Euro 2016 – Polacy, coś się stało!

W niedzielę, po zwycięstwie polskiej drużyny podczas 1/8 finału Euro 2016, obudziłam się z uśmiechem na ustach. Poprzednie popołudnie spędziłam w barze, razem z kilkudziesięcioma obcymi osobami. Niemal trzy godziny przez telewizorem. W życiu nie powiedziałabym, że będę w stanie spędzić w skupieniu aż tyle czasu, obserwując grupę spoconych facetów biegających za piłką. Ba! Nie wpadłabym na to, że czasem będę krzyczeć albo ukradkiem ocierać łzę, gdy Polacy strzelą bramkę. Wracałam do domu pijana zwycięstwem, tak samo jak wszyscy mijani na ulicy ludzie. Uśmiechaliśmy się do siebie głupkowato. Nie trzeba było słów.

Niedzielnego poranka codziennym zwyczajem włączyłam radiową Trójkę. Po audycji Wojciecha Manna przyszła kolej na godzinę ze sportem. Przeważnie przełączam takie audycje, jednak jako że tym razem – jak nigdy – wiedziałam o czym jest mowa (a była oczywiście o sobotnim meczu), postanowiłam posłuchać. Biadolenie nad faulowanym wielokrotnie Lewandowskim nie zrobiły na mnie takiego wrażenia jak telefon pewnej słuchaczki. Na dobry początek poinformowała ona, że zupełnie nie rozumie tego całego zamieszania wokół Euro – w porządku, ma prawo. Mnie też na dobrą sprawę niezbyt interesuje sport; jestem raczej okazjonalnym kibicem, a i to wymaga ode mnie maksimum skupienia. Jednak w momencie, kiedy owa pani zaczęła wysuwać argumenty, że: po co komu Euro i jakiekolwiek inne rozgrywki sportowe; to przykrywka dla naprawdę ważnych spraw; tracimy czas na takie głupoty zamiast zająć się prawdziwie poważnymi i ważnymi sprawami jak podatki… Opadły mi ręce.

Chwilę później natknęłam się na podobną dyskusję w Internecie. Jedna osoba – przeciwna Euro – kontra piętnaście usiłujących wytłumaczyć jej swoje stanowisko. Oczywiście bezskutecznie.

Rozumiem, że można nie lubić sportu. Rozumiem, że obserwowanie przez półtorej godziny boiska, na którym ruszają się kolorowe punkty może być nudne. Rozumiem, że nie każdego to ekscytuje. Ale, na litość Boską, czy naprawdę rozmowa o podatkach jest ciekawsza? Pewnie ważniejsza, jednak czy tak nudny i trudny temat powinien zajmować nam większość czasu? Przecież nie o to chodzi! Piłka nożna – czy jakikolwiek inny sport – jest dla niektórych taką samą rozrywką jak dla innych oglądanie filmów czy czytanie książek. A czy mówimy drugiej osobie: Co ty, w wolnym czasie oglądasz filmy? Że ci się chce, to jest takie nudne!  Nie, bo to rozrywka. Taka sama jak mecz podczas Euro.

Nie bronię mistrzostw; uważam, że są w stanie świetnie obronić się same. Szanuję też zmęczenie niektórych tym tematem. Nie mam jednak ochoty przytakiwać na opinie, że Euro 2016 to przereklamowane wydarzenie. Hej, bądźmy choć ten jeden raz z siebie dumni! Bądźmy dumni z naszej polskiej drużyny, która po raz pierwszy od X lat podczas Euro doszła tak daleko! Podatki i polityka poczekają. Skoro potrafimy ekscytować się książkowymi fabułami i historiami z filmów, pozwólmy innym (i sobie) nacieszyć się dotychczasowym sukcesem. Bez gadania, że i tak w ćwierćfinałach polegniemy z Portugalią; do tej pory mieliśmy po prostu szczęście.

Rozrywka też jest kulturą. My – redakcja Kultury do góry nogami – w czwartek o 21 razem z przyjaciółmi zasiądziemy przed telewizorami i będziemy z całych sił trzymać kciuki za polską reprezentację.

Czy będziecie Państwo z nami?

Magda Futyma

Trochę przeraża ją bezczynność. Autostopowiczka, fanka gór i długich poranków.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany