebie.13835915_1273695389309416_1054855524_o Nadmiar życzliwości, która spotkała mnie tutaj przez ten krótki czas, jest jednym z kilku pozytywnych zaskoczeń. Być może na swojej drodze trafiłam na wyjątkowo uprzejmych ludzi, jednak Amerykanie znani właśnie z tego rodzaju otwartości i nie można im jej odmówić.

Na obrazach Hoppera przedstawione postaci nie rozmawiają ze sobą i nie okazują sobie choćby minimalnego zainteresowania. W rzeczywistości – przynajmniej w moim przypadku – jest zupełnie inaczej. Nie zdarzyło się, żeby ktoś na ulicy nie odwzajemnił mojego uśmiechu. Widząc moje zagubienie na lotnisku czy którymś z dworców, podchodzili, oferując pomoc i było to odległe od typowego polskiego Masz jakiś problem?.

Jeden z przypadkowo spotkanych mieszkańców Chicago nie dość, że pomógł mi odnaleźć drogę, to w dodatku dzwonił do swojego znajomego, by upewnić się, czy na pewno nie wprowadza mnie w błąd. Tutaj nie jest to w żadnym stopniu wyjątkowa sytuacja. Amerykanie potrafią podejść do zupełnie nieznanej osoby i od słowa do słowa nawiązać głębszą konwersację. Nie mają w sobie żadnego dystansu jeśli chodzi o stosunki międzyludzkie.

Co zaskoczyło mnie w USA oprócz podejścia ludzi? Wielkość wszystkiego. Ogromne są odległości, porcje jedzenia, samochody, budynki. Nie dziwi mnie już fakt, że ludzie pochodzący stąd są znacznie śmielsi w snuciu długoterminowych, odważnych, ambitnych wizji. O wiele łatwiej jest śnić o potędze, mieszkając w państwie o takiej powierzchni.

Wietrzne Miasto, które odwiedziłam w weekend, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Pomimo wielu drapaczy chmur – na czele z Willis Tower, który jest drugim najwyższym budynkiem w Stanach Zjednoczonych – wciąż pozostaje przestrzenne i nie przytłacza zwiedzających swoją wielkością. Prawie wszystkie atrakcje turystyczne zlokalizowane są na terenie Downtown w niewielkiej odległości od siebie, więc miasto można zwiedzać na pieszo. Alternatywą są rowery miejskie, które można wypożyczać w wielu miejscach oraz wycieczki łodzią.

Warto wejść pod Fasolkę, czyli awangardową rzeźbę Anisha Kapoora będącą symbolem miasta, przejść się Michigan Avenue, przepłynąć kajakiem Chicago River, poleżeć na jednej z plaż, zobaczyć Navy Pier, odwiedzić jedno z wielu ciekawych muzeów, pospacerować wzdłuż Riverwalk i wreszcie spojrzeć na panoramę miasta z jednego z punktów widokowych, najlepiej po zmroku. Tu po prostu nie można się nudzić.
13775366_1272489589429996_3725624331541055205_n13838149_1273695395976082_1402255532_o

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dominika Kanafa

Jej znakiem rozpoznawczym jest szeroki uśmiech, którym obdarowuje otoczenie bez względu na porę dnia czy nocy. Ciągle w ruchu. Zatrzymuje się tylko po to, by czasami narysować coś na kolanie. Nie potrafi funkcjonować w ciszy. Miłośniczka historii sztuki i kotów. Uzależniona od teatru, muzyki, kina, jedzenia, szminek, miętowej herbaty, podróży i ludzi. Niepoprawna optymistka. Drażnią ją ludzie o ograniczonym światopoglądzie stąd-dotąd. Wierzy, że nie ma rzeczy niemożliwych i stara się wyciskać z życia, ile się da.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany