Nagość? To dla „zboków”

W ostatni, piątkowy i wciąż jeszcze sesyjny wieczór, gdy mój mózg odmówił już współpracy stricte naukowej, nie mogłam odpuścić sobie przyjemności włączenia głośno muzyki i rozłożenia się na wielkiej pufie. Wpadłam w otchłań Internetu. Przewijając niebieski portal społecznościowy natrafiłam na nagłówek, który skutecznie przyciągnął mój wzrok.

goło

Restauracja dla naturystów. Przyznam, że kliknęłam w link dosyć zaintrygowana. Dowiedziałam się, że lokal w Japonii nie jest pierwszym na świecie – wcześniej podobne powstały w Londynie i Australii. Cóż, skoro już znalazłam idealne zajęcie w czasie, który powinnam poświęcić na naukę, czym prędzej wklepałam „restauracje dla naturystów” w wyszukiwarkę (dla pewności i spokoju ducha jednak w oknie incognito).

Im dłużej czytałam o tej idei, tym bardziej ona do mnie przemawiała. Przede wszystkim, w każdej z powstałych restauracji  obowiązuje zakaz używania telefonów komórkowych i innych technologicznych wynalazków. Wstęp do nich mają tylko pełnoletnie osoby, nie należy też nikogo dotykać. Stanowiska dla gości pooddzielane są bambusowymi ściankami bądź zasłonkami, by zachować jako taką prywatność i komfort klientów.

Obsługa restauracji nie peszy klientów ubiorem – zasada nagości obowiązuje tu wszystkich. Co więcej, serwowane jedzenie – przynajmniej w londyńskim lokalu – jest przyrządzane na wolnym ogniu i bez chemicznych dodatków (co do mnie osobiście mniej przemawia, jako że do żywieniowej pedantki mi daleko).

Po przeczytaniu wszystkich artykułów, na które trafiłam, pomyślałam: To musi być niesamowicie dziwne doświadczenie. Z chęcią bym tam poszła!

A później zrobiłam to, co większości czytelników stron internetowych skutecznie psuje przyjemność z odbioru: przeczytałam komentarze.

Europa schodzi na psy.

Dobre dla zboków.

Oj, sterylnie to tam nie będzie.

Świat się kończy… Brak autorytetów, wykreślono ze słowników słowa: wstyd, honor, moralność… Wygląda na to, że mimo postępu ludzkość tęskni za powrotem do korzeni kiedy to człowiek siedział na drzewie i zajadał banany.

Z czymś podobnym spotkałam się przeglądają Internet kilka dni wcześniej – na jednej ze stron natrafiłam na historię mężczyzny, który w wieku kilku lat bał się ciemności, ale jednocześnie nie lubił spać przy zapalonym świetle. Wymyślił wtedy sprytny plan – przecież jeśli pójdzie spać bez ubrania, to żaden potwór nie zaatakuje go w nocy –  gdy zobaczy małego, nagiego chłopca, na pewno zrobi mu się go żal. Swoją historię zakończył słowami, że praktykuje ten sposób do dziś. One właśnie rozpętały burzę: w dorosłym wieku? Ludzie, co z tym światem! Serio? Jesteś poważny? Śpisz na golasa? Zboczeniec.

tkliwi nihiliści
żródło: https://web.facebook.com/tkliwinihilisci/

Reakcja na spanie nago wydaje się być mocno przesadzoną. Niepochlebne opinie na temat naturystycznych restauracji jestem w stanie logicznie sobie wytłumaczyć, jakkolwiek nie do końca potrafię je zrozumieć. Dlatego, że nie widzę w tej idei absolutnie niczego złego. To nic przymusowego – w takie miejsce idą ludzie, którzy mają na to ochotę i którzy potrafią poczuć się swobodnie takimi jakich ich stworzono. A może i tacy, który tej swobody chcą się nauczyć. Jestem też pewna, że ci, którzy się na taką wizytę decydują, głęboko w nosie trzymają opinie, że to dla zboków. Bo co do braku wstydu, honoru i moralności… Nawet nie wiem jaki kontrargument mogę przytoczyć. Nie widzę bowiem absolutnie niczego złego w nagości, o ile nikt mnie do niej nie zmusza. Dopóki robię coś w pełni świadomie, dobrowolnie i nie wpływa to negatywnie na moje samopoczucie.

Może to trochę nasza polska mentalność. Czasami nawet nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego, że niemal non stop kogoś oceniamy. Mam na myśli przede wszystkich ludzi, których nie znamy, przypadkowych przechodniów: ten ma uszy krzywe, tamta mogłaby nie ubierać takich krótkich spodni, bo ma za grube nogi, czy oni nie mają w domu lustra? Być może to jedna z przyczyn tego nieszczęsnego wstydu, którego trzeba nie mieć, żeby iść w takie miejsce jak naturystyczna restauracja. Jesteśmy przyzwyczajeni, że swoje mankamenty należy zakrywać, żeby nikt nie zdążył spojrzeć na nie krytycznym okiem. Ale czy to przypadkiem nie my sami powinniśmy w pierwszej kolejności lubić siebie w każdym wydaniu? Czy naprawdę naturalność – a w tym nagość – która dotyczy absolutnie każdego z nas, powinna być powodem do wstydu? Nie wstydu przed kimś, który bywa uzasadniony. Do wstydu przed samym sobą.

Jeszcze rok temu prawdopodobnie sama nie zareagowałabym na ten artykuł w tak przychylny sposób jak teraz. W międzyczasie zdarzyło mi się jednak odwiedzić Islandię oraz tamtejszy basen. Byłam nieco zszokowana faktem, że choć przebieralnie wraz z prysznicami dla kobiet i mężczyzn były osobne, to te ostatnie występowały jedynie w formie zbiorowej. Jedno pomieszczenie z natryskami; zero zasłonek czy ścianek oddzielających poszczególne stanowiska. Na ścianie kartka z napisem: Absolutny zakaz mycia się w stroju kąpielowym.

Przez pierwszych kilka minut czułam się nieswojo; tym bardziej, że wszystkie kobiety wokół paradowały zupełnie nago, kursując między szafkami a prysznicem, w międzyczasie przystając na krótkie pogawędki. Młode, stare, grube, chude, opalone i blade jak ściana. Nie mierzyły się nawzajem krytycznym spojrzeniem. Najwidoczniej nie miały po prostu ani wstydu, ani honoru, ani nawet moralności. I całe szczęście – przynajmniej pozwoliły mi poczuć się tam jak wśród samych swoich.

wolę róż
źródło: https://web.facebook.com/WOL%C4%98-R%C3%93%C5%BB-140562549411481/
Magda Futyma

Trochę przeraża ją bezczynność. Autostopowiczka, fanka gór i długich poranków.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany